CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Ballada o słoneczniku

polaco

XV.

BALLADA O SŁONECZNIKU.

Stary, oślepły słonecznik

Sam jeden mi jeszcze pozostał

Z wszystkich mych kwiatów-przyjaciół

W tym zachwaszczonym ogródku;

Słyszałem-ci nieraz w nocy,

Jak wichr bez miary go chłostał,

Nie mogłem mu żadnej dać ulgi,

Chyba pociechę smutku —

Lepiej się puścić w tan...

Upiłem się kiedyś wieczór —

Wino zbawienną jest mocą: —

Pięścią wytłukłem szybę,

W gór łańcuch patrzę daleki —

Ponoć to śniegi tam leżą,

Ponoć to gwiazdy migocą,

Ciężary mroków wilgotnych

Na ciężkie mi spadły powieki —

Lepiej się puścić w tan...

Ponoć to łąki wyschnięte,

Bezlistne jasienie przy drodze,

To ponoć olchy nad bagnem,

To kępy zwiędłych rogoży;

Ponoć to ludzkie rozpacze

Puściły krokom swym wodze

I spieszą w mgławych całunach

Na pogrzeb litości bożej —

Lepiej się puścić w tan.

Ponoć i ja miałem braci,

Na straszną gdzieś poszli wojnę —

Śmierć rzekła mi o tem wszystkiem,

Całując spiekłe me usta — —:

Niech huczy ta czarna głębia,

To morze łez niespokojne,

Niech wiatrem dyszy jesiennym

Ta ziemia, krwią ich tłusta —

Lepiej się puścić w tan...

Stary, oślepły słonecznik

Przez szybę się wciska stłuczoną

Do mej wesołej izdebki,

Pełnej zapachu wina:

Pożegnał się już oddawna

Ze swą złocistą koroną,

Łyse, szczerniałe skronie

Na piersi moje zgina —

Lepiej się puścić w tan...

Jak pies, tak łasi się do mnie,

Do mego tuli się lica:

Wielką uczułem kroplę

Na rozżarzonej twarzy:

Rosa mu z jamy pociekła,

Gdzie ongi była źrenica —

Stary, oślepły słonecznik

Głośno się, milcząc, skarzy —

Lepiej się puścić w tan.

Nie drwij ze siebie i ze mnie,

Ty z moich druhów ostatni!

Wszyscyśmy na to stworzeni,

By błogosławić śmierci!

Niech rycerz ginie od stryczka,

Jesiotr niech dławi się w matni,

Bóg z swego tronu niech spada,

Włócznia niech w bok się wwierci — —

Lepiej się puścić w tan!

Nie będzie ci ulgą mój smutek:

Upił się dzisiaj radością,

Żeś tak nikczemnie zmarniał,

Ty, coś spoglądał w słońce;

Inne lekarstwo ci niosę,

Co daje próchnienie kościom,

A duszę — hej! pijcie ze mną,

Pijani śmierci gońce,

Puśćcie się razem w tan!

Ostatni liść z niego zdarłem,

Ostatniem wyłuskał ziarna,

Zdrzewiałą, twardą łodygę

Ręką chwyciłem pewną:

Z korzeni się pod me okna

Ziemia sypnęła czarna,

Stary, oślepły słonecznik

Snać łzą zapłakał rzewną —

Lepiej się puścić w tan...

Wstałem nazajutrz — czy zbawca,

Czy zbrodniarz? — hej! któż mi to powie!

Zbudziłem się w izdebce,

Pełnej zapachu wina...

Stary, oślepły słonecznik

Bez złotej korony na głowie

Jużci swojego smutku

Do smutków moich nie zgina —

Lepiej się puścić w tan...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Bądź pozdrowiona!Baltazar →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Ballada o słoneczniku
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-ballada-o-soneczniku--jan-kasprowicz-b93cf2
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Ballada o słoneczniku», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-ballada-o-soneczniku--jan-kasprowicz-b93cf2.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.