CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaTeofil Lenartowicz

Teofil Lenartowicz · Modernismo

Wiochna

polaco

Już słoneczko powstało

I przegląda się w rzece;

Oj na rosę na białą,

Polecęż ja, polecę!

Jak to z brzozy płaczącéj

Co wyrosła nad rzeką,

Krople rosy świecącéj

Zwieszają się i cieką.

Jakie jasne obłoki

Na niebieskim przestworze,

Jakie czyste potoki,

O mój Boże! mój Boże!.....

Jaskółeczka przed bramą

Wciąż uwija się w kółko;

Ja nie jestem jaskółką

A potrafię tak samo.

Teraz matki się boję,

Lecz niech ogień rozniecę,

Niechno krówki wydoję,

Polecęż ja, polecę!....

Jak to dobrze Bóg zrobił,

Że ten śliczny świat stworzył,

Tak cudnie go ozdobił,

Tyle kwiecia rozmnożył. —

I że mnie dał braciszka,

Z którym co dzień się pieszczę; —

Pójdę cicho jak myszka,

Zajrzeć czy téż śpi jeszcze. —

Śpi w kolebce; więc daléj

Prędko ognia trza skrzesać;

Jak się ogień rozpali,

Pójdę włosy uczesać.

A robotaż to nudna

Te warkocze do ziemi,

Plątanina och zmudna,

Tak tam bawić się z niemi.....

Kiedy mówią o oczach

W których ja nic nie widzę,

I o moich warkoczach,

To się tylko nawstydzę.

I skarżą się, mój Boże!

Że mam oczy uroczne.....

Może prawda, a może.....

Ale cóż ja z tém pocznę?.....

Mateńka mi powiada.powiada,

Że ja wcale nie rosnę.

Niechno tylko popada

Ciepły deszczyk na wiosnę:

Niech ja na deszcz wyskoczę

A dobrze się przemoczę,

To nim skończy się burza

Już urosnę tak duża.....

Pająk przędzie, oj przędzie

Swoje szare włókienko;

I ja umię tak cienko,

I moje téż tak będzie. —

Bo przecież ja coś umię:

Kądziel przędę i pielę,

I na książce rozumię,

I zaśpiewam w kościele.

Jakem raz na święcone

Ulepiła baranka,

Co miał wełnę kręconę

I klęczące kolanka;

To się bardzo dziwiono,

Bo tak siedział jak żywy,

Jak baranek prawdziwy,

Z chorągiewką czerwoną.

Jak zrobiłam w Trzy Króle

Świętą Pannę i Syna,

I czarnego murzyna

Ze skarbami w szkatule,

I z liliją staruszka,

I z lirenką pastuszka,

To się ludzie zbiegali,

Z całéj wioski lecieli,

I za głowę się brali,

Matce wierzyć nie chcieli.

A gaiki, a wianki

W listki srebrne i złote,

Jakie chcecie równianki

Jak najpiękniéj uplotę.

Kwiatki lubię ogniście,

Boże drzewko, lilije,

I to co tak na liście

I na prątki się wije....... —

Oj nie dobra to córka

Co się próżno zabawia;

Daléjże do podwórka,

Trzeba ciągnąć żórawia,

Oj! ta, da, da..... A cicho! —

Matka będzie się gniewać;

Podkusiło mnie licho,

Chciałam sobie zaśpiewać.....

Idzie w górę wiaderko,

Z boku woda się leje,

Zajrzę w wody lusterko,

W nim ja druga się śmieje.

Jak téż to tam głęboko,

Nim się wiadro zabrodzi,

To aż wzdryga się oko,

Aż mnie zimno przechodzi.

Nie spotka mnie nic złego

Choć nad studnią tak stoję;

Nie boję się niczego.....

Oho prawda! nie boję?.....

Naprzód straszą mnie bąki

Co latają w ogrodzie,

Żółte osy z nad łąki

I jałówka co bodzie,

Potém boję się tęczy

Na wilgotnym obłoku,

Choć się do mnie tak wdzięczy

Pijąc wodę z potoku.

Bo ta tęcza świecąca,

GbybymGdybym poszła Broń Boże!

Z ziemi unieść mnie może

Do białego miesiąca.

Wreszcie trwożą mnie grzmoty

I piorunów trzaskania,

Kiedy niebios blask złoty

Tak się strasznie odsłania.

Lecz w kościele nie czuję

By najmniejszéj bojaźni,

Mnie tam radość przejmuje;

W sercu jeszcze mi raźniéj.

Tak mi rzeźwo, wesoło,

Jak u matki w chałupie; —

Ludzie szepczą w około:

Ot cieszy się bo głupie....

A co mi tam, niech sobie!....

Mnie ogarnia myśl błoga,

Co ja robię?.... co robię?....

Raduję się do Boga.

Kiedyć może skowronek

Wylatując nad kłosy,

Jak świt tylko, jak dzionek,

Trzepotać się w niebiosy,

To i mnie nikt nie wzbroni

Przed ołtarza jasnością

Złożyć oto tak dłoni,

I spoglądać z radością.

U spowiedzi gdym była,

Ksiądz co ludzi spowiada

Mówił: gdybym zgrzeszyła

Że pokutę mi zada.

Więc umyślnie dla tego

Dziś zgrzeszyłam od rana:

Na stół miodu złotego

Usączyłam ze dzbana.

Niechże zada raz przecie,

Bobym sobie myślała:

Otóż żyłam na świecie,

A pokutym nie znała.

Jako ptaszek na roli,

Prześpiewałam dni płoche,

I nie znałam niedoli; —

Oj! znam-ci ją, znam trochę.....

Trzy razym już płakała,

I serdecznie mój Boże!

Raz gdy babka skonała

W téj tam ciemnéj komorze,

A drugi raz gdy w nocy

Ludzie po wsi biegali,

Krzycząc na gwałt pomocy,

Że kościołek się pali!

A trzeci raz gdy w progi

Przyszedł dziadek pochyły,

Taki oto ubogi,

Ale dobry i miły,

I piosenka zabrzmiała

O Polaku w niewoli.

Wtedym bardzo płakała,

Bo mnie zaraz tu boli.

Całowałam go w rękę,

— Nie smućcie się dziadulu. —

A łzy żalu i bólu

Upadły mu w lirenkę.

Z za mgły słońce powstało,

Wronka kracze na roli;

Nie wiem co mi się stało,

Coś mnie smuci, coś boli.

To chce mi się zapłakać,

To mnie pusta myśl łechce,

Weselić się i skakać

I chciałabym i nie chcę.....

Sigue explorando

Por su autor
Teofil Lenartowicz · 130 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Wincentemu PolowiWisło, moja Wisło! →

Expediente

Autor
Teofil Lenartowicz
Título
Wiochna
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-wiochna--teofil-lenartowicz-6ff69c
Cita recomendada
Teofil Lenartowicz, «Wiochna», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-wiochna--teofil-lenartowicz-6ff69c.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.