CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJacek Idzi Przybylski

Jacek Idzi Przybylski · Romanticismo

Teogonia

polaco

Kogo córy wielkiego Zeusa uczcić raczą

Z boskich chowanków, królów, skoro go zobaczą

Na świat przychodzącego, wraz jemu najwcześniej

Wylewają na język dary słodkiej Pieśni.

Z jego ust pełny strumień słów łagodnych płynie,

On zwróci na się oczy wszystkich ludzi w gminie,

On w spraw sądzeniu prawdę od fałszu rozróżni,

Prędko umorzy kłótnie, mówiąc najostróżniéj

Przeto też najmędrszymi są królowie owi,

Co skrzywdzonemu prawa wracają ludowi.

Szczęśliwy i bezpieczen bywa król takowy,

Przystępny, mówi wszystkim uprzejmemi słowy;

A gdy idzie przez miasto, rzesza ludu mnoga,

Z chętnem uszanowaniem wielbi go jak boga;

On zaś przewyższa wszystkie stany zgromadzone

Wznioślejszy przez duszę, niźli przez koronę.

....................

Kogo kochają Muzy, ten już jest poetą;

Słodki głos z warg mu płynie słuchany z zaletą.

Bo gdy się kto zasmuci ciężko utroskany,

Ból w sercu cierpiąc z świeżo zadanej mu rany;

Niech poeta, ofiarnik Muz pamiętne dzieje

Z winną pochwałą ludzi starożytnych pieje,

Albo szczęśliwych bogów hymnem wielbić pocznie,

Co z Olimpu świat cały sprawują widocznie:

Wraz tamten w niepamięci topi swe kłopoty,

Zapomina do szczętu bólu i zgryzoty;

Bo ten jest nieśmiertelnych bogiń dar, iż skoro

Słucha pieśni, wraz wszystko złe od niego biorą.

Obłudne wpośród mężów śmiertelnych kobiety,

Nie pociechy w ubóstwie, lecz zbytku podniety!

A jak pszczoły szerszeniów w pokryte pszczelniki

Pochowawszy, złych robót karmią uczestniki,

Same aż do zachodu słońca przez dni całe

Śpieszno robiąc i plastry układając białe;

Szerszenie zaś, co wewnątrz pszczelników wstają,

Miody cudzej roboty do żołądków tkają:

Tak równe złe śmiertelni męże od Jowisza

Wzięli — kobietę — przykrych robót towarzysza...

Szczęśliwy, komu dobre śluby są zdarzone,

Iż pojął i wstydliwą i roztropną żonę!

Dlatego złe od wieków dobremu zrównywa.

Lecz jak dola owego bardzo nieszczęśliwa,

Co mu się złego rodu niewiasta dostanie,

Żyje, karmiąc w wnętrznościach wieczne utroskanie.

Tysiąc kłopotów myśl mu i serce kaleczy,

A jego złego żadne lekarstwo nie zleczy...

Codzień się stron obydwóch pasowały siły.

Więcej niż przez lat dziesięć bitwy się toczyły.

Nie było widać żadnej w pokłóconych zgody,

Ni się kończyły jednym i drugim zawody,

A zawsze się jednaki koniec wojny jawił.

Lecz gdy im Jowisz wszystko dogodnie zastawił:

Nektar i ambrozyją, czem bogowie sami

Żyją, z porosłemi się uczują sercami.

Rzekł zaś bogów i ludzi Ojciec słowom takiem

Do sytych ambrozyi i nektaru smakiem:

„Słuchajcie mnie, cne dzieci Urana i Ziemi!

„Niech się wam dziś otworzę z myślami mojemi!

„Już jedni przeciw drugim walcząc ostro wzajem

„Codziennie o królestwo cios sobie zadajem.

„Chcą królować Kronidzi, chcą bogi — Tytany,

„Dotąd zaś i wy i my nie mamy wygranej.

„Lecz których siła wielka i niezwyciężona.

„Wy pokażcie na wojnie Tytanom ramiona.

„Pamiętni przyjacielskiej usługi, jeżeli

„Czujecie, jak niedawno wieleście cierpieli,

„Z jakiegoście więzienia do światła wrócili,

„Bośmy was naszą radą z ciemności dobyli“.

Tak rzekł: jemu zaś Kottos ogromny odpowie:

„Szczęśliwy! to, co wiemy, wspominasz w twej mowie.

„Znamy to, że celujesz między bogów tłumem

„Sercem odważnem i że celujesz rozumem,

„Potężny Nieśmiertelnych skrzywdzonych mścicielu!

„Ty ich od klęsk okropnych ocaliłeś wielu.

„I my sami winniśmy twojej roztropności,

„Że znów wyrwani z przykrych więzów i ciemności,

„Wiele niespodziewanych nieszczęść wycierpiawszy,

„Powracamy, Kronosa synu najłaskawszy!

„Więc teraz, królu! na twej polegając radzie,

„Stałym umysłem ciebie bronić będziem w zwadzie,

„W najmocniejszych utarczkach zwalczymy Tytany,

„Żeby ci rząd najwyższy świata był przyznany“.

