CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMarian Gawalewicz

Marian Gawalewicz · Modernismo

Znane dzieje (Gawalewicz, 1889)

polaco

Wysokie czoło ukrył w kapturze,

Skrzyżował ręce i blady

W gotyckiém oknie stanął na chórze —

W oczach tęsknoty miał ślady.

Chłodne, jak grobu klasztorne mury,

Pleśnią pokryte wiekową

Cień mu rzucały na twarz ponury,

Gdy z pochyloną stał głową.

I patrzał cichy, jak widmo senne

W świat, co tak blisko za kratą

Stroił się w słońca blaski promienne

W zieloność, kwiaty i lato....

W dole srebrzyste szemrały zdroje,

A u strumyka na łące

Młodych podróżnych śmiało się dwoje,

Zbierając fjołki kwitnące.

A szczęścia tyle było w ich śmiechu! —

Ona, jak psotny aniołek

Figlarnie piosnkę rzucała echu,

Lubemu każdy fijołek.

Mnich patrzał długo w żywe widziadła,

Myślą się wymknął za kraty,

Głowa mu ciężéj na piersi spadła....

I jemu rosły gdzieś kwiaty!...

I jemu niegdyś, dawno tak szczerze

Serce się śmiało do świata....

Jęknął ponury dzwon na pacierze —

W oknie zamknęła się krata.

Rozstawiono placówki, noc zapadła wcześnie,

U ognisk odpoczywa cały obóz we śnie,

A na czatach przy krzyżu u smukłych topoli

Stoi żołnierz i duma o wojackiéj doli.

Jutro słotny dzień wstanie, bo pod chmur zasłoną

Utonął księżyc cały i gwiazdy nie płoną, —

Jedna tylko żołnierza towarzyszka blada

Czasami się do niego z pod chmury wykrada.

Niekiedy wiatr zajęczy i bez echa skona,

Suchy liść zaszeleści, broń szczęknie trącona,

Lub z tajemniczém hasłem przemkną jakieś cienie —

To ront czaty odwiedza.... Głucha noc, milczenie....

Pod krzyżem na placówce żołnierz tęskno marzy,

Zapomniał, że mu czuwać kazano na straży,

Wpatrzył się w dal, gdzie z okien czyjéjś chaty błyska

Pośród nocy wesoły promień u ogniska.

Smutno mu.... Ach, on również tam w dalekiéj stronie

Ma chatę, w któréj także ciepły ogień płonie,

A w chacie żonę młodą, co gdzieś u komina

Płacze sama, kołysząc do snu jego syna....

I narzeka, że wojna jest światu potrzebą,

I o téj saméj porze patrzy może w niebo

I u téj saméj gwiazdy pyta trwożne serce:

Jaki mu los przeznaczył Pan Bóg na żołnierce.

Ej, ty gwiazdo zdradliwa, lepiéj cię nie badać,

Jeżeli masz w odpowiedź z nieba w bezdeń spadać!...

Jutro zagrzmi zwycięztwem ta cisza złowroga,

Kto ciebie smutna wieszczko strącił?...

— Palec Boga.

Tam gondola fale muska

Księżyc srebrzy po niéj ślady,

W ciszy tylko wiosło pluska,

Lub z pod ciemnéj kolumnady

Jakiś szept się ozwie głośniéj,

To namiętniéj, tu żałośniéj

I zapada w noc, i tonie....

Echo niesie barkarolę —

A w pałacu na balkonie

Dziewczę smutek ma na czole

A tęsknotę kryje w łonie —

I w toń ciemną zapatrzona

Zwiędłe kwiaty zrywa z łona

I po listku rzuca w fale....

Cicho, ani wiatr szeleśnie....

Po błękitnym wód krysztale

Rozsypane echem pieśnie

Wpadły w głuche morza fale.

Chyba dziś on nie przypłynie

Życzyć miłych snowsnów dziewczynie,

Chyba darmo dziś go czeka?...

Już przed balkon dobrze znana

Nie przybiegnie łódź zdaleka

Najmilszego snów jéj pana....

A tak szybko noc ucieka!...

Za ostatnim kwiatem z łona

W toń łza spadła uroniona,

Księżyc stoczył się na morze....

Słońca kinkietów u saméj powały

Złotawe blaski do okoła siały,

Z zielonych krzewów wychyliwszy głowę,

Zda się — pląsały gracye marmurowe,

A dźwięki walca rozlewając czary,

W wir porywały taneczników pary.

Złączeni z sobą w objęciu, po sali,

Jak dwa tęczowe motyle fruwali —

Lica ich ogniem rozkoszy pałały,

Na ustach szeptem jakieś słowa drżały....

I pierś do piersi zbliżona namiętna

Dwojga serc jedne powtarzała tętna....

Widziałem potém, jak pod wpływem czaru

Szeptali z sobą w głębi buduaru....

On do ust cisnął jéj wachlarz, a ona

Skubała listki z kamelii u łona,

Potém z bukietu niechcący, nieśmiało

Wyrwała drobną konwalijkę białą.

A potém, zwykły balowy podatek,

Za wachlarz w zamian oddała mu kwiatek —

Lecz kryjąc oczy, dziwnie pomięszana

Odpowiadała: „Nie rozumiem pana!“...

I ząbków perły na koral ust kładła,

Tamując słowa.... i drżała.... i bladła...

I niby w same obojętne słowa

Plotła się cicho tych dwojga rozmowa.

Lecz kiedy hasło znów do tańca dali,

Frunęli razem z westchnieniem do sali;

Ot, jedno więcéj marzenie na świecie —

I konwalijka jedna mniéj w bukiecie!...

Wiecznie to samo!... kwiaty wybujałe,

W snach i marzeniach, i konwalje białe,

I te illuzye barwione tęczowo

Więdną najczęściéj w jednę noc balową,

A późniéj tylko ochłodzone skronie

Jakaś wspomnienia woń czasem owionie....

Sigue explorando

Por su autor
Marian Gawalewicz · 95 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← ZimorodekŻycie — jesień →

Expediente

Autor
Marian Gawalewicz
Título
Znane dzieje (Gawalewicz, 1889)
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-znane-dzieje-gawalewicz-1889--marian-gawalewicz-89ce51
Cita recomendada
Marian Gawalewicz, «Znane dzieje (Gawalewicz, 1889)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-znane-dzieje-gawalewicz-1889--marian-gawalewicz-89ce51.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.