A choćbym chciał pozostać z Wami,
nie mogę — wierzcie mi — nie mogę...
nocka mnie swemi woła snami,
w oną daleką woła drogę...
śnią mi się moi towarzysze,
i koń mój siwy, i szczęk broni —
po nocy tętent zdala słyszę,
i kule świszczą gdzieś po błoni..
Tęskno mi już do tamtych rzeczy,
gdzie pośród szarej pól osnowy,
wśród ostów i wśród bladych mleczy
złoci się bujnie krzew laurowy...
A wiem, że kiedy wrócę w pole,
to nowe przyjdą do mnie smutki, —
Wasze tęsknoty, wasze bole,
i ten daleki płacz cichutki...
że przyjdą, przyjdą ciemną nocą
ptaszyny wspomnień uprzykrzone,
i skrzydełkami załopocą,
i sny w daleką zwabią stronę...
Takać to wieczna serc rozłąka —
wszak to żołnierza zwykłe dzieje, —
że nigdzie miejsca nie zagrzeje,
że — nawet snami — wciąż się błąka...
Rzeszów, w listopadzie 1915 r.