Tak rzekł — a wszystkie bogi, plemię, Kronidowe,

Wysłuchawszy Kottosa, pochwaliły mowę.

Wraz wszyscy pożądali spotkać się najjawniej,

Kto mocniejszy, — daleko usilniej, niż dawniej.

Wraz był powszechny pożar wojny obudzony,

Gromadno przeciw sobie wstały obie strony.

Był i kobiet i mężczyzn w dzień ów zapał srogi,

Ruszyli się Kronidzi i Tytany bogi,

Wszyscy, — ruszyli i ci z ramiony silnemi,

Co ich Jowisz z Erebu wydobył z pod ziemi.

A ci byli potężni, bystrzy, srodzy męże,

Mający ręce trwalsze nad wszelkie oręże.

Każdemu razem sto rąk z ramion wyrastało,

I na karku pięćdziesiąt głów razem sterczało.

A ogromnością członków hartownych straszyli.

Tacy przeciw Tytanom wtenczas się stawili!...

A niemniej im groziły i dobrane bronie, —

Bo skałami przesilne uzbroili dłonie.

Tytany z drugiej strony pułki szykowały

Skwapliwie, czyniąc i rąk i sił przekaz śmiały.

Wtedy niezmierna burza morska zaryczała,

Echo głośno po ziemi rozległej huczała —

I szerokie niebiosa gruchem się ozwały,

Chwiał się z podwalinami długi Olimp cały.

Gdy już między bogami przyszło do poswaru,

Straszne wstrząśnienie doszło ciemnego Tartaru,

I szelestny nóg tęten i zmieszane chrzęsty

Nieustanne — i grotów przesilnych mach gęsty,

I szczękliwe pocisków miotania, — a głosy

Śmielących z dwóch stron poszły w gwiaździste niebiosy.

Gdy na siebie z hałasem lecą, — w ową chwilę,

Nie mógł już dłużej Jowisz powściągać się w sile.

Bo rozjątrzony w sercu trząsł się z gniewu cały,

A wszystkie mu się bronie z ręku wydzierały.

Szedł z Nieba i z Olimpu, a ustawnie błyskał —

I z silnej dłoni z grzmotem pioruny wyciskał

Szybko, gęste zaś zewsząd rozpuszczał postrzały,

A wokoło nich święte płomienie latały.

Ryczały zapalone rodzajne równiny,

Trzeszczały ogniem lasu gęstego czupryny.

Na ziemi i na morzu tliły się pożary,

Ogarnęły Tytanów ziemskich ciepłe pary.

Zewsząd się łuny oko rażące zabłysły,

I w boskiem się powietrzu szeroko rozprysły,

A wzroku najbystrzejszej pozbawiał źrenicy

Jary oświt pioruna i mig błyskawicy.

Już pożar i Chaosa niezmiernego ima,

Zdał się uszami słyszeć i widzieć oczyma;

Tak ku sobie czynili niegdyś szybkie skoki.

Z największym rumem Ziemia i Uran wysoki!

Ziemia się rozstąpiła; — a Uran spadł z góry.

Tak rum wydały bogów zaczepne napory!

Pył i kurzawę wzbudził tłum wiatrów wichrzący

I grzmot, i błyskawica, i piorun gorący.

Przeraźliwe Jowisza potężnego groty

Rozniosły w obu stronach wrzawy i łoskoty.

Rozlegał się niezmierny chrzęst strasznego boju,

Wysilało się męstwo harcujących roju.

Nachyliła się bitwa, zaczęły rozżarcie

Pasować się dwie strony przez mocne natarcie.

Dokonali Tytanów bój najznamieniciéj:

Kottos, Bryar i Giges, utarczek niesyci.

Ci z rąk silnych po trzysta głazów wyrzucili,

I prędko pociskami Tytanów zaćmili.

A zwalonych tęgiemi dybami wiązali,

I pod ziemię ich, choć tak mężnych, postrącali.

Tak nizko, jak wysoko jest do nieba z góry.

Bo równe dzielą Tartar od ziemi przestwory.

I z Nieba przez dni dziewięć i nocy kowadło

Lecąc — dziewiątegoby na ziemię upadło,

I znów przez dni i nocy dziewięć, kiedy spadnie

Z ziemi, stanie w Tartarze dziewiątego na dnie.

Mroczny Tartar ma obwód dokoła miedziany,

A u szyi od Nocy trzykroć jest oblany.

Na wierzchu zaś ciężary z korzeńmi wrosłemi

Leżą płonnego morza i rodzajnej ziemi.

Tu w ciemnicach ukryte są bogi — Tytany

Na rozkaz od Jowisza chmurozbiorcy dany.

Skąd wychodzić nie wolno; bo są opasane

Murem, a Posejdon dał w wrotach drzwi miedziane.

Sigue explorando

Por su autor
Jacek Idzi Przybylski · 2 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Listy z Pontu

Expediente

Autor
Jacek Idzi Przybylski
Título
Teogonia
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-teogonia--jacek-idzi-przybylski-91939b
Cita recomendada
Jacek Idzi Przybylski, «Teogonia», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-teogonia--jacek-idzi-przybylski-91939b.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.