CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJózef Ignacy Kraszewski

Józef Ignacy Kraszewski · Modernismo

Zawsze razem

polaco

Twoje lica tak świeże, tak niebieskie oczy,

Twój włos złoty w ulotne zwinięty pierścienie,

I głosek twój jak arfy eolskiéj uroczy,

I łzy twoje — o biedna! i twoje westchnienie,

I wszystko, cośmy w tobie wielbili kochali,

I ty sama, zginęłaś w zapomnienia fali.

Na toż się było rodzić, w morzu życia płynąć.

Walczyć zburzą i gromem, by od gromu zginąć!

Proch z twego ciała w grobie, dusza będzie w niebie.

Ale ty — ty gdzie będziesz? gdzie ja znajdę ciebie?

O! duszę miałaś piękną! lecz cóż z twojéj duszy,

Jeśli się jéj świątynia na wieki roskruszy?

Znajdę tylko proch w grobie, tylko duszę w niebie,

A nigdzie — nigdzie ciebie!

Ty, tu byłaś na ziemi, jak ziemi królowa,

Byłaś dla niéj stworzona — tam — wyżéj — tam — wszędzie

W szacie chmur twoje łono i w wieńcu gwiazd głowa.

Z skrzydłami Cherubina, nie tak piękna będzie,

Jak tu była, gdy kwiatek ocieniał twe skronie,

I biała szata drżała na dziewiczém łonie. —

A z oczu — Boże! w oczach więcéj światła było,

Niż w dumném słońcu, które chce wieki królować;

I życia tyle — tyle — jakby pod mogiłą

Nigdy to życie nie mogło się schować;

I tyle ognia — tam go w piekle nie ma

Tyle, ileś ty swemi rozsiała oczyma.!!

Dawnożeśmy cię luba kochali, witali,

Dawnom cię ściskał, pieścił! dziś, gdzie szukać ciebie?

Proch tylko twój w mogile, dusza twoja w niebie,

A ty, ty już zginęłaś w zapomnienia fali!

O zginęłaś na wieki! — póki jeszcze w łonie,

Noszę życie, z niém pamięć w duszy mojéj skryta,

Jak nad gruzami zamków ranna gwiazda świta —

Ja umrę, twoje zemną wspomnienie utonie!

I nikt na téj szerokiéj, skamieniałéj ziemi,

Nikt, ktoby cię pamiętał, ktoby na twym grobie,

Szukał cię, wołał, wzywał powieki łzawemi.

I westchnął raz za tobą, raz wspomniał o tobie!

Patrz!czas leci i skrzydłem wszechwładném zamiata,

I ludzi i pamiątki i wielkości świata —

Tyś poszła, a ja pójdę — jakbyśmy nie żyli —

Urodzim się, pocierpiem — umrzemy w pół chwili!

A ziemia, jeszcze nam może

W swojém łonie pozazdrości,

Miejsca na zimne łoże?

Wyrzucą nasze kości.

I nowy jaki tułacz zstępując do dołu,

Zgniecie, rozsypie resztki naszego popiołu! —

Zginiemy!! — Zginąć było odwiecznym rozkazem —

Zginiem luba na wieki — Gińmy — byle razem!

I ginąć lżéj jest razem! — Niechby tam w mogile,

Proch nasz razem się zsypał — połączył na wieki.

Ach tu, tutaj nas przeszkód rozdzielało tyle!

Duszą byłem przy tobie — a ciałem daleki!

Któż wié? może mnie piekieł czekają katusze?

Niech się prochy połączą, gdy nie mogą dusze! —

Jeśli mają zapomnieć niech zapomną razem.

Ty i ja nierozdzielni — zginiemy oboje —

Obojem zaśniem dumnym przyciśnieni głazem.

Nad żywy uścisk świata, wolę łoże twoje

Zimne, ciche i ciasne! chyba we dwa wieki

Odgrzebie nas dłoń ludzi, ujrzą ich powieki,

A potém znowu długie, nieprzespane lata

Spać będziem, luba razem do skończenia świata.

A tam nad nami ludzie będą jeszcze żyli —

Tam człowiek feniks, co się odradza z popiołu,

Będzie się rodził, cierpiał, umierał w pół chwili,

Przekaże synom życie, sam zstąpił do dołu!

A ci synowie nad głowy naszemi,

Będą panami pięknéj, ukochanéj ziemi.

Będą witać jéj wiosny, płakać nad jesienią,

Zgadywać tajemnice, których nieodgadną,

Targać się na jéj prawa, których nieodmienią —

I roić nieśmiertelność, aż się w grób pokładną!!

Tam będzie wojna wrzała, krzyki rozlegały,

Będą śpiewy wesołe bujać po nad światem —

A my cicho, spokojnie, prześpim czas ten cały,

Póki z ziemi ostatniém niezbudzim się latem.

Wówczas! co za dzień będzie, ty wiesz jeden Boże,

Wszystko co kiedy zmarło, z tym się dniem obudzi,

I my porzucim długich wieków łoże —

I pójdziem razem z milionami ludzi.

W obłokach będzie stać Tron NajawyższegoNajwyższego,

Ku niemu wszyscy korząc się przybiegą —

Z niemi ich czyny wszystkie, ich serca, ich dusze —

On dzielić będzie niebo lub katusze —

Śmierć albo życie! — Przy aniołów chmurach

W złotych gwiazdach wybranym swoim da mieszkanie,

U stopni swego tronu w lazurowych chmurach! —

Módlmy się luba! Straszne byłoby rozstanie —

O! i tam bądźmy razem! jakeśmy tu byli.

JezsczeJeszcze przez całą wieczność kochać się nam trzeba,

Bo tu, tu tylko nędzne żyliśmy pół chwili,

Wznieśliśmy się raz tylko — i upadli z nieba!!

Sigue explorando

Por su autor
Józef Ignacy Kraszewski · 62 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Żal przeszłościZiemio!... →

Expediente

Autor
Józef Ignacy Kraszewski
Título
Zawsze razem
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-zawsze-razem--jozef-ignacy-kraszewski-88578e
Cita recomendada
Józef Ignacy Kraszewski, «Zawsze razem», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-zawsze-razem--jozef-ignacy-kraszewski-88578e.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.