CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Twórcy sceny polskiej

polaco

XV.

TWÓRCY SCENY POLSKIEJ.

W nasze przybytki wtargnął wróg. Na burze,

Na szalejące wypędził nas gromy:

I ród, co ongi zwykł chadzać w purpurze

I na swem czole nosił znak widomy

Królewskiej siły, zmienił się w nędzarzy

Zastęp żebraczy, obdarty i chromy,

Z śladem boleści na zbiedzonej twarzy

I z piętnem wstydu, który ogniem parzy.

I, mając czarne nad sobą niebiosy

I w nawałnicy snać nie widząc drogi,

Tłum ten na polu stanął, gdzie się kłosy

Ongi złociły, a dzisiaj odłogi

Bezpłodem świecą: Na łanie, kopyty

Końskiemi zdartym, trząsł się, jak te głogi,

W deszczach jesiennych, albo stał, jak wryty,

Oczy wlepiając w pomrok nieprzebyty.

A coraz groźniej szalał wichr: na głowie

Włos tym nędzarzom rozwiewał, łachmany

Targał na ciele skulonem, w pustkowie

Jęk ich zanosił, zimnem jątrzył rany

Niezakrzepnięte; straszliwej muzyce

Gromów wtórując, każdy wypłakany

Żal witał świstem; czerwieniąc źrenice,

Z każdej łzy szydził, gdy spadła na lice.

I już się zdało, że niema zbawienia,

Że lada chwila zgaśnie wszystko życie,

A tylko hańba w długie pokolenia

Będzie świadczyła o minionym bycie.

Już się zdawało, że w tej nocy ciemnéj,

Gdzie szukać światła na pochmurnym szczycie

Za trud i śmieszny miano i daremny,

Nie upadł naród wielki, lecz nikczemny.

Ale Duch Boży, to w światów ogromie

Skryte nasienie, z którego się rodzi

Wszelakie dobro; ten Duch, co widomie

Nieraz pomiędzy tłum wzgardzonych schodzi

I tam, gdzie słabość i rozpacz się szerzy,

Nagle zastępy olbrzymów wywodzi,

Mścicieli krzywdy, światłości rycerzy,

Huf, wielką wiarą i nadzieją świeży —

Ten Duch, przed którym samolubne karły

I gnębiciele ze strachu dygocą,

W chwili, gdy świat już zdawał się umarły,

Spłynął na nędznych; swoją zbawczą mocą

Do góry podniósł pochylone głowy,

W oczach, boleści przysłoniętych nocą,

W łzie pływających, żar wznieciwszy nowy,

Ukazał życie, gdzie był grób gotowy.

I jak te kości, na wieszczbę potężną

Ezechiela z mogił powstające,

Tak, zmartwychwstawszy, szli jedni orężne

Poczynać walki i krwi swej gorące

Lali strumienie, dzierżąc miecz, dopóki

Dłoń nie zastygła, a drudzy nad lśniące

Kordy, nad armat piorunowe huki

Wznieśli do góry sztandar polskiej sztuki.

I ci i tamci jednakowej treści

Pierś mieli pełną, pragnęli do chwały

Podnieść promiennej to, co wśród boleści

I pośród mroków w błoto podeptały

Zbrodnicze stopy; jednaki się wije

Laur u ich skroni; tych i tamtych cały

Trud miał pokazać, że, lubo mu szyje

W łańcuch zamknięto, lud zgnębiony żyje!

I tak od wieku, który w swe odmęty

Nieprzeliczone wciąż wchłania ofiary

Ze serc i mózgów, z ciał i dusz, ze świętéj

Zapałów iskry, z płomienistej wiary

I z łez rozpaczy — od wieku, co dzieła

Wszczął nieśmiertelne, swe wielkie sztandary

I tych i tamtych silna dłoń rozpięła,

................

I tak się działo w tej stuletniej dobie,

Że w hasłach jednych był zaród żywota

Drugich: wieszcz podniósł wielki głos na grobie,

A, jak z pod ziemi, wojowników rota

Naraz wstawała: zaś gdy ci w pogoni

Krwawej upadli, gdy nadziei złota

Skra zgasła z nimi, na ojczystej błoni

Siali znów życie wieszcze, histrioni...

I histrioni!... Patrzcie, jak ich wargi

Roznoszą dźwięki naszej pieśni polskiej,

Pełnej radości i posępnej skargi,

Ognia zapału, wiary apostolskiej,

Łaski i klątwy! Patrzajcie! jak płynie

Rozgrany burzą głos harfy eolskiej,

Tak oni nieraz w nawałnic godzinie

Nieśli hymn zbawczy po śmierci krainie.

Patrzcie ich rodzic, gdy wszystkie narodu

Strącono bóstwa, największej świętości,

Pieśni rodzimej, wzniósł kościół! W zawodu

Strasznym zamęcie, kiedy rozpacz w gości

Przybyła do nas, gdy ugięto głowy

Z żalu nad stratą tylu drogich włości,

On nam wskazywał, że w burzy gromowéj

Został nietknięty skarb ojczystej mowy.

To też dopóki wrogi los nie złamie

Ostatniej naszych przybytków kolumny,

Dopóki życia nieśmiertelne znamię,

Nasz język święty, nie zejdzie do trumny,

Póki dźwięk jego będzie wieszczył brzaski

Nowego jutra, potem wielbił dumny

Dzień ów słonecznej wybawienia łaski,

Póty żyć będzie histrio — Bogusławski!

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Trzeba nam wiaryTyle kwiatów opada zawcześnie →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Twórcy sceny polskiej
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-tworcy-sceny-polskiej--jan-kasprowicz-6bb1f3
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Twórcy sceny polskiej», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-tworcy-sceny-polskiej--jan-kasprowicz-6bb1f3.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.