CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaTeofil Lenartowicz

Teofil Lenartowicz · Modernismo

Ukraińska bajda

polaco

Miły ojcze, ot ja tobie

Na pociechę torban stroję,

Ulżę tobie, ulżę sobie,

Trochę serce uspokoję,

Bo ci w ustach skrzepły słowa.

I coś piersi ledwie dyszą,

I spuszczona na dół głowa,

I kozackie wąsy wiszą.

I ja nie znam co roskosze,

Całe życie biedę noszę,

Lecz choć nieraz mi zaskórzy,

To ja śmieję się w najlepsze;

Zobaczymy kogo dłużéj,

Zobaczymy które przeprze.

Miałem chatę, hej! pod słomą,

Gdziem się rodził, gdziem się bawił,

Aż tu, ojcze, niewiadomo

Zkądś na stepie czart się zjawił,

Jak wziął kręcić tumanami,

Nieść snopami, rwać dachami,

Tak najpierwéj z mojéj chaty

Porozrzucał snopki, łaty,

Potem w zęby złapał drzewo,

I na prawo i na lewo,

Nuż szamotać wśród wichury,

Pogryzł ściany w drobne wióry.

Miałem konia od czumaka,

Kupił jego za psie grosze.

Czumak sprzedał konia ptaka,

Toż to chodził! widzieć proszę.

Niech daruje pan dobrodziej,

Dziewka w tańcu tak nie chodzi.

Wziął trzy woły na zamianę

Héj, takiego jak bułany

To już ojcze mój kochany

Chyba w niebie tam dostanę.

Zajeździłem konia w drodze

Do dziewczyny, do niewiernéj,

A dziś Boże miłosierny

Z krzywym kijem po wsi chodzę.

Zabrał kożuch żyd psiajucha,

Za kożuchem poszło siodło,

Teraz bieda bez kożucha,

Co się wiodło to się wiodło.

Trudna rada, jednak żyję,

Na pociechę wódkę piję,

Wódkę piję, w torban dzwonię,

Miła sercu dawna nóta,

I z dnia na dzień biedę gonię

Taki oto szałaputa.

Jeszcze tylko torban służy,

O trzech stronach to ladaco,

Reszty kupić niema za co,

Niechaj służy jak najdłużéj,

Bo jedyna to pociecha,

Jak się spojrzę na to drewno.

Jak się do mnie tęskno rzewno,

Torbanisko to uśmiecha,

To mi w piersiach tak przestrono,

Tak stepowy wiatr tam chodzi.

Tak się w duszy coś pogodzi,

Jak tych niebios jasne łono,

Kiedy zorzą nad stepami,

Bożym świtem się rozpłonie,

Kładę palce nad strunami,

I powoli brzęczę, dzwonię,

Aż zagrają dumy w głowie,

Niechże wtedy kto mnie powie:

Że ja Kozak nieszczęśliwy,

Ja szczęśliwy, jak Bóg żywy.

Więc o stepach o swobodzie,

Zawsze pełna myśl i głowa,

I o Lachów tym narodzie,

Co dziś ojcze, ani słowa,

Dużo cierpi i co czeka

Na Anioła czy na człeka.

Pany Lachy wasza dola

Była jeszcze kiedyś gorszą,

Gdy Ostrogski wyszedł w pola

I nuż Moskwę ciąć pod Orszą.

Z nim mołodce by step bujny,

Poruszany tchnieniem sławy,

Był to hetman mądry, czujny,

Godny czapli i buławy.

Głowa harda podgolona.

A wąs ojcze na ramiona,

Zawsze ręka z szablą razem,

Jak żelazo ze żelazem.

Gdy się modli bierze skrucha,

Kiedy mówi czuj duch słucha.

Kto nie zaznał co niewola,

Ten nie z chęcią idzie w pola,

Lecz Konstanty znał się na tem,

Więc nie gadał Moskal bratem.

