CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaEugeniusz Małaczewski

Eugeniusz Małaczewski · Vanguardias / s. XX

Z olśnień pamięci

polaco

Z OLŚNIEŃ PAMIĘCI.

Dotąd pamięć o chwili tej, kiedy Morze ujrzałem,

w okrzyk duszę porywa mi i, jak spazm, targa ciałem.

Pomnę – było południe cudowne, ciche, słoneczne;

niebios nie zalegały chmury perłowe i mleczne,

ptaki tylko i słońce kwitły w swej modrej ojczyźnie:

w niebie tak przeźroczystem, że – zda się – nagle rozbryźnie,

niby bania mydlana, wydęta przez widnokręgi.

Wtem coś mi oczy ujęło, jak w aksamitne obcęgi,

zgiełkiem w nie uderzyło, zgiełkiem błękitnym, wilgotnym,

dziwnym, jak sen żórawia i, jak pustynia, samotnym.

– Morze było to, Morze, olśniewające wzrok młody,

jakoby nagość kobieca cudownej, pysznej urody!

I wraz porwało mi duszę, jak śnieżną mewę porywa

burza oceanowa, ogromna, zielonogrzywa.

Okiem zgubiłem się w Morzu, co, pobróżdżone od wiatru,

pięło się w niebo stopniami fal nakształt amfiteatru,

aby z za horyzontu, co pierzchał liniją bladą,

spadać ku brzegom ciężką, szeroką, jak wiatr, kaskadą

wody, przelewającej się w triumfalnym rozpędzie,

niby wykipiające poza krateru krawędzie, –

wiecznie wykipiające wino błękitne i srebrne.

Po rozpląsanych falach wybiegłem w dale podniebne,

skąd ku brzegowi-m spłynął gwałtownie, jak spad jastrzębi;

i u własnych stóp ległem, na skraju tańczącej głębi,

niemy, oszołomiony, potęgą Morza pijany,

drżący cichym zachwytem, jako wkwitnięte w brzeg piany.

I pod czaszką uczułem myśl rozwichrzoną, wspaniałą:

niby strzaskany diament nagle olśniło mi głowę

cudne, wieczne wspomnienie o tem, jak Ksenofontowe

Dziesięć Tysięcy Mężów, jak jeden mąż, zawołało:

– „THALASSA!“ – widząc Morze, rwące się do nich z oddali.

Kornie ukląkłem w piasku, twarz nachyliłem ku fali,

w dłoń zaczerpnąłem wody, błyszczącej, jak garść opali,

czystej, jak pocałunek dziecka, na ręku stopniały,

i usta me, jakby w szczęście, w tę wodę się wcałowały!

A gdym odchodził, mając za sobą z obu stron Morze,

niby dwa wielkie skrzydła o szafirowym kolorze, —

szum jednostajny, szeroki, w uszach mych bujnie się pienił,

młyny w nich wieczne jakieś mełły, pluskały się cudnie,

a zaś cały świat dziwnie zbękitniałzbłękitniał i zazielenił,

jakbym dźwigał oczami wezbraną, bezdenną studnię.

Sigue explorando

Por su autor
Eugeniusz Małaczewski · 29 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Symfonja armatZnajome oczu mych i rąk →

Expediente

Autor
Eugeniusz Małaczewski
Título
Z olśnień pamięci
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-z-olsnien-pamieci--eugeniusz-maaczewski-aaf6e2
Cita recomendada
Eugeniusz Małaczewski, «Z olśnień pamięci», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-z-olsnien-pamieci--eugeniusz-maaczewski-aaf6e2.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.