CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Adamowi Mickiewiczowi (Kasprowicz)

polaco

XII.

ADAMOWI MICKIEWICZOWI.

I.

NA SPROWADZENIE ZWŁOK A. MICKIEWICZA.

I.

Uderzmy w dzwony, podnieśmy okrzyki,

Jak ongi wdzięczny naród Izraela:

Hosanna tobie, poranku wesela,

Co dzisiaj zbawcze rozsiewasz promyki

Ponad tą ziemią ciemności i sromu,

Ponad ten zagon, krwią i łzami żyzny,

Bo oto wraca do własnego domu

Tułacz z obczyzny.

Bo oto wraca w dzierżawy ojczyste

Władzca, co berłem swej natchnionej dumy

Na prochy ścierał lodowe rozumy,

Uczucia iskry niecąc płomieniste —

Co, wiecznie silny i wieczyście młody,

Sercem swem sięgał tam, gdzie wzrok nie sięga,

Gdzie z poza mgławic wystrzela swobody

Jasna potęga —

Co samolubów strupieszałe cielska,

Pełznące plamą ponad wód błękitem,

Smagał biczyskiem, z skorpionów zwitem,

Jak wiatr, siekący jadowite zielska;

Co legł, złamany wielkich żądz przemocą,

Ażeby inni po zwłokach szermierza

Weszli, gdzie orły skrzydłami trzepocą,

Gdzie grom uderza.

Farys, co, mierząc pustynne obszary

Duchów, gdzie wszystkie zamarły porywy,

Naciągał majdan i podnosił żywy

Głos, od wojennej silniejszy fanfary:

»Z drogi, szkielety! z drogi, którym oczy

Na nic żwirowa wyżarła kurzawa!

Oto się zastęp nowych jeźdźców tłoczy —

Ustąpcie prawa!

Nic im nie zrobią sępy, ani stada

Kruków, żądliwych rycerskiego ciała;

Od kopyt końskich pustynia zadrżała

I życie weszło tam, gdzie śmierć się skrada...

Patrzcie, jak pędzą! Śród szalonej jazdy

Niema dla mężnych spoczynku, ni końca:

Lecą, gdzie złote promienieją gwiazdy,

Gdzie płoną słońca!«

Uderzmy w dzwony! Podnieśmy okrzyki,

Jak ongi wdzięczny naród Izraela:

Hosanna tobie, poranku wesela,

Co dzisiaj zbawcze rozsiewasz promyki

Ponad tą ziemią ciemności i sromu,

Ponad ten zagon krwią i łzami żyzny,

Bo oto wraca do własnego domu

Tułacz z obczyzny!...

Bo oto wraca Samson, który rzucił

Iskrę zniszczenia w filistyńskie łany

I ucztujących wrogów tłum zebrany

Pochował w gruzach i radość zakłócił...

Lecz świątynnemi wstrząsnąwszy kolumny,

Ducha śmiertelnym nie otulił zmrokiem;

Patrzy on na nas z popod wieka trumny

Przejrzystem okiem...

Więc gdy się zbliżą ku nam ci szachraje

I sykną w uszy, niby chytre węże:

»Te bojownicze porzućcie oręże,

Uległy spokój zbawienie wam daje!«

Odtrąćmy od nas z odwagą ten ślizki

Ród kusicieli, gdzie piekielna brama:

Wszak nam się w serca wryły, jak dwa błyski,

Oczy Adama...

Wszakże my wiemy, że prawo istnienia

Mają ci tylko, co wchodzą na szańce,

Co się nie kryją, ostatni zaprzańce,

W pośrodku głębi wygodnego cienia...

Wszakżeż my wiemy, że potulność szkodzi,

Że trzeba nieraz mieć zęby tygrysie,

Że soczewicy przyjąć się nie godzi,

Choć w złotej misie!

Wszakże my wiemy, że nam to przystało

Nowemi hasły martwe ludy budzić,

I choćby przyszło na nic się utrudzić,

W mury ciemnoty walić piersią całą...

Wszakże my wiemy, że ziarna nie giną,

Które robocze posiewają ręce,

Że sypną plonem ową żniw godziną

Po łzach i męce!

Uderzmy w dzwony! podnieśmy okrzyki,

Jak ongi wdzięczny naród Izraela:

Hosanna tobie, poranku wesela,

Co dzisiaj zbawcze rozsiewasz promyki

Ponad tą ziemią ciemności i sromu,

Ponad ten zagon, krwią i łzami żyzny,

Bo oto wraca do własnego domu

Tułacz z obczyzny...

II.

A kiedy znowu wracasz w nasze progi,

Któż ciebie tutaj, arcymistrzu, wita?

