CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJerzy Żuławski

Jerzy Żuławski · Modernismo

Tatry we mgłach

polaco

Ku niewidnemu w chmurach krok zwracając słońcu,

Szliśmy przez skał bezdroża, granitów manowce —

Przewodnik, mój towarzysz, trzeci ja — na końcu.

Szałas pośród olbrzymich głazów, co jak owce

Leniwe — skał ponurych obsiadły podnóże,

Malał, topniał i zniknął skryty w mgieł pokrowce.

A my, jak potępieńcy, w gęstej brodząc chmurze,

Szliśmy, chyżo z granitów skacząc na granity,

Przez złomy skał, nad wody czarne — wciąż ku górze.

Czasem we mgle nad nami majaczyły szczyty,

Niby światy nad głową tuż, zda się, zwieszone,

Tam, gdzie zwykle wzrokowi jawią się błękity.

Czasem wody odbiciem gór ciemne, zmącone

Deszczem, jakby olbrzymie gorzkich łez jeziora

Nagle rosły i nikły w dole zostawione.

Oto weszliśmy w paszczę skalnego potwora

I wspinamy się w górę nad turnie i piargi;

Śmierć nas wiedzie, — ląd zniknął w morzu chmur, jak zmora.

I przestrachem nam nieraz zbladłe drgnęły wargi,

Gdy trącony głaz zagrzmiał i czarną gardzielą

Deszcz kamienny się rzucił z wielkiem echem skargi.

A mgły coraz gęściejsze pod nami się ścielą;

Na złomie głazu, zda się, w otchłanie wszechświata

Płyniem nad przedstworzenną mgławych wód topielą.

Wszystko sen był. Ta ziemia barwna i bogata,

Słońce, zieleń i ludzie — wszystko sen był marny

I ułudny. Nic niema, jeno mgła skrzydlata.

Bóg Stworzyciel przyszłemi słońcami ciężarny

Zasnął wczoraj, — sen Jego światłem był. No nowo

Dziś się zbudził, sen-wszechświat w dym się rozwiał parny...

Szedłem, myśląc tak. Nagle tuż nad moją głową

Grzmot zaryczał i głuche ze skał wyrwał dreszcze,

Po niebiosach śmignąwszy wstęgą purpurową.

I na dany znak chmury zlewające deszcze

Rozstąpiły się w górze — a promień słoneczny

Padł na głazy przed nami dżdżem ociekłe jeszcze.

Spojrzałem. Tam, gdzie opar rozwiewał się mleczny,

Błękit był — ponad szczytem. Jeszcze krok — pół kroku:

I na szczycie stoimy w otchłani powietrznej!

Pan Bóg podniósł kurtynę. W skłębionym potoku

Wicher chmury w dal pędzi; pod tęczową bramą

Świat wyłania się z zasłon zdumionemu oku.

Blaski słońca się kładą złotolitą lamą

Po srebrno-szarych szczytach, błękitnych oddalach —

I w perłach stawów grają świetlnych tonów gamą.

Na ostatnich wełnistych mgły ruchliwej falach

Olśniewająca biel się lazurom odśmiecha —

I przepada rozwiana po słonecznych halach.

Tatr kamienna pierś ciszą bajeczną oddecha

I skrzy się w słońcu naga, zimna. Gdzieś przez turnie

Płyną Nieskończoności zamyślone echa.

A tam w dole, w kotliny przepaścistej urnie,

Jakgdyby dym ofiarny, co w niebo ucieka,

Mgła skłębiła się znowu, Tatry ćmiąc powtórnie.

Pereł stawów sznur zgasł już... Oceanem mleka

Mgła na doły się leje... Wznosi się, wydyma...

Regli sięga — — Stanęła bez ruchu i czeka...

Morze zewsząd! A z morza strasznemi oczyma

Patrzy na nas cierpliwa kochanka otchłani:

Śmierć — i łono swe chłodne w pogotowiu trzyma...

Na skalnym zrębie w blaskach słonecznych skąpani

Słyszeliśmy krok cichy tej tajemnej mary,

Co się ku nam skradała w mgle, jak żbik, po grani.

Obłok wlókł się jej śladem, jak rąbek symary,

Darł się o skały, czepiał kosówek gałęzi

I wiał z podmuchem wiatru nad przepastne jary. —

I szedł opar białawy z pomroczej cigęzi

Ku niebu, strojąc słońce w różnobarwne nimby,

Co drżało, jak sylf złoty w pajęczej uwięzi,

W głąb się nieb przed tumanem mgieł chcąc cofnąć, nimby

Na nie straszne swe skręty zarzucił polipie,

Co objęły już w uścisk swój skały i limby.

I tak drżące się płoni i opale sypie

Świetnym gradem na zimne, martwe głazów stoki,

Snując przędzę złocistą po mgłach, mchu i skrzypie.

Oto wicher się zerwał i ponad obłoki,

Nad chmur morze jął pędzić nasz ostrów z granitu,

Jak łódź lekką, co pianą ma zbryzgane boki...

I znów płyniem po morzu mgieł — w otchłań błękitu.

Sigue explorando

Por su autor
Jerzy Żuławski · 18 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Św. Szymon SłupnikTęsknota (Antologia, 1908) →

Expediente

Autor
Jerzy Żuławski
Título
Tatry we mgłach
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-tatry-we-mgach--jerzy-zuawski-b3e17c
Cita recomendada
Jerzy Żuławski, «Tatry we mgłach», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-tatry-we-mgach--jerzy-zuawski-b3e17c.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.