Szybkim wiatr jest na przestworzu i ptak wśród obszarów,
Szybką błyskawica,
Ale szybciej pędzi konno po stepie madyarów
Betyar latawica.
Skradł klacz rano w Keczkemecie, z nim zmrok zachodzi
Już z kradzieży plonem
Nie ulękły bystrą rzekę spiesznie w bród przechodzi
Aż pod Sent-Martonem.
Jutro sprzeda Feherswarze klacz i chwilę spędzi
Na mohorycz w szynku,
Ledwie szklankę swą wysuszy, znowu konia zwędzi
Na tym samym rynku.
A pojutrze w Beczkerecie, wciąż w takiej ruchawce
Goniąc za zdobyczą,
Znajdzie się na innym koniu... na drewnianej ławce
Gdzie rózgami ćwiczą.