Nie żadne brogi i nie żadne stogi,

Pełne pszenicy i sypkiego żyta,

Lecz kraj, w posiewy i żniwo ubogi,

Ziemia, z łzą gorzką zgłodniałych obyta,

Niebo, co innym niby płomień świeci,

A skierki niema dla nas ni dla naszych dzieci.

Przesmutna dola, która nas rzuciła

Między narodów szeregi ostatnie,

Że tak jesteśmy, jak olbrzymów siła,

W jakąś zaklętą zawikłana matnię:

Rwie się do życia, a tu sieć zawiła

Trzyma ją w włóknach — a gdzież ręce bratnie,

Coby ją w imię wszechludzkiej przyjaźni,

Przez ciebie opiewanej, wydarły z tej kaźni?!

Piorunne dźwięki tej potężnej pieśni,

Co ludom szukać kazała zbawienia

W sprawiedliwości, zstąpiły do cieśni —

Śród mogilnego poszły zmilknąć cienia,

Zgasły, jak blaski, kiedy dzień się prześni,

Zwiędły, jak dęby, ścięte od korzenia,

Zginęły w falach nowego żywota,

Co, patrz! na zachód słońca brudną pianę miota.

Krew i żelazo, umaczane w jadzie —

Oto jest straszne dni dzisiejszych hasło!

Oto hyena, co się cielskiem kładzie

Na życie słabszych, na ich pierś wygasłą,

I, nachłeptawszy krwi się w jawnej zdradzie,

Podnosi w górę swą szyję opasłą

I, potrząsając grzywiastą szczeciną,

Urąga echom pieśni, co z za grobów płyną.

A one-ć echa słodkie, jak poszumy

Bagczysarajskiej kroplistej fontany,

A pełne woni, jako róż tych tłumy

Z nad brzegów Wilii, piaskiem wyzłacanéj;

Czyste, jak dźwięki tej myśliwskiej dumy,

Co szła na jary i na żytnie łany,

A promienniejsze od gwiazd miliona,

Co strzegą nieszczęśliwych dzierżaw Palemona...

A ich potęga, jako ryk tej fali,

Co się rozbija o skały Judahu;

Jak druzgot murów, gdy ramię ze stali

Wstrząsa słupami zdradzieckiego gmachu;

Jak owy płomień, gdy się Konrad pali

I z świadomością, która nie zna strachu,

Samemu bóstwu wypowiada wojnę

I gardzi tem, co nizkie, i tem, co spokojne...

Pieśń twa umilkła, a złowieszcze wycia,

Zrodzone z piersi, wydętej trucizną,

I do naszego przypełzły ukrycia

I owładnęły ziemią, ongi żyzną

W rycerski zapał i pogardę życia...

I zaczęliśmy bluźnić świętym bliznom,

Urągać grobom, co skryły w swe wnętrze

Co w ludziach jest największe i co jest najświętsze.

I zaczęliśmy lizać krwawe dłonie,

Zbrojne w żelazo, i upadać plackiem,

Zamiast do góry w swoich praw obronie

Podnosić czoła! W służalstwie prostackiem

Szliśmy pracować na obcym zagonie,

Swój znieważając pluciem świętokradzkiem;

I tak pod razem dziejowej maczugi

Zeszliśmy na ostatnie, na najlichsze sługi...

I zapadliśmy w ciężki sen zimowy,

Głusi na okrzyk szlachetnych rycerzy,

Co z walk zamętu wychylają głowy,

W wieniec odwagi przystrojone świeży!

A gdy się zdarzy, że te snu okowy

Przetnie nam odgłos wojennych puklerzy,

Wstajemy gnuśni, przecieramy oczy,

A z piersi nam, jak kamień, przekleństwo się toczy...

I przeklinamy z całą słów nagością

Onych helotów, spodlonych niewolą,

To, co chce zadać kres dziejowym złościom,

Co w życiu ludów jest ożywczą solą;

To, co zgotować pragnie naszym kościom,

Tułaczą dzisiaj połamanym dolą,

Grób w własnej ziemi; to, co w imię nieba

Dla wszystkich w równej części rozdziela kęs chleba...

Ale od dzisiaj snać będzie inaczéj!

Patrz! jakie tłumy garną się wokoło

Twej trumny, wieszczu! bez piętna rozpaczy,

Ze łzą — wesela: Wesoło! wesoło!

Patrz! jak się rusza ten zastęp wieśniaczy

W imię Twej pieśni! jak podnosi czoło!

Snać mu się w piersiach wielka siła rodzi,

Jak chciałeś, ostateczny snać zeń głos wychodzi!...

