CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaQ4403576

Q4403576 · Modernismo

Życie błędne

polaco

Przebóg! święty Kleofasie!

Cóż to za tłum odrapany

Wędruje tu o tym czasie?...

Ach! to wołoskie cygany!...

Cożby znaczyły inaczej

Te kupy dzieci i ten tłum próżniaczy?

Patrzcie! oto pod lasem zielonej jedliny

Ta piękna banda czarnych właśnie postępuje...

Uważajcież... Najsamprzód naczelnik rodziny

Na starej, dychawicznej szkapie paraduje.

Nie szłaby, ale jeździec po bokach ją grzmoci,

A jego syn za uzdę ciągnie aż się poci.

Bo też prawda, że biedne, sędziwe stworzenie

Nie ma zębów, a przytem jakież jej istnienie?

Dola pracy bez końca, połączonej z postem,

Więc że stąpać niezdolna jest to bardzo prostem.

Gdybyż sam tylko ojciec rodu na jej grzbiecie

Zasiadał, byłoby to jakotako przecię,

Lecz oto z obu boków sakwy zawieszono,

Obydwie skrupulatnie dziećmi napełnione,

Ile ich tam, to trudną do zbadania rzeczą,

Dość, że aż uszy bolą tak te bębny beczą.

Z miejsca jakie dostały widać się nie cieszą,

Lecz jeszcze trudniej dla nich byłoby iść pieszo.

Drą się tedy dzieciaki okropnie, zażarcie,

I nie miałoby przerwy i końca to darcie

Gdyby patryarcha rodu od czasu do czasu

Kopiąc nogą nie tłumił na chwilę hałasu,

Kobiety, małżonkowie, chłopcy, sznurem długim

Ciągną dalej parami lub jeden za drugim,

Ten żuje prymkę, aż mu piana z gęby pryska,

A tamten kłęby dymu w oczy innym ciska

Z tytuniu, który wonią nie grzeszy, a pali

W oczy, w gardło, jak gdyby z pieprzem go zmieszali.

Wreszcie na długim sznurku ukradzione prosię

Wędruje z kwikiem... widać iż wie o swym losie,

Że przeczuwa iż padnie żarłoctwa ofiarą,

Iść bowiem dobrowolnie nie chce żadną miarą.

Matkę rodziny taka opozycya gniewa,

Więc gniewem uniesiona kij długi porywa,

I tak długo okłada tłusty grzbiet prosiaka,

Że wreszcie do pochodu zmusza nieboraka.

Takim pochodem, liczną, nierozłączną rzeszą

Z miasta do wioski, z wioski znów do miasta śpieszą

Ci dzielni, co niczego się nie obawiają

Prócz wiatru... O! wiatrowi nisko się kłaniają,

I robią nader mądrze, wiatr bowiem czasami

Obchodzi się nieludzko bardzo z cyganami

I kiedy im do uszu szeptać pocznie nocą,

To takie rzeczy prawi, że nogi dygocą

Jako liście na drzewach... Ztąd zatem cyganie

Wielkie zwykli dla wiatru mieć poszanowanie.

Lecz kiedy pan wiatr siądzie na swoim rydwanie

I galopem poleci w odległe krainy,

Wesołość wnet odradza się wpośród drużyny,

A smutek zmykać musi w piekielne otchłanie.

Sigue explorando

Por su autor
Q4403576 · 74 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Łzy i gwiazdy

Expediente

Autor
Q4403576
Título
Życie błędne
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-zycie-bedne--q4403576-0918a3
Cita recomendada
Q4403576, «Życie błędne», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-zycie-bedne--q4403576-0918a3.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.