CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

W chałupie

polaco

VIII.

W CHAŁUPIE.

W okna chałupy, zwrócone

Ku chmurnej stronie zachodu,

Bije i bije szaruga.

A kropla deszczu za kroplą

Wsiąka przez szybę stłuczoną,

Którą zapchano szmatami.

Snać to ostatki sukmany,

Bo skrawek, zewnątrz wiszący,

Tedy owedy drucianym

O szkło zaskrzypi haczykiem.

Wicher szparami wciąż wieje,

Że liść geranii i laku,

Co w poszczerbionych doniczkach

Na zgniłej stoją poręczy,

Gnie się i razem z szarugą,

Ze skrawkiem starej sukmany

I z kroplą deszczu, sączącą,

Zlewa swe dreszcze w dyssonas

Nędzy.

Na stole, w łyżce blaszanej,

Podpartej cegły odłamem,

Pali się knotek, zasycan

Kawałkiem świeżej okrasy,

I rzuca mdławe światełko

W zmrok zadymionej izdebki.

W kącie, przy ścienie zapadłej,

Na butwiejącej przyciesi,

Łyżnik o barwie brunatnej

I o zębatej fasadzie:

Na nim talerze gliniane,

Dzbanek i garnki z żelaza,

W połowie sadzą pokryte.

Na ziemi woda we wiadrze

O zardzewiałych obręczach

I drwa, rąbane na jutro,

Tworzą z łyżnikiem i knotkiem,

Z garnkiem i miską dyssonans

Nędzy.

Na ławie, wązkiej a długiej,

O nogach górą zwężonych,

Ślady spożytej wieczerzy:

Kartofel, łokciem zgnieciony,

Szare łupiny, solnica

I na dnie misy czerwonej

Resztki zgęszczonej polewki.

W małym piecyku żelaznym

Tleją się jeszcze iskierki.

Przez szpary kręgów złocistym

Zabłysną czasem promykiem

I żółte światło poleją

Na mąką zaschły żurownik

I na zmoczone pończochy,

Które się suszą u brzegu.

Oto je podmuch w tej chwili

Rozszerzył w język płomienny,

Gwiżdżąc w kominie dyssonans

Nędzy.

Przy piecu starsza kobieta:

Włos czarny, krótko ucięty,

Z za błękitnego zawoju

Na skroń się białą wysuwa.

Powieki na dół spuszczone,

Broda na piersi obwisła

I ręce skryte pod fartuch.

Tedy owedy, gdy wicher

Głośniej zadzwoni o szyby,

Budzi się z drzemki i oko

To rzuci ku drzwiom zamkniętym,

To znów, gdy słoma zachrzęści,

Błyśnie z ukosa w kąt izby,

Aż czoło w fałdy się zwęża.

Oko niebieskie, ostatnią

Paląc się jeszcze pięknością,

Tworzy z tołubem wyblakłym

I z lic bruzdami dyssonans

Nędzy.

Pod strzępem kołdry, na słomie,

Zasłanej zgrzebnej płachciskiem,

Szesnastoletnia śpi dziewka.

Łokieć wsunęła pod głowę,

Że aż koszula opadła

Z wypełniającej się piersi.

Ze stołu spływa żółtawy

Tłuszczowej lampy promyczek

I koralowe policzki

Okrasza jeszcze różowiej.

Czasem się w lekkim uśmiechu

Rozszerzą wargi czerwone:

Śni o paniczu z fabryki,

Co ją ukradkiem pochwycił

I udo przycisnął kolanem.

Patrzaj! ten uśmiech i sen jej

I pierś namiętnie wydęta

Łączą się w smutny dyssonans

Nędzy.

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← W blaskach świtu duch młodościW ciemności schodzi moja dusza (1912) →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
W chałupie
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-w-chaupie--jan-kasprowicz-a76865
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «W chałupie», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-w-chaupie--jan-kasprowicz-a76865.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.