CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaWiktor Gomulicki

Wiktor Gomulicki · Modernismo

Wniebowzięta

polaco

Jej włosy, barwy złota i popiołu,

Koroną były rzeźbionemu czołu,

A razem chmurą, w której twarz jej biała

Jakiemś świetlanem widzeniem się zdała.

Rzekłbyś też — z trudem dowierzając oku —

Że cała tonie w złocistym obłoku,

I że weń wsiąknąć i rozwiać się może,

Jako gasnące na zachodzie zorze...

Taką widziały ją obce spojrzenia —

Lecz przy kochanym, którego bez drżenia

Witać, a żegnać nie mogła bez smutku

(Tak czynią kwiaty ze słońcem w ogródku)

Nieziemskie światło z czoła jej znikało,

I obłok w śliczne przemieniał się ciało,

A złote blaski zbiegały do oczu.

I już nie było w błękitnem przezroczu

Topniejącego sylfa, czy anioła,

Ani kapłanki, której bije z czoła

Zimny majestat grobu i świątyni,

Ani rusałki, co z sercami czyni

Psoty, igrając w srebrnej mgle miesiąca —

Jeno kobieta była, kochająca

Wszystkich sił treścią, wszystkich snów tęsknotą,

I całem sercem i całą istotą,

I wśród tej burzy, ubranej w promienie,

Dana miłości na całopalenie!

Rzadko ją śmieszką widział świat. Niekiedy,

Uciekłszy z koła zapustnej czeredy,

Biegła, gdzie w mrokach błękitnych ołtarza

Lampka to gaśnie, to znów się rozżarza,

I tam, nie wiedząc dlaczego i po kim,

We łzach tonęła. Czasem ją głębokim

Przejęła smutkiem cudza łza lub wina,

Albo też akord ponury pianina

O dreszcz przyprawił. Czasem, gdy z ogrodu,

Razem z falami jesiennego chłodu,

Woń zwiędłych liści weszła do komnaty,

Smutniejąc nagle i rumieńców kwiaty

Tracąc, siadała blada, marmurowa —

I nikt z niej wówczas nie wydobył słowa.

Mgła melancholji, co włóczy po świecie

Swe zimne zwoje, a czasem przygniecie

Dławiącym smutkiem jaką duszę tkliwą,

I ją dosięgła. Była nieszczęśliwą

Nieszczęściem innych. Jak pewne rośliny,

Co liściem wilgoć, swój pokarm jedyny,

Ciągną z powietrza, chłonęła tak w siebie

Smutek wszechrzeczy, rozlany po niebie,

Gwiazdach i morzu, obłokach i ziemi...

Lecz, gdy kto umiał słowy miłosnemi

Zakląć cudownie mimozę tę smętną,

Z lic jej niknęło melancholji piętno

I łono grało pełną uczuć gamą.

Dla kochanego miała rozkosz samą:

Wesołe słówka, uśmiechy cukrowe,

Pierś pełnij żaru, pełną marzeń głowę,

W ciemnościach oczu fosforyczne błyski,

Krótkie piosneczki i długie uściski...

Jej pocałunek był szczery i słodki,

I miał coś w sobie z powabu stokrotki,

Którą dziewczyna, wyjąwszy z warkocza,

Daje lubemu; moc też w nim urocza

Tkwiła, że sprawiał ciche upojenie,

I dusze w jasne ubrawszy promienie.

Budził do szczęścia, do życia, do czynu...

Jej pocałunek podobny był winu,

Co nie odurza, ale rozwesela,

I miał potęgę cudownego ziela,

Które do skarbów ukrytych prowadzi...

Całując, śmiała się ciszej i rzadziej,

I już nie była pusta ni swawolna,

I żar jej źrenic przyćmiewał się zwolna,

A dziwna świętość wchodziła na lice..

Życie w niej miało korną ofiarnicę,

Która w miłości praw przeznaczeń słucha,

I nie zabiera, lecz oddaje ducha.

W jesienne rano, suchotnicze, szare,

Umarła — życia spełniwszy ofiarę,

I cudotwórczej miłości sakrament

Wziąwszy na wieczność. Mówią, że i djament,

Gdy już blask wszystek, wszystką ducha jaśnię,

Wyleje z łona — gaśnie...

Sigue explorando

Por su autor
Wiktor Gomulicki · 196 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Wilcze śladyWolna wola →

Expediente

Autor
Wiktor Gomulicki
Título
Wniebowzięta
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-wniebowzieta--wiktor-gomulicki-c2d774
Cita recomendada
Wiktor Gomulicki, «Wniebowzięta», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-wniebowzieta--wiktor-gomulicki-c2d774.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.