CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Baltazar

polaco

VII.

BALTAZAR.

Baltazar, dumny władca świata,

Skrzydlate w świat rozesłał gońce,

Gdzie ranna zorza wieńce splata

I gdzie zachodzi krwawe słońce:

»Opuśćcie niebios jasne końce,

Do jaśniejszego spieszcie grodu —

Lenniki króla i obrońce

Niech złożą hołd swój, czynsz narodu,

I uczt skosztują żaru i słodkiego chłodu« —

I psy posłuszne i służalce

W złote przystroją kark obroże

I w sił dyszących strasznej walce

Padną u stopni, jękną: »boże!

Co daje ziemia, płodzi morze,

Co się w człowieka gnieździ łonie —

Złoto, jaśniejsze ponad zorze,

Perły, srebrzystsze ponad tonie,

To męstwo i tę wierność zdepc przy swoim tronie...«

I róż uśmiechem błyszczą ściany —

Strzałą, zmieniając się, wysłańce

Hen! aż z Saronu ten wybrany

Czar na dalekie słali krańce;

I leją strugi skier kagańce,

A drogi zapach w każdej skierce...

Hebany stołów, patrz, rzezańce

Kryją w sydońskie już kobierce —

Aż ślepnie jasne oko, aż omdlewa serce.

I arf tysiączne zabrzmią dźwięki

I cytr stłumionych i psałterzy,

A tych melodyi ciężar miękki

Na piersi słodkiem jarzmem leży...

Wybranych kobiet wieniec świeży

Porankiem łona, nocą włosów

Tumani wodzów, ćmi rycerzy,

Uj! a spienione fale głosów

Tryskają, że dotrysną snać do bram niebiosów.

I kipi wino, nad złocisty,

Rzeźbiony brzeg się w żar przelewa:

»Ten Rehobotu kryształ czysty

Takiem zwierciadłem nie olśniewa!

Lecz nad ten płomień, co rozgrzewa,

Nad świętej studni chłodne blaski —

Niech pieśń prawnuków o tem śpiewa —

Droższe królewskiej zdroje łaski:

O cześć ci, strojny w zwycięstw i względów przepaski«.

— »A ci z Karmelu i z Libanu

I z pól szerokich Ezdrelomu,

Gdzież są, by złożyć czynsz swój panu

I nagiąć karku w jego domu?

A wszakże głos mój siłą gromu

Aż do ich granic skalnych sięga?

A wszak z skalnego spada złomu

Piorunujących grzmień potęga,

Aż w krwawy szmat się skłębią ich jordańska wstęga?!

Czyż łąk karmelskich bujnej trawy

Nie wypasają białe stada?

Ofirskich skarbów stos jaskrawy

Komuż w tajemną dań przekłada

Żeglującego wnuk pradziada?

Cedrami-ż Liban nie owity?

Czyż owoc słodki z fig nie spada?

Nie sączy-ż galban miodosyty,

By król woń jego wdychał, miłością upity?

Może to gniazdo, to poddańcze,

Słońce mych względów nazbyt grzeje?

Może w zanadrzu węża niańczę?

Wskrzeszam zuchwałe ich nadzieje?

Hej! nim zmrok pierzchnie, nim zadnieje,

Nowe wyostrzyć dam topory,

Nowych ukazów grad posieję —

Jakież to będą plonne zbiory,

Jakimiż to zaznaczę drogę w przyszłość wzory!

Motłoch, słuchajcie! jest jak fala,

Która, szerokiem mknąc łożyskiem,

Nad brzeg kłębami się przewala,

Że nawet tron twój podścieliskiem:

Smagnij ją młyńskich kół biczyskiem,

Kiełznaj kamiennych tam lejcami,

A bezpieczeństwo złączysz z zyskiem,

A wypchasz spichlerz swój skarbami —

Hej! smagnę ja tę falę, zalśni dzień nad nami!...«

A wtem wśród gładkich ścian izbicy,

Gdzie alabastru błyszczą śniegi,

Widmo płomiennej o! prawicy

Płomiennych liter znaczy ściegi:

»Dni twych zliczono już szeregi

I rozkosznego dni Babelu...

