CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAleksander Fredro

Aleksander Fredro · Romanticismo

Szewc i Diabeł — Część II

polaco

Dzień za dniem a noc za nocą

Jakby woda ciągle płynie,

Ktoś powiedział, nie wiem kto.

Od owéj zatém zatargi

Potem zgody szewca z krawcem

Upłynęło już dni siedm;

A na świecie po dawnemu

A w Uhnowie znowu targ.

Szewc spił się tęgo jak zwykle,

Lecz Moszkowi nie zapłacił...

By borgował, na to żyd.

Nie myślał, albo zapomniał,

Jakich strasznych ręczycieli

Do kontraktu wezwał był,

Że się diabłom oddał w zastaw

Jak się spóźni jeden dzień.

Powracał w nocy do domu

Z miną byczą od stu katów,

Pas pod brzuchem, czapka w tył.

A nucąc sobie zaganiał

Kaczki, jak to ludzie mówią,

W prawo w lewo, tak i siak.

Wtem na kładce przy browarze

Nagle przed nim diabeł stał.

„Precz z drogi, precz! bo cię machnę!“

Krzyknął Marek, i tak machnął,

Że się diabeł zaśmiał w głos.

A diabla zaraz szewc poznał,

Po dwóch oczach jakby węgle,

Po zapachu capich skór,

Po ogonie, co jak biczem

Czarne biodra sobie bił.

Wytrzeźwił się więc od razu,

Bo to z piekłem nieprzelewki,

Lecz zapytał: Czego chcesz?“

„Chcę ciebie, diabeł odpowie,

„Boś zapomniał o terminie.....“

„Tfy! do licha! hańba, wstyd!“

Przerwie Marek, „poturbować

„Za żydowski, kiepski dług!

„Żyd lichwę bierze, psia dusza,

„I fałszuje każdy trunek;

„Żyda Waszeć sobie bierz!

„Nareszcie bierz skór juchtowych

„Przekupników, bierz pachołków,

„Co targowe z ludzi drą;

„Ale szewców nie zaczepiaj,

„Bo byś wyzuł cały świat

„Na koniec, gdyś się już obrał

„Arędarskim Landsdragonem,

„Exekutny palet gdzie?“

A diabeł: „Małać fraszka,

„Odłożone, niestracone,

„W piekle Waści palet dam;

„Lecz dług furda, Panie Majster,

„Słowo wasze, to jest grunt.

„Niech diabli, rzekłeś, mnie porwą,

„Jak nie oddam na terminie;

„Termin minął, diabeł jest.“

Za ucho szewc się poskrobał;

„Słowo, słowo, Panie diable,

„Rzecz to licha, istny wiatr,

„Czyż je Waszmość gdzieś zpod ziemi

„Dokumentnie słyszeć mógł?

„Uważaj, żem był podpity...

„Ba i spity, prawdę mówiąc,

„Jak w chodaku język szedł.

„Mówiłem więc: Niech nie porwą,

„Waść zasłyszał: Niech mnie porwą

„Niezawodnie było tak.

„Zresztą wolność pijanemu,

„Pijanego prawa znam.“

„W tem Waszeć wielce się mylisz,

Odparł diabeł z uprzejmością,

„Bo pijaństwo nasza sieć.

„Co w nią padnie, na pół nasze,

„Każde słowo corografemcerografem:

„Jak uchwyci który z nas,

„A co piekło raz zapisze,

„To nie zmaże żadna moc.“

Powtórnie szewc się poskrobał,

Boć to z diabłem, nie jak z krawcem;

Lecz po chwili znowu rzekł:

„Mam jeszcze buty w robocie,

„Obiecałem na niedzielę;

„Jak nie oddam będzie wstyd.

„Nasz Pan Sędyk boso chodzi,

„Sfolgujże mi cztery dni“.

Bies kiwnął głową z uśmiechem

I ramiona ściągnął w górę,

Jakby mówił: Co za myśl!

„A zjedzże diabła gałganie!“

Krzyknął Marek, lecz czem prędzéj

Zaciął zęby, czapkę zdjął,

I pokornie prosił daléj:

„Panie diable, jestem twój.

„Pozwolże wejść mi do domu,

„Chciałbym szydła i kopytka

„I dratewkę z sobą wziąć.“

Jak żądał, tak się też stało,

Diabeł w dobrym był humorze,

Szedł ze szewcem brat za brat,

I walczyka pogwizdywał

I ogonkiem merdał wciąż.

Szewc milczał, ale rozmyślał,

Jakby diabła wywieść w pole,

By do piekła nie pójść z nim.

Że diabeł mądry, nie bajka,

Ale przecieć się udało

Niejednego diabła zwieść,

Bo w nim hambit z dawien dawna

Nad rozumem górę brał.

Znał Marek z dziadka, pradziadka

Co jest diabła słaba strona,

Że to tylko jego włos.

Lecz każdy diabeł jest łysy

I co tydzień brodę pali;

Zkąd u licha włosa wziąć?

I poskrobał się za ucho

I z spuszczoną głową szedł.

Do ciemnéj izby gdy weszli,

Diabeł chuchnął i odrazu

Zaświeciło jak sto świec,

Tak pięknie i tak rzęsisto,

Że we Lwowie na reducie

Rzadko kiedy taki blask,

Rzadko kiedy taki zapach

Niby siarka, niby maź.

Wyskoczył diabeł na warsztat,

Nuż przerzucać kopytkami,

Nuż przeglądać każdą rzecz....

