Skarżyła się raz bieda gdzieś przed filantropią,
że ją losy do tego stopnia ciągle kopią,
że spać nie może,
bo i dachu wciąż nie ma i mroźno na dworze.
— Moja droga, — odrzecze na to zapytana,
— mnie stokroć gorzej;
straszna bezsenność morzy,
ja także spać bym chciała, a nie sypiam wcale:
noc w noc tańczę, wydając dobroczynne bale...