Hej jak orzeł za szczeblami,

Tak on siedział za kratami,

Kajdanami obrączkami,

Poprzerzynał białe nogi,

Żelaznemi naręczniami

Skrwawił ręce, Boże drogi —

W ciemnéj jamie na rogoży,

Czy noc chmurna, czy dzień Boży,

Kto się dowie — ot swoboda,

Słup i łańcuch, chleb i woda...

I tak byłby zmarniał może

Wysiadując tę niewolę,

Gdyby nie był się w sokolę

Zmienił postać i nad mury,

Nie wyleciał ponad chmury,

Na ojczyste Zaporoże.

Wtedy kozak jak ja oto

Siedział piejąc dumkę złotą,

A koń przy nim szczypał trawę,

Jedną razą kiedy łzawe

Zwróci oczy, aż tu z góry

Leci sokół szparkopióry,

Leci, leci i upada;

Ha no tak nasz brat zagada:

— Héj ty ptaku z któréj strony,

Czy daleka twoja droga?

Co tam robi uwięziony

Utęschniony kniaź z Ostroga.

Na to sokół: — Bracie miły,

Przedzierzgnął się w ptasią postać,

I tak leciał co miał siły

Byle się na stepy dostać,

I przyleciał w Zaporoże

Szarpać ścierwo, pić krew wroga,

— Na koń bracia w imie Boże.

Ja — to jestem kniaź z Ostroga. —

I przemienił się w hetmana

W kozackiego atamana.

Ah! tak zaraz sto kureni

Konno, zbrojno wystąpiło,

A co potem ojcze było,

Jeszcze dziś się step czerwieni

Jak się szable rozmachały,

Jak się spisy rozigrały.

Przeklętemu Moskalowi

Upuściłże krwi niemało,

Niewiedzieli zkąd Dnieprowi,

Zkąd Prypeci przybywało,

Czarnéj wody — woda czarna,

Woda czarna — to krew marna.

Jaka dusza, och! jedyna,

Było, weźmie żupan suty,

Pas ze złota krasne buty,

To się śmieje — héj! Dubyna

Ty lackiego widzisz pana,

Nie kozaków atamana.

— Prawda, panie,... a gdzie smoła?

I z pięknego jak anioła

Czarny djabeł, ojciec drogi,

Kapią smołą ręce, nogi.

Taki miły ot brat wierny,

Ach! ty Boże miłosierny.

A w Stambule w Trabizondzie

Sułtanowi jak podkadził,

Wszystkie dziewki mu poczadził.

Płomień straszny jak na sądzie

Ostatecznym, sułtan kłania,

A on jego wziął za ucho,

Niechcę twego przepraszania,

A nie ujdziesz mi na sucho.

Dosyć tobie w świecie broić,

Trzeba ciebie uspokoić. —

To się sułtan kłania, prosi,

Co ma tylko wszystko znosi,

Srebro, złoto, atłas biały,

— Nic nie nada weź ty sobie,

Na co nam się srebra zdały,

Ja atłasem nie ozdobię

Mojéj duszy — to znów błaga,

Ale wszystko nie pomaga.

Aż dopiero na talmudzie

Jak poprzysięgał, że nie ruszy

Chrześcijańskiéj żadnéj duszy,

Tak dopiero nasi ludzie

Odstąpili — dziękuj Bogu,

A znaj kniazia na Ostrogu

Jak postarzał że z świetlicy

Nie mógł na swiat wiele chodzić,

By tęsknotę ułagodzić,

Kazał sobie przy łożnicy

Na torbanie codzień grywać

I kozackie dumy śpiewać,

Więc jak nieraz się zasłucha,

Siedzi martwy jak bez ducha,

Ręce na pierś założone

Tylko usta uśmiechnione,

Tylko wąs się czasem ruszy,

Kiedy mu tam coś do duszy

Jakoś więcéj przemówiło,

To się oko roziskrzyło,

I odetchnął jakby zdrowe

Pił powietrze to stepowe.

