CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaWładysław Ludwik Anczyc

Władysław Ludwik Anczyc · Modernismo

Zbój galicyjski

polaco

Wicher północny rwał śniégu tumany,

Ponad przepaścią, na urwisku skały;

Drżący od zimna, łachmanem odziany,

Leżał żebrak wynędzniały.

Broda na piersi rozrzucona spada,

Włos siwy — wiekiem daleka siwizna,

Twarz wynędzniała pomarszczona blada

Przez czoło przebiega blizna.

Martwy boleścią na wszystko niedbały,

Choć krew zamarza, głód wnętrze rozdziera:

Toczył do koła wzrok błędny zdziczały,

Z zimna i głodu umiera.

Śmierć go znachodzi bez żadnéj pomocy;

Bez ojców, dzieci, przyjaciół i żony...

Szum wichru niesie po śniegu wśród nocy,

Odgłos dzwonka oddalony.

Żebrak się podniósł słucha mimo znoju,

Głos coraz bardziéj zbliża się ku niemu,

To siwy kapłan wiózł słowa pokoju,

Do wsi umierającemu

I sanie cicho śniégiem się suwały

Chłop się podnosi, błędnym wzrokiem toczy,

Nagle zajęczał, odwrócił do skały,

I ręką zasłonił oczy

„Stój! stój! woźnico” woła ksiądz wzruszony

Tu jakiś człowiek pod skałą umiera

Kto tu? niech będzie Chrystus pochwalony...

Żebrak siada siły zbiera.

Ha precz! precz! krzyknie precz! straszny upiorze

Księże, nie ściskaj ramieniem skostniałem

Puszczaj mię puszczaj! miesiąc o téj porze,

Ja ciebie zamordowałem.!...

— O moje dziécie porzuć jęk rozpaczy

Siadaj tu przy mnie, przyjm słowa pociechy

Jam ci przebaczył i Bóg przebaczy,

Wracaj pod ojcowską strzechę.

— O nie mój Ojcze, ja tu umrzeć muszę,

Morderca bliźnich, nie ma już pociechy

Ja zatraciłem i ciało i duszę,

Ciężkie, ciężkie moje grzéchy.

Ja mordowałem i starców i matki,

Gruchotał czaszki, trzaskałem ramiona

Paliłem dwory, a niewinne dziatki,

Wypruwałem z matek łona

Za to téz ręka Boga w proch mię starła

Nikt mi nie poda ni ognia, ni wody.

Cała rodzina od głodu wymarła,

Nie znam spoczynku, swobody.

Z głodu umrę bo: wszystko krwią zbroczone,

Chléb krwią polany i woda krwią trąci,

Tu trupy nagie, tu dwory spalone,

Krew!..krew!!...ach!.. w głowie się mąci.

Wy to starosty! jegry, urzędniki,

Coście do mordów zagrzewali wściekle

Czekam was czekam potępieńcy w piekle,

Do mnie!.. do mnie!.. rozbójniki

— Synu mój synu! spamiętaj się proszę,

Bóg wielki święty, nie słuchaj rozpaczy

W Jego imieniu, pokój ci przynoszę

Żałuj a On ci przebaczy.

— O nie, nie dla mnie słowa przebaczenia,

O nie, nie dla mnie żal święty i skrucha,

Jam syn czarta, potępienia!!...

Krzyknął morderca i wyzionął ducha.

A ksiądz co mało nie zginął z rąk wroga

Wśród czasów rzezi i mordu strasznego.

Ukląkł i z płaczem modlił się do Boga

Za ZBÓJA GALLICYJSKIEGO.

Sigue explorando

Por su autor
Władysław Ludwik Anczyc · 14 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Wiersz do króla pruskiego napisany przy zdobyciu arsenału dnia 14 czerwca 1848 w Berlinie

Expediente

Autor
Władysław Ludwik Anczyc
Título
Zbój galicyjski
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-zboj-galicyjski--wadysaw-ludwik-anczyc-85209d
Cita recomendada
Władysław Ludwik Anczyc, «Zbój galicyjski», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-zboj-galicyjski--wadysaw-ludwik-anczyc-85209d.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.