CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJózef Ignacy Kraszewski

Józef Ignacy Kraszewski · Modernismo

W dzień pożegnania 15 Kwietnia 1836

polaco

Ludzie i losy,

Są jak wiatr i liście,

Czasem widują wzleciawszy niebiosy

I zakazane im Edenu wnijście,

Czasem niemi wiatr powionie

I lecą daleko —

Spocząć w zimnéj, obcéj stronie

Skąd już nie prędko losy ich wywleką,

Mówią — człek idzie za rozumem, wolą,

Gdzie chce dąży — skąd chce — stroni!

O! czyż człek swoją kieruje dolą

I cugle wozu życia w swojéj trzyma dłoni??

Inna ręka je puszcza, kieruje lub wstrzyma,

Swemi, nie jego rządząc się oczyma.

A biedny człowiek na życia rydwanie,

Siedzi i patrzy — nieraz widzi gaje,

Łąki i drzewa — chce spocząć — nie stanie,

Choć łaje koniom i woźnicy łaje.

Wóz leci ciągle — gdzieś w przepaści chłodnéj

Kiedy się konie, wóz i oś wywrócą —

Gdzież w stronie zimnéj, bezludnéj i głodnéj

Wóz i rumaki dopiero go rzucą.

A gdy z niéj wynijść zechce utrapiony

Żeby mógł zdążyć do raju swojego,

Znowu go porwą i w dalekie strony —

Biegą z nim znowu i biegą.

Nieraz on patrzy i nieraz on wzdycha —

Tam w gaju.

Przy ruczaju,

Domek się biały uśmiecha —

Domek biały, nieduży,

A w koło drzew gałązki,

A z komina się kurzy

A gołąbki i gąski

Spokojnie chodzą w koło.

Kwiatki na oknach witają go wonią, —

Wszystko tak lubo, wszystko tak wesoło —

Chce stanąć. Rumaki gonią —

I gdy się jeszcze raz spojrzeć obróci

Las czarny tylko stanął koło niego —

A on zapłakał, on się biedny smuci.

A konie biegą i biegą.

Nieraz mu dusza zboleje podróżna!

Tam w dolinie,

Rzeka płynie —

I witają go oczami,

I żądają go sercami,

A stanąć nie można.

Choć dom ten znajomy,

Choć duch ten go skrywał

Przed burzą i gromy,

Choć pod nim przebywał,

Roskosznych chwil tyle!

Napróżne żądanie,

I próżne łzy jego —

Wóz jeszcze nie stanie —

Bo rumaki biegą.

Niepadną aż — w mogile. —

A czasem do koła —

Kraina żałobna,

Ni człeka, ni sioła,

Pustyni podobna —

Na któréj roślina —

Ni zwierzę nie wzrośnie,

Skalista dolina.

Co w zimie i wiośnie,

Jednako milcząca,

Bez ruchu i życia,

Wóz skały potrąca

I piasków zamiecia.

A dusza podróżna,

Chce prędzéj biedz daléj,

Wylecieć z pustyni —

Niestety — niemożna —

Bo cugle wstrzymali,

Gdzie głowę odwróci,

Gdzie oczyma rzuci.

Smutno, jednakowo.

Szare niebo nad głową

Szara pod nogami ziemia,

Szaro, w oddaleniu,

A na posępném niebios sklepieniu,

Księżyc czerwony chmurą się zaciemia!

Wóz już stanął na równinie

Wiatr świszcze,

Leją dészcze.

Jak w sądnéj godzinie,

Gromy biją ponad głową,

Wóz stanął — albo powoli —

Gdy mu się ręka losu poruszać pozwoli,

Z pustyni jedzie w pustynie —

Zwolna, zwolna, jednakowo —

Jedzie i nieda stanąć, aż w śmierci godzinie

W szczęśliwą pokoju chwilę,

U bram nowego życia — na mogile. —

Sigue explorando

Por su autor
Józef Ignacy Kraszewski · 62 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← UmieramW Świat! →

Expediente

Autor
Józef Ignacy Kraszewski
Título
W dzień pożegnania 15 Kwietnia 1836
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-w-dzien-pozegnania-15-kwietnia-1836--jozef-ignacy-kraszewski-cc9e24
Cita recomendada
Józef Ignacy Kraszewski, «W dzień pożegnania 15 Kwietnia 1836», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-w-dzien-pozegnania-15-kwietnia-1836--jozef-ignacy-kraszewski-cc9e24.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.