CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaZygmunt Krasiński

Zygmunt Krasiński · Romanticismo

Zdarte maski

polaco

I

Wszyscy szlachetni! tak brzydzą się złotem!

Tacy gotowi poledz w świętej walce —

A każden miota na drugiego błotem

I każden równy wiotką duszą — lalce!

Myślą, że maskę wdziawszy karnawału,

Miedziane czoło cofną mi z przed oka —

O! jest szał święty, co pada z wysoka —

Lecz wyście tylko arlekiny szału!

Nos bohatyrski z papieru lepiony,

Głos grzmiący męztwem, dopóki w przyłbicy,

Płaszcz wzorem togi przez pierś przerzucony

Oczy jarzące z dwóch dziur jak knot świécy!

Lub bladość smętna pędzlem bielmowana,

Niewieścia słodycz na lepkim kartonie —

Myśl jakaś wzniosła — szkoda, że udana

O cierniach ziemi i o wczesnym zgonie!

Skrzydła anielskie z dwóch złotych arkuszy,

Do ramion spięte szpilkami — wiszące —

Wszystko co pany i panie, mnie wzruszy

Tyle, co mucha brzęcząca na łące!

O znam się na was! wiem komu siedzi

Pod lewą piersią, gdy o czuciu gada!

Lub nad ojczyzną umarłą łzy cedzi,

I z swych przedemną spisków się spowiada!

Gdyby w tej chwili, w tym samym pokoju,

Gdzie tak rozprawiasz drzwi się otworzyły,

I wszedł duch: „powstań wołając: do boju!”

Padłbyś na krzesło blady i bez siły!

Lub też znienacka, gdyby straż więzienia

Przyszła cię pojmać i okuć w kajdany,

Tybyś przysięgał na Chrystusa rany

Żeś syn niewoli — dziedzic poniżenia —

I w sto tysiączne gnąc się tłomaczenia

Sto razy wrogów nazwał twymi pany!

— I nie to jeszcze — gdyby tylko trzeba

Dla grobu tego nad którym tak płaczesz,

Zżymasz się, krzyczysz, sejmikujesz, skaczesz,

Mnie łez umarłym, tylko trochę chleba

Dać ich sierotom, by, porosłszy w siłę,

W gmach życia ojców zmienili mogiłę,

I nad nią sztandar zmartwychwstań zatknęli —

Ja ci powiadam, ty z Pergamu rodem

Żebyś ty zemknął w łóżko do pościeli,

Okrył się cały malowanym wrzodem,

Jęczał bez zmysłów, a trzos pełen srebra

Złożył tymczasem pod poduszką, w głowach

I strzegł go lepiej, niż strzegł Adam żebra,

Bobyś w malignie wciąż śpiewał o wdowach,

Dzieciach, kalekach — a sam Bóg wszechmocny

Nie mógłby spuścić na ciebie sen nocny

Tak twardy, głuchy, by ktokolwiek z świata

Z pod głów ci wyjął dla wdów tych dukata!

Choćbyś i skonał — to jeszcze twa mara

Trzosby ten z sobą uniosła do trumny,

Braciom jednego nie dawszy talara!

Widzisz — znam ciebie — tyś człowiek rozumny —

Napis ci nawet wyryją na grobie:

Cny„Cny obywatel — dobry mąż — nie sobie —

Co mógł z dóbr zebrać, poświęcał krajowi —

Choćby swój nawet ostatni grosz wdowi!

Po nim Ojczyzna i rodzina płaczą —

Niech ty przechodnie pacierz zmówić raczą!“

— Zwódź ich za życia i zwódź ich po śmierci —

Lecz mnie nie przychodź omamiać kłamstwami —

Jam twoją duszę rozebrał na ćwierci —

Nikt nas nie słyszy — jesteśmy tu sami —

Słuchaj więc mojej o tobie spowiedzi,

Gdyś mnie tak długo spowiadał się z siebie —

Możesz być cudem — dla głupiej gawiedzi —

Możesz być gwiazdą na studentów niebie —

Lecz ty nie złudzisz równego mi ducha,

Gdziekolwiek ciebie spotka i wysłucha —

Bo z twoich oczu dla mnie podłość bucha

I poetyckich odgadnień spojrzeniem

Strasznem przeczuciem — z gwiazd spadłem natchnieniem —

Kiedy się wdzieram w jamę twego serca,

Widzę żeś skąpiec, matacz i oszczerca!

— Zedrzeć twej maski nie myślę przed światem,

Bom się nie rodził mordercą, ni katem!

Wolno cię puszczam, lecz na mojej drodze

Ile cię razy spotkam — zbledniesz w trwodze!

A twojej pustej, samochwalnej mowy

Oszczędź mym uszom — bo mnie twój fałsz parzy —

Bo mnie twe oko rani wzrokiem sowy!

I gardzę ogniem kłamanym twej twarzy!

Nie taki płomień idzie z serca ludzi,

Gdy ich myśl wielka do czynu pobudzi!

Inny koloryt wdziewa dumne czoło,

Gdy miłość w sercu — a śmierć naokoło!

Spojrzyj w źwierciadło — samo szkło ci powie,

Że wawrzyn takiej nie przychylny głowie!

Komikiem jesteś — wróć cicho do domu

Ja mej pogardy nie powiem nikomu!

Chybabyś dusze ufne, mdłe, dziecinne

Chciał wieść do zguby przez chętkę próżności,

I na łup wrogom wydawszy niewinne,

Po nich wziąść w zysku blask popularności!

Chybabyś znowu ze strachu sprosnego

Z trwogi o pieniądz, lub z bojaźni kary,

Gdy długo skryte dojrzeją zamiary,

Gdy zacznie wołać głos grzmotu boskiego,

I blisko będzie już tej wielkiej chwili,

W której grób pęknie a złe się przesili —

Chciał wstrzymać fale rwące się potoku —

Jednych przerazić — drugim w krzyż spleść dłonie

Jak duch doradczy stanąć przy ich boku —

Zawrócić w lochy puszczonych na błonie,

Hasła w pół łamać i szable odbierać —

I nigdy — nigdy w polu nie umierać!..

Wtedy cię znajdę i takiem imieniem

Przywitam wobec zgromadzonych ludzi,

Że mi się staniesz pyłem, mgłą, tchem, cieniem —

I jak trup padniesz i nikt cię nie zbudzi!

....Teraz cię żegnam, bo mi inne mary

W rzeczywistego życia okręg wchodzą —

Innego kroju upiory, poczwary,

Na drodze mojej tłumami się rodzą!

...............

Sigue explorando

Por su autor
Zygmunt Krasiński · 37 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Z gór, gdzie dźwigaliZnad wód, gdzie nigdy nie zaszumią burze... →

Expediente

Autor
Zygmunt Krasiński
Título
Zdarte maski
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-zdarte-maski--zygmunt-krasinski-ec2f9c
Cita recomendada
Zygmunt Krasiński, «Zdarte maski», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-zdarte-maski--zygmunt-krasinski-ec2f9c.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.