CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Stanisław Jabłonowski

Jan Stanisław Jabłonowski · Ilustración

Wdowa albo matrona efeska

polaco

Naprzód białą płeć przeprosić się godzi,

Boć się też pono Muza ma uwodzi.

O białychgłowach pisać się jej chciało,

Na końcu bajek i tę podać zdało,

Która, lubo złą wdowę wystwuje,

Jednak nie wszystkie wdowy cenzuruje.

Niechajże dobre za złe mi nie mają,

Ni, co jest złego, na się pociągają;

Złe zaś, że takiej, które są podobne,

Tak letkie w sercu, jak w twarzy nadobne,

Choć za przymówkę wezmą to do siebie,

Nie będę się im wymawiał w potrzebie.

W Efezie, mieście wieków starodawnych,

Greckich narodów, w dzieje wszelkie sławnych,

Żył pan, dostatni w honorach i młody,

Który miał żonę niezwykłej urody,

Do tego cnoty; a ta bywa matką

Miłości wzajem, o! jak to jest rzadko!

Młodzi i piękni, że sobie życzliwi

Byli, to nie dziw, a zatem szczęśliwi.

Ale to szczęście zła Parka przerwała,

Gdy iść do grobu mężowi kazała.

Umarł mąż młody, umarł mąż kochany,

A kto opisze wielkość żony rany?

Płacze, łzy, krzyki i śmiertelne mdłości,

Najmniejsze znaki były jej miłości;

To większa, im jest to na świecie rzadka,

Że się prawdziwie chciała zabić gładka,

A nie poduszki rogiem alba końcem,

Ale żelazem. A cóż jest pod słońcem

Równego? Jednak i krewni uważni

I przyjaciele, zbiegłszy się, poważni

Szaleć nie dali. Alboć nie szaleństwo,

Dla umarłegu ponosić męczeństwo?

Ledwo tę tedy wdowę nie związali,

Dzień i noc słudzy pilno wartowali.

Alić ma wdową w tej stroskanej mierze

Rezolucyą mężną przed się bierze:

Chlipając, mówi: „Darmo nie dajecie,

„Umrzeć mi, tego wżdy nie dokażecie;

„Umrę ja z głodu i za mężem pójdę

„I pożądanej za nim śmierci dojdę“.

Na to perswazye czynią jej daremnie,

Już drogę bierze przed się nietajemnie.

Moda ta była u dawnych poganów,

Że w polach swoich grzebywali panów;

Nad tymi groby wystawiali gmachy,

W marmurach pysznych pozłociste dachy.

W takim to grobie męża jej schowano,

Ale strapionej jej nie utrzymano.

Że do owego grabu pobieżała

I, nad nim płacząc, z glodu umrzeć chciała,

I dziewka poszła za nią aż do grobu;

Lecz, umrzeć nie chcąc, w żywności sposobu,

Jeść i pić wzięła prowiant do lochu;

I posilały się w smutkach po trochu.

Więc siedzą obie, ta nad mężem płacze,

A sługa podczas do niej słowem gdacze.

Wtenczas zaś prawie złodziej onego domu

(Nie przepuszczają kradzieża nikomu)

Został obieszon; a że on miał krewnych,

By nie urznięto go, przydano pewnych

Na straż żołnierzów; a ci pilnowali,

Żeby, ukradłszy ciała, nie schowali

Tego złodzieja. Aż szylwacha w nocy

Światło też grobu uderzyło w oczy.

Dziwna mu się zda, że się świeci w grobie,

Ciekawy, zajrzeć odważył się sobie,

Idzie i wchodzi: dwie niewiasty widzi,

Trupa w pośrzodku; lęka się i biédzi

Mniemał że wizya — ktoby się nie zdumiał?

Ktoby, że to sen, prawie nie rozumiał?

Ośmieliwszy się w tym widoku przecie,

Pyta się, co to, co za dziw na świecie.

Pani na niego smętna nie pojrzała,

Ale służbista wszystko powiedziała.

Dopiero śmielszy żołnierz owen powie:

„Ej, to ladaco grzechem wielkim zowię,

„Umierać żywym dla już umarłego:

„Na jednym dosyć umarłym jest złego“.

Notandum hoży był żołnierz i ładny,

Z tymi przymioty mówca jest układny;

Prędko niewieście taki perswaduje,

Który urodą nie z słów peroruje.

Naprzód się przysiadł ów orator luby

Do dziewki ślicznej, owej wiernej czuby;

Zjadł i napił się; a zagrzawszy głowy,

Jeszcze mu były udatniejsze mowy,

I tak dalece, że tej nocy cale

Wyperswadował życie wdowy, ale

Nie tylko życie, lecz życie dla siebie

Tak nagłe, (w nagłej tak bywa potrzebie)

Że i bez ślubu, nie czekając wiele,

W grobie przy ciele stało się wesele,

Straszna odmiana! Kupidyn przemienił

Ów grób w łożnicę, żołnierz się ożenił.

Tym czasem, kiedy nową żonę cieszył,

Krewny owego złodzieja pośpieszył

I urznął trupa, ukradł z szubienicy.

Kiedy wychodzi pan młody z łożnicy,

Widzi, że podrwił, nie wie, co z tym czynić,

Wie, że go będą sądy strasznie winić

I każą całe obiesić go pono.

Tedy powraca i radę z swą żoną

Prędko zabiera, szerzy się z swą stratą,

Dokłada, że go i obieszą za to,

Aż ta miłośna, wraz zapamiętała,

Tego, co umrzeć za którego chciała,

Nowemu swemu mężowi wydaje

I ciało męża obiesić mu daje,

Mówiąc: „Jużci on nie użyje pewnie,

„Choćbym płakała jeszcze dłużej rzewnie;

„Tyloć on wczasu, jak w grobie, zażyje

„Na szubienicy, a zaś ciało czyje,

„Nikt nie postrzeże. Weźże umarłego,

„A siebie chowaj już dla mnie zdrowego!“

Tak o jedną noc żołnierza poznała,

Za mąż szła., męża i obiesić dała.

Czy to jest prawda? Ja nie ręczę za to;

Ale upewnić pewnie mogę na to,

Że siła zmiennych jest i niestatecznych,

Ach! nie maszci i też łez i żalów wiecznych!

Sigue explorando

Por su autor
Jan Stanisław Jabłonowski · 8 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Śmierć i starzec (Jabłonowski, 1910)Wdzięczność i Niewdzięczność →

Expediente

Autor
Jan Stanisław Jabłonowski
Título
Wdowa albo matrona efeska
Lengua
polaco
Época
Ilustración
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-wdowa-albo-matrona-efeska--jan-stanisaw-jabonowski-55017b
Cita recomendada
Jan Stanisław Jabłonowski, «Wdowa albo matrona efeska», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-wdowa-albo-matrona-efeska--jan-stanisaw-jabonowski-55017b.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.