Gdy usłyszał rżenie koni,

To leżący hetman stary

Wyschłą ręką macał broni,

Na Moskali na Tatary.

I tak oto miły panie

Skończył hetman przy torbanie

Sławny człowiek.

To ja nieraz

Kiedy dziad pod cerkwią siedział,

Były grosze, nie jak teraz

To i dałem by powiedział:

Téj Przecystéj temu Zbawcy

Jaka bieda w Ukrainie,

Toj szepnąłem, kędy sprawcy,

A dziad siwą głową skinie,

Więc jak z Bogiem się rozgada

To mu z oczu łza upada.

Bo to mówią, że Piotr święty

Póty nieba nie odkryje,

Aż człek łzami się obmyje,

Aż to wszystko co przeklęty

Czart narzuca, nie oczyści

Wszystkich grzechów, nienawiści.

Czy widzicie? gwiazda złota

Co świeciła ojcom starym,

Oto wznosi się nad jarem

I niebieskie światło miota

Na jeziora srebro — płynne

I na szereg mogił w dali,

Kędy leżą ojce słynne

Pogrzebane w zdartéj stali.

Może kniaź z Ostroga stanie,

Na najwyższym tym kurhanie

I zawoła: — Héj, za bronie!

Ostrzyć szable, siodłać konie,

Że aż w niebie Bóg usłyszy,

Hura! naszych towarzyszy.

Ja nic nie mam a coś czuję,

Że się z światem poprobuję,

Stracił siodło, kożuch, konia,

Pogardziła harda donia,

Nie ma maty, ani chaty,

Ukraina moja maty,

Puszczaj czortu piosnka dzwoni,

Na dobranoc mojéj doni.

Kiedy stepem w nocną ciszę

Kozak w siodle się kołysze,

A koń wrony pod nim prycha,

Uciekają wszystkie licha

I kryją się w owéj porze,

Jak tumany na jeziorze,

Kiedy słońce spojrzy na dno,

Tak zaginą i przepadną.

Jak to dzikich gęsi granie,

Co to lecą nad stepami,

I przelecą i czasami,

Słychać tylko ich gęganie.

Czy słyszycie? z mokréj łąki

Żóraw trąbi jak trębacze,

A jak dziewka bóbr gdzieś płacze,

Jak dobosze bębnią bąki.

To się oto człeku zdawa,

Że Ostrogski z mogił wstawa,

Przed nim idzie Wernyhora,

I z wieczora do wieczora

Bębni palcem po torbanie.

Héj! na stepy atamanie,

Proporcowy Anioł złoty

Długoskrzydły, co mu loty

Pan Bóg związał, znowu wzleci,

I stepowe ruszy dzieci,

I odbije w wojnie krwawéj,

Słodkie czasy staréj sławy.

Miły ojcze, ja tak wierzę

Moskwę będziem rznąć i palić,

A na starość w Monasterze

Za to wszystko Boga chwalić.

Wy będziecie popem jakim,

A ja przy was będę djakiem.

Niech Przeczysta dopomaga,

Niech za nami Chrysta błaga,

A Kozacy pieszo, boso,

Taką świecę jéj zaniosą,

Ze szczerego wosku laną,

Jakiéj jeszcze nie widziano.

Step szeroki, Dniepru woda,

Szabla gładka i swoboda,

I dla konia pasza wszędzie,

I dla człeka dobre słowo,

Nie wstrząsajcie ojcze głową,

Kiedyś-to tak będzie! —

Sigue explorando

Por su autor
Teofil Lenartowicz · 130 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Łukasz Wukałowicz i Omer PaszaUnija litewska →

Expediente

Autor
Teofil Lenartowicz
Título
Ukraińska bajda
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-ukrainska-bajda--teofil-lenartowicz-79c42f
Cita recomendada
Teofil Lenartowicz, «Ukraińska bajda», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-ukrainska-bajda--teofil-lenartowicz-79c42f.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.