O arcymistrzu! wracasz w nasze progi

A z tobą razem snać twa pieśń powraca

W kraj, gdzie kłosiste nie piętrzą się stogi,

Gdzie pól radością słońce nie wyzłaca,

Gdzie w łzach wiekowych drży naród ubogi

I gdzie na marne idzie krwawa praca...

O arcymistrzu! patrzaj! mimo troski

Na twarzach jaki ogień promienieje boski!...

II.

W ROCZNICĘ ŚMIERCI.

I.

Umarł, lecz żyje. Czas go nie przemoże,

Ni zmienność haseł, ani syk zawiści,

W nim bowiem tajnię swego bytu iści

Dusza wszechświata, twórcze Słowo boże.

Potargał serca żelazną obrożę

I poprowadził w pełen bujnych liści

Ogród swobody. Wieku Promieniści

Czerpią zeń siłę... »Ja się już nie trwożę

O waszą przyszłość!« — rzekł Czynu i Pieśni

Ten Magnus Parens. — »Przez żywota ciemnie

Idąc, nadzieję i ból macie we mnie,

Zmienione w puklerz. Zmarłej mówcie: Wskrześnij!

Głaz odwalajcie wbrew strażnicom wroga,

A jeśli wrogiem Bóg, — wbrew woli Boga!«

II.

Sięgnąłeś, Mistrzu, tam, gdzie wzrok nie sięga,

Ogromem ducha objąłeś ogromy,

By pieśń wyrzucić, jako znak widomy,

Że jest w narodzie żywota potęga,

Choć mdleje w jarzmie, w które wróg go wprzęga,

I choć na jego wielkich pragnień złomy

Śmierć dziś zarzuca w wszechmocy rzekoméj

Szary swój całun... Wiara się wylęga

Z Twojego Słowa i wciąż nowy stwarza

Zastęp pielgrzymów, co męczeńsko spieszy

Do świątynnego ogni Twych ołtarza.

Stamtąd, zabrawszy iskrę Prometeja,

Ku umęczonej znów powraca rzeszy,

Budząc ją chórem: Nadzieja! Nadzieja!

III.

NA ODSŁONIĘCIE POMNIKA

A. MICKIEWICZA W KRAKOWIE.

W prastarym grodzie, w stolicy królów,

Gdzie chwałą każdy oddycha głaz,

Gdzie pełna smutków i skarg i bólów,

Wielka się przeszłość wpatruje w nas —

Naród, co klęski pisze w swej księdze,

Co ma za godło ciernie i krzyż,

Słowu bożemu, wieszczej potędze,

W hołdzie dziś marmur składa i spiż.

Tu, gdzie się ludu ważyły dzieje,

Sąsiad cześć dawał, korzył się wróg,

Gdzie ongi walnych zwycięstw trofeje

Wodze do króla składali nóg:

Tu dziś wśród królów, w czci i podzięce,

I wśród hetmanów postawia lud

Tego, co berło pieśni miał w ręce,

Co huf ku wielkiej Przyszłości wiódł.

Lecz ani marmur ni twarde spiże

Nie uczczą siły, co blasków zdrój

Zlała, o Polsko, na twoje krzyże

I na stuletni grobowiec twój!

Godniejszy pomnik zbudują dla niéj

Serc miliony, gdy przyjdzie dzień,

W którym zabici i pogrzebani

Za sprawą wieszczych odżyją tchnień.

A już — patrzajcie! — w onej oddali,

Przez ołowianą powłokę chmur,

Dnia tego jutrznia złota się pali,

Gotując słońcu promienny tór:

Jak Anioł Sądu, tak się kołysze

Nad mogiłami Adama pieśń,

Ażeby przerwać cmentarną ciszę,

Życiem rozeprzeć grobową cieśń.

W prastarym grodzie, w stolicy królów,

Gdzie chwałą każdy oddycha głaz,

Gdzie pełna smutków i skarg i bólów,

Wielka się Przeszłość wpatruje w nas —

Naród, co wiarę pisze w swej księdze,

Co w znak tryumfu chce zmienić krzyż,

Słowu bożemu, wieszczej potędze,

W hołdzie dziś marmur składa i spiż.

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Ach! nieraz mi się zdaje (1912)Aleluja! Aleluja! →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Adamowi Mickiewiczowi (Kasprowicz)
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-adamowi-mickiewiczowi-kasprowicz--jan-kasprowicz-08bf7e
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Adamowi Mickiewiczowi (Kasprowicz)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-adamowi-mickiewiczowi-kasprowicz--jan-kasprowicz-08bf7e.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.