CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAndrzej Zbylitowski

Andrzej Zbylitowski · Barroco

Ustępy z poematu „Wieśniak“ Jędrzeja Zbylitowskiego

polaco

Siedząc na wysokim brzegu,

Kędy rzeka w bystrym biegu

Po twardym płynie kamieniu,

Rozmyślałem w chłodnym cieniu,

Twe rozkoszy, twe pożytki,

Uciechy i wczasy wszytki

Wsi wesoła!...

Niech, kto chce, na dżdżu we zbroi

Całą noc na straży stoi;

Niechaj Tatary wojuje,

Do obronnych miast szturmuje,

I długie kruszy kopije,

Ostrą szablą rąbiąc szyje;

Z dział puszcza, z szańców kopanych,

Kule do baszt murowanych;

Niech w szarłat ubiera sługi,

Dla których się zawiódł w długi,

I nędzne kmiotki zastawił,

Aby sobie brożek sprawił,

I swoją ustroił żonę

W drogi telet i koronę.

Niech, kto chce, będzie uczony,

I w prawie dobrze ćwiczony;

Niechaj ma dostatek mowy,

Rzecz czyni gładkiemi słowy,

I subtelnie dysputuje,

I po świecie pielgrzymuje.

Ja, wsi, uczciwie w twej pieczy

Prowadzić będę swe rzeczy,

Chcąc spokojne mieć staranie,

I pobożne nabywanie.

Bodaj i to, co ma, zgubił,

Kto złą lichwę brać ulubił,

Albo życzy szkody komu,

Bodaj smutek miał w swym domu.

Jak żyw, mało dbam o złoto,

Wolę ciebie, wdzięczna cnoto,

Nad wszystkie skarby na świecie;

I póki mi prząść będziecie,

Parki, mojego żywota,

Ze mną zawżdy będzie cnota.

Bogactwa, zbiory łakome,

Wszystko to rzeczy znikome!

By człek miał i świat szeroki,

I złoto, które wysoki

Pangeus tracyjski daje,

Wszystko to po nim zostaje!...

Zatem wszystko, wsi spokojna,

Da mi boska ręka hojna.

W tobie, z wysokiego nieba

Czego jedno będzie trzeba.

Tobie po lesiech szerokich,

I po pagórkach wysokich,

Chodzą woły utuczone,

W gęstą trawę rozpuszczone.

Tobie stada owiec białych

Po pastwiskach okazałych,

Z których ty masz częste wełny,

I pastewnik jagniąt pełny;

Nabiały także obfite,

I pożytki rozmaite.

Młyn szumiący, rybne stawy,

I z gajów częste potrawy.

Tobie miód pszczoły zbierają,

Tobie lasy obradzają,

Żołądź szerokie dąbrowy,

Tobie rodzi las bukowy,

W którym boginie przed laty

Mieszkały, i Faun kosmaty;

Tamże przezeń jasne zdroje

Leją zwykłe wody swoje,

Zkąd biorą zioła rozliczne

Wilgotność, jawory śliczne;

A zwierz leśny i domowy

Ma zawsze w nim żer gotowy

Czasem leżę nad potokiem,

Pod klonem czasem szerokim;

Gdy gorące słońce grzeje,

Wietrzyk w cieniu chłodny wieje,

Pastereczki też tymczasem

Kwiatki rwą pod gęstym lasem,

Wieńce wiją malowane,

Różnem kwieciem przeplatane,

To różany, to bluszczowy,

Kładą na swe piękne głowy;

Na co udatne Dryady

Z swym Sylwanem patrzą rady,

I Pomona urodziwa,

Często się w gęstwie zakrywa,

Patrząc na ich śliczne skoki;

I Tytan z nieba wysoki

Sam pogląda okiem mile

Na ich wdzięczne krotofile.

Kiedy zima jasne wody

Odmieni w nietrwałe lody,

A śnieg spuści z nieba biały

Na lasy, góry i skały.

A jeśli gwałtowne mrozy

Będą i zima się sroży,

W ciepłej izbie przy kominie

Siedzę, dokąd ono minie;

Księgi rozliczne czytając,

Na lutni podczas brząkając

Pieśni, tańce rozmaite,

Albo rzeczy znamienite

Czytam z poetów przesławnych,

Co się działo czasów dawnych:

Jak Jazon do Kolchu płynął,

I męstwem przeważnem słynął,

Gdy złotą owcę smokowi

I córkę uniósł królowi.

Jak Piramus nieszczęśliwy,

Swój wyjąwszy miecz właściwy,

Przebił białe piersi swoje,

I ty, piękna Tyzbe, swoje.

