CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaZygmunt Krasiński

Zygmunt Krasiński · Romanticismo

Ułamek naśladowany z glossy św. Teresy

polaco

Przed życiem czuję — nie przed śmiercią — trwogę —

Bo takie światy widzę tam przed sobą,

Że mi ten ziemski, grobową żałobą

I tem umieram — że umrzeć nie mogę!

Umrzeć lub cierpieć! — a cierpieć bez miary!

Bo mnie się z Tobą trza zlać w Twojem Niebie,

Lub gdy nie można — żyć w piekle dla Ciebie!

Ślij mi więc męki jak niebieskie dary!

Im sroższe będą, tem mi więcej błogie —

Ja przed pokojem tylko czuję trwogę

I tem umieram, że umrzeć nie mogę!

Jedynej ulgi na moje męczarnie,

— A jedna tylko i śmierć się nazywa —

Śmierci dać sobie nie zdołam bezkarnie!

O bardzom, Panie, bardzom nieszczęśliwa!

Tę jedną szczęścia Tyś zamknął mi drogę

I tem umieram, że umrzeć nie mogę!

Czasem Cię tylko widuję w widzeniu,

Lecz Ty nie raczysz długo ze mną zostać,

Wnet niknie Bożo­‑człowiecza Twa postać

I w gorszeni jeszcze konam znicestwieniu!

— Przed chwilą byłam w wieczności rozlana —

— Nikt nie rozeznałby sługi od Pana —

Ty, Bóg, Ty dla mnie stawałeś się mały,

A ze mnie małej wyrastał Bóg cały!

Tyś się zamykał w mem sercu jak w grobie —

— Jam się jak bezmiar szerzyła ku Tobie!

Przez nieskończonej łaski zezwolenie

Stwórca przechodził na chwilę w stworzenie —

Stworzenie w Stwórcę, przez jedno westchnienie.

Mnie już tak było jakby po pogrzebie —

Bez ciała byłam na ziemi i Niebie.

Na wieki z Tobą — przy Tobie — u Ciebie!

W twarz Ci patrzałam — ale nie oczyma —

Bo na to wzroku ócz śmiertelnych nie ma.

Głos Twój słyszałam — lecz nie ziemskim słuchem —

Wszystkom widziała i słyszała — duchem! —

A jednak, Panie, Tyś jaśniał przedemną

Jakby słońc słońce, w którem kształt człowieka!

Ach! światło dzienne nocą wiecznie ciemną

Przy tym promieniu, co z twych skroni ścieka.

— Choć nie cielesny — widomszy niż ciało —

I słowo każde, co z ust Twych spływało

Dźwiękiem dźwięczniejszym, niż dźwięk ssan przez uszy,

Niebrzmiące, brzmiało jak pieśń w mojej duszy!

I byłam z Tobą — oglądałam Ciebie —

Nie ukrytego w przenajświętszym Chlebie,

Nie tajonego przesłonami cudu —

Lecz jakim bywasz wśród Aniołów ludu,

Tam, gdzie nad światem królujesz z Świętymi!

Takim Cię — takim — tu miałam, na ziemi!

— Lepiej od Świętych widziałam Cię, Panie!

Bo silniej kocham, goręcej niż Oni!

— Już w domu wiecznym Tyś dał im mieszkanie —

A ja gdzie mieszkam? — co mnie strzeże, broni?

Gdy mnie porzucasz, zostaję w rozpaczy —

Lecz ból i rozpacz, cóż to dla mnie znaczy?

Im bardziej tęsknię, tem kocham goręcej,

Im więcej męki, tem miłości więcej,

W tem piekle Bożem Bożego kochania,

Gdzie Twa obecność mnie nawet rozrania —

Bo chwilą później Tyś znowu daleki,

I nim powracasz, upływają wieki

Bez Boga mego — a z Boga wspomnieniem

Leżę na ziemi grobowym kamieniem —

A pod tym głazem mej niewzruszoności

Smutek przejada do szpiku me kości!

Żądam bez miary — miłuję bez granic —

Miłość i żądza nie zdały się na nic —

Zmienionam cała w jedno upragnienie,

Lecz Twojej woli w tych chwilach nie zmienię!

Pan nieśmiertelny nie zstąpi do sługi,

Aż kiedyś — kiedyś — znowu po raz drugi!