Ojciec twój skończył... Nim się biegi

Gwiazd u rannego skończą celu,

Ty skończysz... to lud boski... jam jest w Izraelu...«

— »To nic!... z gorączki płód wylęgły!...

Wino fantomy w mózgu stwarza...

Zbyt silne państwa mego węgły,

Żaden rys władcy nie przeraża...

Dni policzone... Jak rozżarza

Męskość to serce, świeżość duszę!

Trosk życie króla nie przysparza,

Nawet zgrzybiałych lat katusze

Melodyą wyszukanej rozkoszy przygłuszę...

Wyście widzieli?... Nic!... To złudy

Strasznej chcą gnieździć się ohimy

Tu, w mojej piersi, między cudy

Młodego lata, między dymy

Słodkiego płynu... Wnet spłoszymy

Te czarne ptaki czarnej troski...

Ten płód przedwczesnej, chmurnej zimy...

On w Izraelu... to lud boski...

To nic!... wnet ja zaleję te ogniste głoski!

Otwórzcie skarbiec szczerozłoty,

Na stół postawcie święte czary,

To zdobycz ojca, gdy namioty

Rozbił w ich grodzie ojciec jary...

Ojciec zakończył... Mary!... mary!...

Siedmioramienny lichtarz wnieśćcie,

Niech nas świętymi zleje żary!

Hej! ten lud boski w boskiem mieście

Czyż kiedy swemu bóstwu takie składał czeście?

O piękna Basmat! Tamar cudna!

Rzućcie te lekkie gazy z łona!

Piękność — tak, prawda! — nazbyt złudna,

Mrokiem przejrzystym osłoniona...

Lecz dziś niech każdy zmysł mój kona,

Niech go oślepią blasków zdrojem

Biódr kość słoniowa, piersi grona:

Starość wam drażnić... Mąż przebojem,

Zabiera, chwyta czaszę z jawnym niepokojem...

Wasi ojcowie, wasze matki

Spędzili żywot swój w żałobie,

Z ócz wypłakali łez ostatki,

Starli kolana swe na grobie,

Gdzie Syon w starej legł ozdobie,

Gdzie w jego bluszczach gad dziś hula —

Wy skry żywicie skrzystsze w sobie:

Rozkosz do piersi was przytula,

A miast świątyni macie hej! komorę króla...

Złam szyki zbrojne, porąb stolce,

W gruzy wyniosłe strzaskaj łuki,

Niech twych pochodów ostre kolce

Zesieką łany... Pchaj w swe juki

Sard, jaspis, szafir, złota sztuki;

Dłoń twa niech perz im w skibę rzuci,

Że z głodu zemrą praprawnuki —

To nic!... Zwycięstwo li, gdy w chuci

Kobieta zwyciężonych łono k’wrogom zwróci...

Skryj pierś, tę pierś, co nad miód słodsza,

Nad śnieg to bielsze ukryj brzemię,

Miriam! Miriam! ty najmłodsza

I najpiękniejsza w mym haremie —

Masz!... zawieś!... urim... z drogich płytek

Tarcz... arcykapłan, świętych plemię,

Zdobił nią piersi, gdy w przybytek

Szedł pański... I tyś z świętych i tyś jest z lewitek...

O zawieś!... zawieś!... szał mój wzrasta,

Szał to bez cugli, bez wędzidła,

Snać go poskromi li niewiasta,

Ona go w miękkie ujmie sidła...

Świętości ludu i prawidła

Stratuje człowiek w dzikiej sile,

Lecz nie okiełza tego skrzydła,

Co rwie go z siebie, kruszy w pyle —

O zawieś, czar mi cały odsłonisz za chwilę!...«

Wtem, gdzie barwista wre biesiada,

Gdzie miłość płynie, gdzie chuć pryska,

Z nienacka orszak zbrojny wpada

I »gdzie Baltazar?« okrzyk ciska —

Podwładnych jego miecz-to błyska —

»Ty psie lubieżny, ty ciemięzco,

Chwila poskromień patrz! jak bliska!...«

— — — — — — — — — — — —

I padł Baltazar... A zwycięzcą

Babelu wnet Daryusz, król Medów...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Ballada o słonecznikuBatjar →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Baltazar
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-baltazar--jan-kasprowicz-fbaf52
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Baltazar», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-baltazar--jan-kasprowicz-fbaf52.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.