Nuż ganić wszystko z kretesem,

„Kiepska skóra, kiepskie szycie,

„Kiepski z Waści, kiepski szewc.“

Na to Marek jakby indor

Wstrząsł się, dmuchnął, wypiął brzuch,

Na czole zbiegły mu żyły,

I czupryna mu powstała,

I nos siny przeszedł w pąs.

Nareszcie fuknął: „Mospanie!

„Jesteś może dobrym diabłem

„Lecz co diabeł, to nie szewc;

„Kiedy nie znasz szewskiéj sztuki,

„To przynajmniéj mores znaj!

„Roboty mojéj nie ruszaj!

„Nie despektuj, bo cię machnę!“

I jak zwykle machnąć chciał,

Lecz błąd swój spostrzegł i zamilkł,

A na szczęście roztargniony

Bies nie zważał jego słów,

Ale chwycił but zaczęty,

Na zydelku sobie siadł,

Kopytko ścisnął kolanem,

Głowę schylił, łokcie odparł,

I szyć zaczął... ale jak!

Tak gładko, prędko, porządnie

Ściągał sobie ścieg po ściegu,

Że aż Marek krzyknął: Ach!

I powtarzał: „Czysto! ślicznie!

„Waści tylko buty szyć.“

„Toć szyję, szyję kochanku

„Niejednemu i niejednéj.“

I istotnie diabeł szewc,

Namiętnie lubił rzemiosło,

Tak, że nocą pokryjomu

Po warsztatach buty szył;

Ztąd to potem niejednego

But tak piecze, że aż strach.

Tu pismo nosem szewc poznał

I nuż diabłu świecić bakę:

„Wielkić, rzekł on, z Waści mistrz.

„Jak byłeś niegdyś na ziemi,

„Toż musiałeś figle płatać,

„Że aż pewnie chodził świat.“

Na to diabeł się roześmiał,

Aż mu z pyska poszedł dym.

I zaczął długo rozprawiać,

Jak był szewcem, lecz że kradzież

Lżejsza praca, wolał kraść.

Gdy nakradł, stał się lichwiarzem,

A z lichwiarza na bankiera

Jak po mydle gładko szło.

Lecz gdy został wielkim sędzią,

Musiał wstrzymać, tu był sęk.

Chciał wyżéj, jeszcze chciał więcéj,

A gdy wszystko szło oporem,

Szatanowi duszę dał,

CyrografCerograf krwią mu napisał,

Ale w piekle tak się zwijał,

Że w niespełna trzysta lat

Z potępieńca diabłem został

I z najpierwszych teraz jest.

A kiedy bies się rozgadał

I w swéj wielkiéj chełpliwości

Jak na drożdżach sobie rósł,

Szewc nagle ogon zobaczył,

Co rozścielił na podłodze

Zawiesisty kutas swój.

Tego też mu trzeba było,

Tego pragnął, w to mu graj.

Czem prędzéj smoły wziął grudkę,

W garści dobrze ją rozegrzał;

Smoła szewska, diabli lep!

Na kutas zwolna upuścił,

I nastąpił i przycisnął,

Potem szkaplerz z piersi zdiął,

I na smole jak przylepił,

Prędko umknął w drugi kąt.

Bies skoczył... ale stój!... hola!

Ogon trzyma, na dół ciągnie....

Nie pomoże, trzeba siąść.

„Co to jest? — wrzasnął — co to jest?!

„Coś mnie łamie, coś mną kręci;

„Puszczaj szewcze, czyś się wściekł?!

„Puszczaj chamie! jak cię złapię,

„Jakem diabeł, zetrę w proch!“

A Marek chwycił kropidło,

W poświęconéj zmaczał wodzie,

I nuż diabła kropić nią.

Jak ocet, kiedy nim bryzną

Na żelazo rozpalone,

Zbiega w bulki, syczy w dym

Tak po diabła czarnéj skórze

Kropelkami woda wre.

Czart wije się i wywija,

Koziołkuje jak na linie,

Daje susy tak i siak.

Lecz przy tem coraz szczuplejszy...

Już od kundla nie jest większy...

Teraz tylko jakby kot...

Ba, już nawet jak wiewiórka,

A nareszcie niby mysz.

Już wisiał na swym kutasie

Jakto wisi złota pieczęć

Przy dyplomie jakim gdzie,

A jak mu szewc pod kropidłem

Flaszkę zbliżył i nastawił,

Jednym susem wskoczył w nią.

Tam się trzepie, kaszle, kicha,

Bo nie swoją kąpiel wziął.

Marek flaszkę wziął i zatkał,

Zalał smołą, krzyż wycisnął,

Od kutasa odciął ją.

Ostrożnie wstawił do skrzyni,

Skrzynię zamknął na dwie kłódki,

Klucze schował w stary but;

Potem ukląkł, zmówił pacierz,

Palnął wódki, poszedł spać.

Sigue explorando

Por su autor
Aleksander Fredro · 191 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Szewc i Diabeł — Część ISzewc i Diabeł — Część III →

Expediente

Autor
Aleksander Fredro
Título
Szewc i Diabeł — Część II
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-szewc-i-diabe-czesc-ii--aleksander-fredro-16c8ad
Cita recomendada
Aleksander Fredro, «Szewc i Diabeł — Część II», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-szewc-i-diabe-czesc-ii--aleksander-fredro-16c8ad.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.