Ja jestem tylko ulicznica,
Czarna książeczka herbem mym,
Uszminkowane mam podle lica,
Aby nie straszyć wyglądem złym.
Gdy okna miasta światłem zapłoną,
Stoję oparta o zimny słup.
I za przechodniem moje ramiona
Wysyłam drżąca — ja! żywy trup!
A ten przechodzień za szóstek parę
Ma prawo hańbić — ba, zabić mnie.
A czy wymierzą mu za to karę? —
Gówno! — bo jestem ścierwo złe.
Wszakże jam tylko ulicznicą,
Legitymuję się książką tą!
A gdy latarnie blaskiem zaświecą,
Spadam na miasto zarazy ćmą.
Dziewczynką małą już na ulicy
Rozwlokły mnie chłopaki złe,
I wtedy miano ulicznicy
Do dziecka skroni przylepło się.
Łżą gdzieś, że dzieci od złego strzeże
Jakiś przejrzysty anioł-stróż,
A mnie po krzakach pjani żołnierze
Młodą dziewczyną hańbili już.
Więc dzisiaj jestem ulicznicą,
Dawno mi dano z rozpustą ślub,
Oddech mój wionie straszną gruźlicą,
A cała jestem pół-zgniły trup!...
A kiedy śmierci przyjdzie godzina,
Szpital mi będzie agonji tłem.
Rzekną — uliczna zdycha dziewczyna,
Co siała zgrozę życiem swem!
Zamiast latarni światło gromnicy
Obleje trupa jasnością swą,
A koleżanki moje z ulicy
Zawyją requiem nad trumną mą.
Lecz jestem dotąd ulicznicą,
A że codziennie muszę jeść,
Pójdę tą śnieżną czarną ulicą,
Aby na miasto zarazę nieść!