Władysław Łokietek grzeczny

Zaś po nim obran waleczny;

Mężny odpór wszystkim dawał,

I bitwy częste wygrawał;

Krzyżaki nieraz pogromił,

I pychę onych uskromił.

Syna po sobie zostawił,

Którego w cnoty swe wprawił,

Kazimierza walecznego,

Od spraw znacznych nazwanego

Wielkim, który tę koronę

Wziąwszy pod swoję obronę,

Ozdobił skarby wielkiemi,

I ochędostwy takiemi.

On prawa nadał, wolności,

Rycerstwu za ich dzielności,

On miast tak wiele zbudował,

I kościoły pomurował,

I zamków siła obronnych

Dla nieprzyjaciół postronnych.

Teraz miła, której moje

Serce dało hołdy swoje,

Nimfo słowieńska wstydliwa,

Nade wszystkie urodziwa,

Nie gardź moją wsią ubogą,

Nawiedź twoją piękną nogą

Gęste lasy, śliczne sady;

Będąć ściany moje rady,

I dom z drzewa budowany,

I mój chłodnik przeplatany.

Półmisków nie mam bogatych:

Śliw a kasztanów kosmatych

Włożę przed osobę twoję,

A przytem wszystkę chęć moję.

Orzechy, jabłka, jagody,

I lipienie z bystrej wody.

Melon słodki, grono wina,

Leśne rydze i malina,

Gruszki, brzoskwinie ogrodne,

Mleko świeże, piwo chłodne,

I co jedno wieś uboga

Rodzi, Amarylli droga!

Tem czcić będę usta twoje,

I uderzę w struny moje.

Nie gardź chłodnikiem chrościanym,

Gęstą lipą przyodzianym.

Pościelić nie mam kosztownych,

Ni ziółek prze cię wydwornych.

Namiot, gałązki lipowe,

Albo liście jaworowe.

Materac, trawa zielona,

Wonnym kwieciem ozdobiona.

Na takich piękna Enona,

W frygijskich lesiech wsławiona,

Pod drzewy odpoczywała,

W chróścianej budzie legała,

Nic się tego nie wstydziła,

Choć boginią leśną była.

Idy wierzch wdzięcznej wysoki

I Xantus pomni głęboki,

Jakie tam rozkoszy miała,

Choć w budownych nie siadała

Pałacach, jedno w chróścianym

Chłodniku, lipą odzianym.

Bym jechał i w cudze strony,

Lub gdzie Murzyn opalony,

Lub gdzie mieszka Persa srogi,

Gdzie Charybda czyni trwogi,

I bym pod moskiewskie grody

Jechał, i północne wody

Koń mój pił z Dzisny głębokiej,

Albo bym też po szerokiej

Dunaja wodzie żeglował,

I delfiny upatrował

Na morzu, w łodzi ciosanej;

Choćbym też w skale schowanej

Sybille lochy nawiedził,

I świat wszystek w koło zjeździł;

Zawszebym tęsknił po tobie,

I narzekał w sercu sobie:

Gdzieś teraz, ma Nimfo droga,

Tak mi cię fortuna sroga

W te kraje jechać zajrzała,

I tobie służyć nie dała.

By były wasze wnetrzności,

Twarde Alpy, pierwej kości

Me pożarły, albo w swoje

Kloto wrzuciła pokoje,

Niźlim tu jechał w te strony,

Z mą najmilszą rozłączony.

Już ćmy gęste nocy wstają,

Konie się bystre wpuszczają

Słoneczne w głębokie morze:

Już wieczorne widać zorze,

A ja jeszcze śpiewam sobie,

I, ucieszna Nimfo, tobie.

Zamknę i lutnią i oczy,

Póki noc czarna krąg toczy.

Bóg was żegnaj głośne strony,

Sen mię wzywa ulubiony.

Sigue explorando

Por su autor
Andrzej Zbylitowski · 17 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Fortunne lataŻywot szlachcica we wsi →

Expediente

Autor
Andrzej Zbylitowski
Título
Ustępy z poematu „Wieśniak“ Jędrzeja Zbylitowskiego
Lengua
polaco
Época
Barroco
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-ustepy-z-poematu-wiesniak-jedrzeja-zbylitowskieg--andrzej-zbylitowski-711c1e
Cita recomendada
Andrzej Zbylitowski, «Ustępy z poematu „Wieśniak“ Jędrzeja Zbylitowskiego», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-ustepy-z-poematu-wiesniak-jedrzeja-zbylitowskieg--andrzej-zbylitowski-711c1e.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.