CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJuliusz Słowacki

Juliusz Słowacki · Romanticismo

W pięćdziesiątą rocznicę śmierci Juliusza Słowackiego

polaco

Z bezdennej ciemni,

z goryczy serc i ze złamania dusz

do Ciebie, o Poeto, wzrok się nasz podnosi:

dłoń nam na głowę włóż,

niech oka Twego dzień poranną rosą nas porosi,

niech duszy Twojej wiew świat wokrąg odnikczemni...

Zaiste i naprawdę! Nie było Ci twardziej

i nie było Ci trudniej drogą Twoją iść —

miałeś wiarę, tę wiarę, co zwątpieniem gardzi —

Chrystus zmartwych powstanie,

po trzech dniach zmartwychwstanie,

na dębie świeży liść!...

Szamotanie się nasze jest jako skrzydeł ptaka

w klatce mocnej, żelaznej — stanął wokoło świat

i krzyknął: Raka!

i twarz odwrócił swą — i nikt nie rozdarł szat!...

Poeto! Głos Twój jęczy jak wieja śniegowa,

wyje Twój gniew, jak wicher; jak tabun bez pęta

z rozwichrzonemi grzywy, z błyskawic tętentem

lecą Twe myśli, tęcza w drzazgi rozpryśnięta,

wir komet, chaos światów, burza nad odmętem...

Król-Duch na swym rydwanie z kołami z piorunów

leci wśród rozhukanych bezkreśnych tabunów;

na głowie szyszak z ognia, miecz krwawy w prawicy,

leci, jako archanioł burz na błyskawicy...

Hosanna! Pędź, pędź gończe szalony i krwawy,

pędź! za tobą wulkany wyrzucają lawy,

za tobą rzeki w powódź piętrzą się i kłębią —

pędź, jako anioł mostów z piorunu — nad głębią...

Oto się wznak położyć trzeba, rozpiąć ręce

i ku niebu spoglądać — a w ciele kość pryska,

kość kruszy się i piszczy... wokoło ogniska,

obłęd ogniów... Aniołów idzie chmura blada,

majaczeje przed nami i we mgle przepada...

Każdy anioł krzyż niesie pęknięty na dwoje —

giną we mgle... zkąd? dokąd płyną owe roje?

Nigdyśmy takich białych duchów niewidzieli —

płyną, nikli, jak cienie, jak łabędzie bieli...

W goryczy naszych serc, w goryczy naszych dusz

ta się modlitwa poczyna:

Poeto! ręce Twe na głowy nasze włóż

w Imię Bożego Syna.

Na Chrystusową twarz źrenice nasze zwróć,

na Jego cichą twarz — —

O Chryste! serce nam, zapiekłe serce chłódź

i duch umacniaj nasz!

O Chryste! Miłość Twą, Twą miłość w pierś nam wlej,

niech będzie zdolną krzyża!

Miłością wiary Twej jak dzień nad nami dniej,

gdy noc się ku nam zniża...

W otchłani wstrętu, w czeluści ohydy

dni nasze biegą. Wiek pochylił głowę

na swoje piersi ogromne, spiżowe;

serce w nich dźwięczy, jako dzwon pęknięty —

olbrzym o sercu miedzianem Atrydy —

sam Szatan w piersi je wieszał nieświętej!

Ironia piekieł do ust mu przywarła,

źrenica jego, na pół już umarła,

blask rzuca zgubny, złowróżący, krwawy...

O wieku straszny! Wieku smutnej sławy!

Jeżeli Bóg jest na niebie i zwoła

ciebie przed sąd Swój przez sądów anioła:

napróżno serca będzie w tobie szukał —

pierś się miedzianym odezwała brzękiem,

gdy anioł sądów w nią palcem zastukał —

i anioł cofnął się i uciekł z lękiem...

Poeto męztwa i dumnej godności,

Poeto wyżyn ducha i piękności:

z purpurowego płaszcza Twojej chwały

daj nam strzęp jeden, jeden strzępek mały,

każdy pierś swoją w tę legię ubierze

i będziem Twego legionu rycerze...

Jam Cię nie widział wśród grobów i cieni

w laurowym wieńcu na tronie harfiarza,

ale Cię widzę, jak widmo z płomieni

kędyś na stropie, na skrzydłach z purpury;

a na Twem czole wieniec, co przeraża,

bo to w grające naciągnięte struny

na włosach Twoich błyskają pioruny,

a od Twych skrzydeł szkarłatnieją chmury

i całe niebo ogniem się rozżarza.

I w to nadludzkie wpatrzony zjawisko

zda mi się, słyszę szum mórz, które wstają

ciągnione światłem i zda się, że grają

olbrzymim szumem bory, łąki, zboża,

i że, jak wielkie zatoczą kolisko

Twych skrzydeł ognie: tyle kręgu świata

dźwiga się z swego obudzone łoża

i w jeden wspólny szum hymnu się splata.

A ów olbrzymi hymn, dziś cichy jeszcze,

jak szum budzących się nowych żywiołów,

jest jak głos gniewu Pańskiego aniołów

i w pierś słuchacza rzuca takie dreszcze,

jakie ciągnącej rodzi pogłos burzy,

gdy grzmot się echem gdzieś w dali odzywa:

nad głową niebo powoli się chmurzy

i lęk duszący napełnia powietrze —

gdy się grom z gromem i wichr z wichrem zetrze,

wieżami wstrząśnie i dachy pozrywa...

W goryczy serc, w złamaniu dusz

wznosimy nasze oczy

do skrzydeł Twych promiennych zórz,

do ogniów Twych roztoczy...

Ogromny sen, nadludzki sen

nad ziemią okrąg toczy — —

z doliny łez, z przepaści den

Twój głos go zwał proroczy...

W goryczy serc, w złamaniu dusz

wśród twardej, gorzkiej drogi,

gdzie krwią się ze stóp broczy kurz,

słuchamy — czy się zbliża

cud krzyża:

..............

»Ludy, bo wkrótce będziecie jak bogi!...«

Sigue explorando

Por su autor
Juliusz Słowacki · 192 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← W pamiętniku Zofii BobrównyW Szwajcaryi (Słowacki, 1894) →

Expediente

Autor
Juliusz Słowacki
Título
W pięćdziesiątą rocznicę śmierci Juliusza Słowackiego
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-w-piecdziesiata-rocznice-smierci-juliusza-sowack--juliusz-sowacki-de5ada
Cita recomendada
Juliusz Słowacki, «W pięćdziesiątą rocznicę śmierci Juliusza Słowackiego», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-w-piecdziesiata-rocznice-smierci-juliusza-sowack--juliusz-sowacki-de5ada.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.