Na posłaniu ja wspaniałem
Z mirt, lotosu, raz leżałem,
I pić zdjęła mnie pokusa
A wtem Eros mi na barki
Płaszcz zarzucił z papyrusa
I nie szczędził wina miarki...
Szybko, niby szprychy w kole,
Biegną w życiu ludzkie dole,
Kości kruszą się potrochu
Aż człek legnie garścią prochu! —
Naco maścić kamień, naco
Lać na ziemię płyn ladaco?
Ty za życia maść mnie, w zwój
Świeżych róż mą głowę strój,
Towarzyszkę daj rozkoszy.
A nim zejdę tam, gdzie blada
Cieniów błąka się gromada,
Niech pląs troski moje płoszy.