CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaQ4403576

Q4403576 · Modernismo

Wojak Janosz — III

polaco

Już ostatni promień słońca gasnął blady,

Gdy połowę owiec spędził do gromady.

Nie mógł wiedzieć, gdzie się inne mu podziały,

Czy złodzieje skradli, czy wilki porwały.

Tak, czy tak się stało, brak połowy, biéda!

Próżny żal, szukanie na nic się nie przyda,

Co tu począć? — trudnoż o mur rozbić głowę,

Więc pognał do domu zostałą połowę.

Czekaj Janczi, czekaj! doznasz ty dziś licha!

Z zasmuconem sercem mówił sobie z cicha,

Mój gospodarz do mnie i tak się nie śmieje,

A cóż teraz!.... Niech się wola Boża dzieje!“

Z temi słowy, blednąc przed ciosu ogromem,

Z resztką owiec Janczi znalazł się przed domem.

Już prędki gospodarz czekał nań przed dworem,

By policzyć owce jak każdym wieczorem.

„Dziś wam gospodarzu się nie wyrachuję,

Na co zda się kłamać?.... wiele sztuk brakuje,

Żal mi ich serdecznie, lecz nie ma ratunku,“

Mówił Janczi, gniotąc kapelusz z frasunku.

Słysząc takie słowa gospodarz się dąsa,

Choć nie wierzy jeszcze, lecz już szarpie wąsa:

„Głupstw nie gadaj, Janczi, do tysiąca czartów,

Strzeż się mnie rozgniewać, bo nie lubię żartów!“

Nie był to żart wcale, lecz prawda najświętsza;

Spostrzegł się gospodarz i z swych piersi wnętrza

Wrzasnął, tracąc wszelką nad swym gniewem władzę

„Wideł, wideł dajcie! niech go na nie wsadzę!

„A to szubienicznik, to łotr, to ród smoczy,

Pójdź, niechaj ci pięścią powybijam oczy!

Na to, żem cię wypasł? jadła nie żałował?

Och! od ręki kata czemuś się uchował!....

„Precz z przed moich oczu! precz mi pókiś cały!“

Te z ust gospodarza słowa się sypały;

Nagle porwał drąga swą żylastą dłonią

I za biednym Janczi puścił się pogonią.

Janczi Kukoryca szybko nogi stawiał,

Nie żeby się bardzo kropidła obawiał,

Bo choć jeszcze wiosen dwudziestu nie przeżył,

Silnym był i byłby z dwudziestu się zmierzył.

Jednak choć się nie bał, przecież szybko zmykał,

Bo gniew gospodarza słusznie go dotykał;

Nie bojąc się bójki, nie chciał dojść aż do niéj,

Pan był dlań jak ojcem, nie wzniósłby nań dłoni.

Zmykał, aż gospodarz ustał zmordowany....

Janczi poszedł daléj przez zielone łany,

Daléj, w prawo, w lewo.... W której spocząć stronie

Nic nie wiedział. Strasznie paliły go skronie.

Sigue explorando

Por su autor
Q4403576 · 74 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Wojak Janosz — IIWojak Janosz — IV →

Expediente

Autor
Q4403576
Título
Wojak Janosz — III
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-wojak-janosz-iii--q4403576-d7faab
Cita recomendada
Q4403576, «Wojak Janosz — III», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-wojak-janosz-iii--q4403576-d7faab.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.