CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAleksander Fredro

Aleksander Fredro · Romanticismo

Złamanie wiary

polaco

„W koło rycerze, spełnijcie puhary

„W znak świętéj zgody i rycerskiej wiary!

„Brat mój, zdrajca poległ w grobie,

„Nie chcę daléj mściwym czynem

„Ojca winę karać w tobie;

„Bądź Zdzisławie moim synem.“

Mówił Zbigniew, a dziecina

Drżąc kolana przed nim zgina.

W koło rycerze spełnili puhary

W znak świętej zgody i rycerskiej wiary.

Zbigniew, w twarzy godność błoga,

Oczy ku niebu zwrócone,

Wzniósł prawicę, wezwał Bogu

I na miecze w krzyż złożone

Na święte rycerskie prawa

Przysiągł być ojcem Zdzisława.

Dwakroć rycerze spełniają puhary

W znak świętej zgody i rycerskiej wiary.

A gdy bankiet już skończony

Powstał opiekun sieroty

I skarb sobie powierzony

Od nieszczęścia i od cnoty,

Z ufnością przed stryjem stawi

Zwierza, żegna, błogosławi.

Wzniosły się mosty, noc opada szara,

Coraz wyraźniej słychać bieg zegara,

Czasem jeszcze zamki wrzasną

I ślą odgłos w długie mury,

Światła w oknach nikną, gasną —

Spoczął w ciszy gmach ponury,

Puszczyk tylko krzyk żałoby

Ciągnie z wiatrem po nad groby.

Ni brat w mogile, ni wdowa strapiona

Zemsty z Zbigniewa nie wydarli łona.

Od Klary niegdyś wzgardzony

Zgasił miłość, przysiągł zgubę,

Dziś ma zamiar już spełniony,

Wyrwał matce dziecie lube.

Cieszyła się dusza sroga

Niepomna wiary i Boga.

Północ wybiła — zdrajca za miecz chwyta,

Wychodzi, droga prowadzi go skryta,

Idzie zwolna, staje, słucha,

Wkoło troskliwie spoziera —

Nic nie słychać, cisza głucha —

Idzie daléj, drzwi otwiera,

I gdzie wiodła zemsta krwawa,

Staje przy łożu Zdzisława.

„Ha! mam cię! — rzecze — mam cię wężu młody,

„Na świat wydany na Zbigniewa szkody!

„Téj, co niegdyś mną wzgardziła,

„Niedojrzały, nędzny płodzie;

„Twoja godzina wybiła,

„Wtedy z tobą będę w zgodzie,

„Wtedy spocznie serce moje,

„Gdy się twoją krwią napoję.“

Zbudzone dziecko ramiona wyciąga,

A Zbigniew chwyta, ściska i urąga:

„Chodź dziecino, chodź w objęcie,

„Daj usteczka pocałować;

„Matcem przyrzekł chować święcie,

„Ja też muszę cię pochować.“

Rzekł i śmiał się... i stal błysła

I krew dziecka z życiem bryzła.

Wtenczas jakiegoś życia zimne tchnienie

Długie wokoło poruszyło cienie,

Drzwi zwolna trąciły progi,

Szyby w ołowiach zadrżały,

A zabójca pełen trwogi

Twarz wybladłą, wzrok zdziczały

W zakrwawione kryjąc szaty

W odległe pędzi komnaty.,

Ale zaledwie rzucił się na łoże,

Drgnął, chwycił, puścił... i wątpić nie może,

Trup krwią mokry, śmiercią skrzepły

Zaległ przy nim tuż przy boku,

Ciała do siebie przylepły

Nierozdzielne w każdym kroku;

Jakby magnes ze żelazem

Biegną, stają i drżą razem.

Jak Laokoon wężami ściśnięty,

Kiedy rękami ślizkie chwyta skręty,

Widać, palce jak zawięzły,

Jak się każdy nerw napręża;

Zda się w sztuki targać węzły,

Zda się w miazgę zgniatać węża.

Ale węże zawsze żyją,

Pną się zawsze, zawsze wiją.

Tak zbójcę trupie objęły ramiona,

Głaszczą go, pieszczą i tulą do łona;

Strącił jedno, pnie się drugie,

Zerwał drugie, pierwsze wraca,

I zdjął oba — próżna praca,

Nogi wietkie, jak chmiel długie,

W koło kolan, aż po pięty

Trzykroć wiją splot zaklęty.

To znowu nagle szyja rośnie, rośnie,

Kark mu obwija i stawia miłośnie,

Twarz przed twarzą, zimne obie —

Wtedy oczów wklęsłość pusta

Ciągnie żywy wzrok ku sobie,

Wtedy wargi kleją usta;

Ssać się zdają, ssać łakomie

Dech błądzący w mąk ogromie.

I tak co doba z północy wybiciem

Wznawia się ciągle walka śmierci z życiem...

I po zamku chód wędrowny

Jak na puszczy bieg jelenia;

To powolny, to gwałtowny

Dudni głucho pod sklepienia,

Dudni ciągle przez krużganki

Od podziemnic aż na blanki.

A kiedy w gniazdo przekleństwa i sromu

Uderzył w końcu potężny raz gromu,

I oświetlił wkoło lasy,

Jeszcze ciągle wśród pożogi

Te pieszczoty, te zapasy

Wiodły z sobą straszne wrogi.

A gdy padły, padł gmach cały,

Wichry na świat jęk pognały.

Ogniem piorunu skopciałe zwaliska,

Na które słońce promieni nie ciska

Ani nocna rosa spada,

I których widok daleki

Zgrozę w trwożną duszę wkłada,

Świadkiem będą w późne wieki

Świętości rycerskiéj wiary,

I zbyt bliskiéj zbrodniów kary.

Sigue explorando

Por su autor
Aleksander Fredro · 191 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Żal mi (Fredro, 1880)Zasłona Mohameda →

Expediente

Autor
Aleksander Fredro
Título
Złamanie wiary
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-zamanie-wiary--aleksander-fredro-20e2f6
Cita recomendada
Aleksander Fredro, «Złamanie wiary», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-zamanie-wiary--aleksander-fredro-20e2f6.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.