CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Łzy (Kasprowicz)

polaco

VII.

ŁZY.

I.

O rozpłakały się oczy i serce,

O rozpłakały mi się w łzy gorące!

I me uczucia są jak rosą lśniące

Ostatnich kwiatów jesienne kobierce.

I jako iskra ginie po iskierce,

Kiedy na węgiel sączysz krople drżące,

Tak i mych blasków serdecznych tysiące

Giną ach! w serca bolesnej rozterce.

I fala bytu mojego, wesoło

Płynąca nieraz w żywym rozhoworze,

Ledwie się w smutnym odmęcie poruszy —

I wszystko życie, wszystek świat wokoło

Z łez mi się zlewa w jedno wielkie morze

I drży, jak łza ta, co ciąży mi w duszy.

II.

Jak te obłoki, co, zrodzone z ziemi,

Płyną na ciemnych skrzydłach mgieł do góry

I tam, w brzemienne złączywszy się chmury,

Znowu spadają wstęgi kroplistemi,

Tak i łzy moje, dłońmi bolesnemi

Wyrwane z serca, mkną z szumem wichury

Losów ku niebu i blask swój ponury

Topią znów w serce z skargi daremnemi.

Bo choć na duszy ciemnym nieboskłonie

Zabłyśnie tęcza nadziei, jej bytu

Krótkie są chwile, jaśń jej krótko płonie —

I, od nadiru, aż tam do zenitu,

Przestwór, co wnętrza mego świat otula

Jest jako jedna łzawa, czarna kula.

III.

Na mogilniku widziałem prawnuki

Tych wielkich, dawno pomarłych rycerzy,

Co blaskiem mieczy i blaskiem puklerzy

Wskróś oślepiali wrogie losy-kruki.

Stali posępni, pozginani w łuki,

Lecz bez cięciwy... Zgasł im zapał świeży

I łzy spadały po zblakłej odzieży,

Uszytej, widać, z całunowej sztuki.

I tak mnie widok ten przejął i wzruszył,

Że i ja z nimi stanąłem, schylony,

I jasny wzrok mi strumień łez zaprószył.

I, w żalu jeszcze dziś niepocieszony,

Nie umiem skargi tej przytłumić w sobie,

Że tyle duchów marnieje na grobie...

IV.

Dopókiż jeszcze czas, w cierpienia płodny

I w czczość porywów, będzie nas, bez winy,

Których słabości wyssały godziny,

Chwytał w swój uścisk, w uścisk śmierci chłodny?

Dopókiż jeszcze moloch, walki głodny,

Będzie z nas krwawe pożerał daniny,

Gdy nasze matki, drżące, jako trzciny,

Leją łez rosę w strumień krwi swobodny?

Ach! Czyż spokoju i tej cichej pracy,

Która swe gmachy miłością buduje,

Złota nas przędza nigdy nie osnuje?

Czyż na nas wiecznie ma ciążyć przekleństwo,

Które ponoszą dziejowi żebracy:

Przecicha boleść i głośne męczeństwo!?...

V.

Kiedyż to życie przestanie być życiem

Słońca, co blednie, blasków, które gasną?

Zachodem dążeń, w wieczoru przejasną

Spowitych zorzę, co ledwie jest śniciem?

I kiedyż świat ten, mrący pod nakryciem

Ponurej nocy, nowe siły drasną,

Siły porannych przebudzeń, i ciasną

Pierś mu rozszerzą szczęścia wiecznem biciem?

Ach! tyle razy ze snu się podnosi

I tyle razy dniem pragnień gorących

Rozrywa wnętrze i znów w sen zapada.

A z wszystkich czarów, ze wszystkich kwitnących

Koron nadziei, pozostaje blada,

Zwiędła łodyga, która smutek rosi...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Ziemio, droga rodzicielkoŻycia ogromne morze grzmi przedemną (1912) →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Łzy (Kasprowicz)
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-zy-kasprowicz--jan-kasprowicz-187010
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Łzy (Kasprowicz)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-zy-kasprowicz--jan-kasprowicz-187010.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.