CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Ze szczytu Eggishornu (1912)

polaco

V.

ZE SZCZYTU EGGISHORNU.

I.

Zrzuć cielesne z siebie brzemię,

odsłoń wzrok z śmiertelnych błon

I patrz, duszo: w śniegach białych

to nie głaźny sterczy mur,

To przedwiecznych piewców plemię

niezdobyty ma tu schron,

To druidów skamieniałych

spoczął tu olbrzymi chór.

W promienistym dyademie,

zasłuchany w boży dzwon,

Który w plazmach sił ospałych

budzi czujny życia wzór,

Z niebiosami łącząc ziemię,

wieki tutaj duma On,

W płaszczach z lodu okazałych,

w wieńcu z blasków albo chmur.

I, zaklęte w te przestworza,

szumi ciągle z dawnych lat

Echo hymnów eonicznych,

które chór ten w bezkres słał,

Gdy z pierwocin wstawał łoża

mnogokształtny, rojny świat.

Płynny dźwięk tych tchów rytmicznych

niemym jest dla ludzkich ciał:

Ty, ma duszo, córko boża,

żeś się zbyła ziemskich szat,

W tych milczeniach ustawicznych

czujesz wielkich głosów zwał:zwał.

II.

Chwała-ć, Duchu, jasny, święty!

chwała dziś i w przyszły czas,

Iżeś przebił mrok chaosu

i słoneczny stawił gród;

Iżeś wniknął w mgieł odmęty,

wywiódł z nich i śnieg i głaz,

Zieleń drzewa, miękkość wrzosu,

zapach róż i błękit wód.

Że do swego przez Cię losu

jest przykuty wszelki płód,

Żeś dał gwiazdom obieg kręty,

horyzontom zorzy pas,

Żeś użyczył burzom głosu,

grom zlał z błyskiem w jeden cud,

Że z żywota skon poczęty

zmieniasz w żywot, pełen kras.

Ale w tem jest dziw nad dziwy,

że rozdrabniasz własny byt

Na cząsteczek miliony,

wprawiające wszechświat w ruch,

Ach! a wszędzie — w ziołach niwy,

pośród fal i skalnych płyt,

W płazach, w wierchach, w duszy onéj,

co w hymn bliźni wszystek słuch

Wytężyła w kształt cięciwy,

jesteś, niby szczytów szczyt,

Jeden, cały, niezdrobniony —

jeden Wszechświat, jeden Duch!...

III.

Tak przedwiecznych ech kapele,

tak melodye pierwszych tchów

Rozlewają się w bezmiarze,

jak brzęczące roje pszczół...

Naodziani w śnieżne biele,

w blaskach lodu wkoło głów,

Przysłuchują się pieśniarze,

śród zaklętych drzemiąc kół.

Matterhorny, Miszabele

chłoną dźwięki własnych słów,

Aletsch, Eiger z Mnichem w parze —

duch ich ciała w jedno skuł —,

Jungfrau, pierwsza w tym kościele,

w którym spoczął wieczny huf,

Finsteraarhorn w groźnym czarze,

wpół w gleczerach, we mgłach wpół.

Słucha dusza i w tych dumach

rozpoznaje hejnał swój,

Którym brzmiała przed wiekami,

gdy ją boży wywiódł dech,

Aby mknęła w bratnich tłumach

na życiowy, wieczny bój...

I Maerjelen z lodu krami,

jak demonów zimny śmiech,

I, wśród lasów, w cichych szumach

harmonijny tocząc zdrój,

Słucha Rodan, wraz z lasami,

tajemniczych, świętych ech...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Zazdroszczę nieraz tym, co w grobach leżą (1912)Żegnajmy dzisiaj rok stary →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Ze szczytu Eggishornu (1912)
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-ze-szczytu-eggishornu-1912--jan-kasprowicz-359dc9
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Ze szczytu Eggishornu (1912)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-ze-szczytu-eggishornu-1912--jan-kasprowicz-359dc9.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.