CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaWiktor Gomulicki

Wiktor Gomulicki · Modernismo

Z listu (Gomulicki, 1866)

polaco

Dzięki ci, panie, żeś mi tak roztropnie

Wyjaśnił mądrość społecznej budowy;

Wiem już, że rozum podpiera ją zdrowy,

Że w niej słabości niema ani śladu,

I że, jak w niebo Jakóbowe stopnie,

Tak w niej rzecz każda prowadzi do ładu.

Ład jest społeczeństw słońcem i koroną!

Błyszczy on w życiu, jak chorągiew w walce,

Świat opasuje obręczą złoconą;

I aby czynić prawom swoim zadość,

Wymierza ludziom cierpienie i radość

Równo, jak leki na aptecznej szalce.

W symfonji życia, co płynie ku niebu,

Złudzeniem tylko są fałszywe tony,

Chór ludzkich głosów bieży niezmącony,

Chociaż mu głucho wtórzy dzwon pogrzebu;

A krzyk rozpaczy i zębów zgrzytanie,

I jęk, co zbliska mrozi strachu zimnem,

Brzmią zgodną pieśnią i radosnym hymnem

Na tych wyżynach, gdzie ty stoisz, panie.

Mądrość, co ciebie swą tarczą zasiania,

O niemożliwość nigdy się nic kusi;

Sfinksowe ciebie nie dręczą pytania,

Przestajesz na tem, że co jest, być musi;

A gdy napotkasz w życiu powikłania,

Których rozumem nie przetniesz, jak nożem,

To z rezygnacją wymijasz je zdala,

Jako wymija ciężkie głazy fala.

Dzięki ci, panie. Twej nauki płomię

Gościniec szczęścia wskazało mi prosty.

Stóp na nim twarde nie kaleczą osty,

Bóstwo harmonji króluje widomie,

Niebo jest stropem, listki róż podnóżem,

A cichy pielgrzym, który po nim kroczy,

I depcze kwiatów stufarbne kobierce,

Ma błękitami napojone oczy

I w świetny kryształ zakrzepnięte serce.

Niestety! próżno-m, w ducha wysileniach.

Na ten gościniec pragnął kroki zwrócić!

Dotąd po ostrych muszę brnąć kamieniach,

Jak pies z księżycem, z losem swym się kłócić,

Straszne, a marne toczyć boje ducha,

I miotać klątwy, których nikt nic słucha;

Dotąd mi krzykiem zdają się niestrojnym

Jęki, któremi przemawia nieszczęście,

Dotąd napróżno chciałbym być spokojnym,

Widząc rozpaczą zaciśnięte pięście,

Dotąd mię bolą niespłacone winy,

Dotąd mię boli ofiarnicze życie,

I szczytu ludzkiej nie widząc drabiny,

Nie wiem czy w mroku ginie, czy w błękicie...

I już przed śmiercią nie zakończę boju,

I już przed grobem nie znajdę spokoju;

Zawsze mi twardą będzie ziemska gleba,

I fałszywemi ziemskiej pieśni tony —

Bo wiem, że aby w zgodzie niezmąconej

Żyć z przeznaczeniem bliskiem i dalekiem,

I aby nie drżeć... na to być potrzeba

Czemś mniej, czemś więcej, lecz już — nie człowiekiem!

Sigue explorando

Por su autor
Wiktor Gomulicki · 196 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Z Księgi PrzyrodyZ niskich lotów →

Expediente

Autor
Wiktor Gomulicki
Título
Z listu (Gomulicki, 1866)
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-z-listu-gomulicki-1866--wiktor-gomulicki-d38e4f
Cita recomendada
Wiktor Gomulicki, «Z listu (Gomulicki, 1866)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-z-listu-gomulicki-1866--wiktor-gomulicki-d38e4f.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.