Sto razy, na ulicy, w kościele, w salonie,
Widzisz ją promienistą uśmiechem lub łzami
I omijasz; — w tém nagle przed twémi oczami
Przebiega anioł złudzeń — w mirtowéj koronie.
I ta, na którąś patrzał dotąd obojętnie,
Jak na różę lub gwiazdę lub posąg z kamienia,
Niby słońce rozświéca świat twego marzenia,
I musisz wierzyć, cierpiéć i tęsknić namiętnie.
I ci, co już przebyli ten paroksyzm szału,
Dziwią się, że nie jadasz, nie spisz i pobladłeś.
A ty, sądząc, iż szczęście aniołom ukradłeś,
Taczasz się za tym cieniem swego ideału.
Miron.