I mimo Twoją, o Ty mój, przestrogę

Ja tem umieram, że umrzeć nie mogę!

Albo Ty myślisz, o Ty wiecznie żywy,

Że Ciebie kocham za przyszłe nadgrody,

Za obiecane w królestwie twem gody,

Zapalmy — harfy — i cuda — i dziwy —

Za jakąkolwiekbądź w Niebie zapłatę,

Którąbyś spłacił mi dni mych utratę?

Ja kocham Ciebie — żeś był nieszczęśliwy!

Że przebolałeś tu wszystko co boli,

Że zniosłeś wszystko co tylko poniża,

Ty Bóg, w kajdanach cielesnej niewoli,

Ty Bóg, przez katów prowadzon do Krzyża!

Ja Ciebie kocham — że Cię o tej chwili

Niebo odbiegło — i ludzie zdradzili!

Ja Ciebie kocham — żeś był przymuszony

Wołać do Ojca: „O jam opuszczony“

Ja Ciebie kocham, za Twoje konanie

I za śmierć więcej niż za zmartwychwstanie!

Bo mi się zdaje, że Ty Zmartwychwstały

Nie tyle biednej potrzebujesz sługi: —

Już wtedy służy Ci twój wszechświat cały —

Stopą powietrzne przelatujesz smugi! —

Lecz kiedy konasz, mnie się wiecznie zdaje,

Że wracam duchem w widziane już kraje,

Że oglądałam już wprzódy to wzgórze

I krzyż ten zbroczon w krwi Twojej purpurze!

Że Magdalena, ta święta, Twa miła,

Co tam tak jęczy — to ja chyba była!

Bo w sercu mojem jej serce mi płacze,

Bo drżą mi w oczach wszystkie łzy jej oka,

I rozpacz moja, tak straszna — głęboka —

Że być nie mogą dwie takie rozpacze!

Nie — ona Ciebie więcej nie kochała —

Ja wiem, że Ona wielka, a ja mała,

Bom mniej czynami Tobie zasłużona —

Lecz więcej Ciebie nie kochała ona!

Jakżeż to będzie, mój Panie, mój Boże?

Jakżeż rozdzielić sądem Salomona

Tę jedną miłość, między te dwa łona?

— Bo dwóch miłości być takich nie może!

— Nie — Ciebie więcej nie kochała ona!

Raz tylko w życiu na golgockim pyle

Leżała w płaczu, krwią twoją zroszona —

Raz jeden tylko — a ja razy tyle! —

Bo co noc prawie dla mnie się odtwarza

Kalwaryjskiego przytomność cmentarza

I z po za wieków upłynionych tyła

Wraca ta do mnie zobecniona chwila,

W której wśród Niebios i ziemi zaćmienia

£marł Wszechstworzyciel w obec wszechstworzenia!

Aż padnie z zorzą pierwszy promień dzienny

Widuję w celi tej krzyż Twój męczenny

I na tem drzewie oglądam Twe ciało

Ostatkiem światła jeszcze tlące biało,

Gdy wszystko w okół, jak w grobie, sczerniało

Ty i ja, Panie — nikt więcej — my sami —

Tak bliscy siebie — a tak rozdzieleni —

Bo ja tu w dole pod Twemi stopami

A Ty nademną, w tej strasznej przestrzeni,

Do kłód tych z cedru przybity gwoździami!

Z razu ja klęczę w milczeniu — a cała

Drgająca ciałem od mąk Twego ciała —

Kolcują w skroniach mi kolce Twych skroni,

Rwą mnie w mych dłoniach żelesca Twych dłoni —

W boku mnie szarpie, boku Twego rana —

I choć tum w dole, takem z Tobą zlana,

Żem z Tobą w górze tam ukrzyżowana!

Sigue explorando

Por su autor
Zygmunt Krasiński · 37 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← To miasto wiecznym, w tych grobach jest życie...Weź ten prosty krzyż biały... →

Expediente

Autor
Zygmunt Krasiński
Título
Ułamek naśladowany z glossy św. Teresy
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-uamek-nasladowany-z-glossy-sw-teresy--zygmunt-krasinski-fe232a
Cita recomendada
Zygmunt Krasiński, «Ułamek naśladowany z glossy św. Teresy», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-uamek-nasladowany-z-glossy-sw-teresy--zygmunt-krasinski-fe232a.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.