Posochem z lilji Eros mnie
Ostro, zaczepnie, trącił w bok,
I biedz w zawody ze mną chce.
Przez nieprzebity gąszczów mrok,
Przez stawy, wzgórza i wądoły,
Zdyszan, spotniały, pędzę w ślad,
Siła odbiegła mnie napoły,
Wreszciem bezsilny zgoła padł.
Eros mi skrzydłem owiał twarz,
I orzeźwiałem, a on rzecze:
— „Gdy chwytać mnie sił niedość masz,
To nie wchodź w drogę mi, człowiecze“.