CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Mickiewicz

Adam Mickiewicz · Romanticismo

Tukaj Ballada II

polaco

II.

Ja mam, ja mam przyjaciela!

Konający Tukaj woła;

Wraz uchodzi bladość z czoła,

Jskrą zdrowia oko strzela,

Tukaj wydarty mogile,

Wstaje: dziwią się doktory;

Wstaje, chodzi o swéj sile,

Jakby nigdy nie był chory.

A wtém na poduszce z boku,

Ujrzy z wolej skóry karty,

Gdzie tajemnice wyroku,

Przeklęte spisały czarty.

Tukaj s ciekawością chwyta,

Siada, podparł się, i czyta:

„Kiedy miesiąc na młodziku,

Jdź za górę do gaiku,

Znajdziesz kamień, s pod kamienia,

Białego urwij korzenia.

Kiedy będziesz bliski śmierci,

Każ ciało posiec na cwierci.

W wodzie zgotować korzonki,

Pocięte namaścić członki,

Znowu się duch z ciałem zrośnie,

W młodociannéj wstaniesz wiosnie,

I możesz skutkiem tych leków,

Umiérać, wstawać, wiek wieków.”

Daléj tam były przestrogi,

Jak siekać głowę, jak nogi;

W jakiéj wodzie smażyć trunek,

Po jakiéj brać zioła szczypcie,

Ale na końcu w postskrypcie,

Taki dodano warunek:

„Jeśli użyty któś drugi,

Do namaszczalnéj posługi,

Zwiedzion przez nasze fortele,

Innemu pokaże ziele;

Lub w oznaczonéj godzinie,

Twego ciała nie namaści;

Wtenczas skutek zioła zginie,

Wtenczas piekło czeka waści.

Jeśli na to się ośmielisz,

Dla znaku że zaszła zgoda,

Nasz poseł Mefistofelisz,

Do wymiany traktat poda.

Ostrzegliśmy o fortelach,

Strzeż się; potém próżny kweres.

Dan w Erebie, w szabas rano,

Własną ręką podpisano;

Tak ma stać się: Lucyferes.

A za zgodność: Hadramelach.”

Tukaj trochę się zagniéwał,

Warunku się nie spodziéwał;

Brodę na ręku podpiéra,

Potarł czoło, skrzywił nosa,

Na kontrakt spojrzał z ukosa;

Tabaczki dwa razy zażył,

To na ziemię spuszcza oczy,

To po stolowaniu toczy.

Wziął pargamin, w ręku zważył;

Znowu nań zézem poziéra,

Znowu czytał i odczytał,

Znowu zważył, znowu zmierzył,

Kułakiem o stoł uderzył,

Westchnął, mruczał, zębem zgrzytał;

Ręce nad czoło zakłada,

Skoczył raptem i w zapędzie,

Machnął ręką: niech tak będzie!

Znowu umilkł, znowu siada;

Znowu myśli, znowu wstaje;

Znowu chodzi, znowu siada,

Niech go za to nikt nie łaie.

Bo z diabłami rzecz nie lada.

Myśli: albo wieczne życie,

Albo wiecznie diabłu dusza.

Nic nie mówi, myśli skrycie,

Tylko troche wargą rusza.

Nadszedł już czas odpowiedzi,

Tukaj oddala się s tłumu,

I do pracowni rozumu,

Zamknąwszy się jeden siedzi.

I tam swój traktat raz jeszcze

Nim stępel przyjęcia zyska,

W surowéj uwagi kleszcze

Bierze i porządnie ściska.

Tam myśl rozmaita ścieka,

W jedne podobieństwa tygle,

Tam jednę myśl niedoscigle,

Różnicy nożykiem sieka,

Sieka, topi, nakształt wosku,

Aż wycisnął extrakt wniosku.

Obejrżawszy wniosek ściśle,

Tak rzekł, po długim namyśle:

„Jakieżkolwiek te fortele,

O których słyszałem zgóry,

Czy ich nie wiele, czy wiele;

Trojakiéj będą natury.

Chcąc kogo przywieść do zdrady,

Trzeba siły, albo rady;

Albo podarunkiem skusić,

Albo strwozyć, albo zmusić.

Toż samo krótszémi słowy,

Będzie syllogizm takowy:

Trojaka do zguby droga,

Ciekawość, łakomstwo, trwoga:

Więc kto w tym trojakim względzie

Twardéj nie ulegnie probie;

Takiemu już można będzie

Ufać, jak samemu sobie.”

Tukaj kontent z wynalazku,

Szuka atramentu, piasku,

Idzie kryślić pismo grzechu;

Ale idzie bez pospiechu.

Już ciemno, pisać nie wcześnie,

W atramencie jakieś pleśnie;

Dwie swiéce musiał zapalać,

I dwa kałamarze nalać.

Cóś mu zabolało w łokciu;

Wziął pióro, na piórze włosek,

I bardzo spisany nosek;

Otrząsł, przyciął na paznogciu

Po długim względzie, rozględzie,

Wreszcie pisze: niech tak będzie.

Chciał dołożyć i nazwisko,

Lecz nim pierwsze T napisał,

Myślał półgodziny blisko,

Głową i piórem kołysał,

I nic więcéj nienapisał;

Tylko do pierwszéj litery,

Dodał małe kropki.... cztery.

Gdy już napisano widzi,

Jeszcze patrzy, jeszcze bada;

Niechaj z tego nikt nieszydzi,

Bo z diabłami rzecz nie lada.

Lecz jakże się musiał zdumieć,

Gdy głoska B, w słowie Będzie,

Zaczęła brzęczeć i szumieć,

I wzdymać wszystkie krawędzie.

Kręci się, beczy, podrasta

Jak na drożdzach kawał ciasta,

Dolna litery połowa

Wykurcza się w brzuch i żebra,

U zwierzchniéj wypukła głowa,

Na kształt ogromnego cebra.

Szyjka jak u osy wąska,

Nosik orła, bródka kozła,

A z jednéj go strony końska,

Z drugiéj kurza łapka wiozła.

Pogląda okiem wołowém.

Skrzydła na kształt młyńskich wioseł,

Był to djabeł jedném słowem,

Był to Mefistofel poseł.

Jeszcze Tukaj nie mógł wiedziéć;

Czy żegnać, czy prosić siedziéć;

Kiedy przyskoczył zuchwalec,

Porwał za maleńki palec,

Zasadził nożyk pod skórką;

I umoczył we krwi piórko;

Piórko wścibił, ścisnął w ręku,

Ręką wodzi pomaleńku.

Gdy już U, K, A, J, minął

Zrobiło się całkiem Tukaj.

Diabeł świsnął, chychnął, zginął,

Terazże z nim ładu szukaj.

(Dalsze Ballady o Tukaju w następnych tomikach.)

Sigue explorando

Por su autor
Adam Mickiewicz · 173 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Trzeci ułamek z improwizacyiUłamek z improwizacyi →

Expediente

Autor
Adam Mickiewicz
Título
Tukaj Ballada II
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-tukaj-ballada-ii--adam-mickiewicz-d79462
Cita recomendada
Adam Mickiewicz, «Tukaj Ballada II», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-tukaj-ballada-ii--adam-mickiewicz-d79462.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.