Alkon patrząc na syna, kiedy go smok srogi,srogi
W poły trzymał, wyciągnął acz z boiaźnią rogi,
I nie uchybił celu: bo strzała zwierzęciu
Prawie w gardle utknęła, przy samym dziecięciu,
A sprawiwszy co myślił, wedle dębu tego
Łuk zawiesił, znak szczęścia i oka miernego.