CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMieczysław Romanowski

Mieczysław Romanowski · Romanticismo

Spotkanie (Romanowski, 1913)

polaco

Czem jesteś śmierci? snem ty, czy nicestwem?

Rok w rok w twe ręce kłonią się miliony,

Noc tajemnicza nad twojem królestwem.

Tam idą, z tamtej nikt nie wraca strony,

Nikt jednej wieści nie poda o tobie;

Lud myśli, żeś ty snem znużonych w grobie.

Czemkolwiek jesteś, zawsze ręką twoją

Przynosisz pokój dla znękanej głowy.

Jużeś od dawna towarzyszką moją,

W bólu dziwnemi cieszącą mię słowy:

Czasem się jawisz piękna, zadumana,

Iż, patrząc, myślę, żeś aniołem Pana.

Razem cię widział jak dziewicę grecką,

Idącą ku mnie z ciszą i powagą,

Los mi był wtedy serce zwiódł zdradziecko

I wbił w nie rozpacz — życia prawdę nagą;

Tyś przyszła — z świętem słowem pocieszenia,

A kiedym powstał — rzekłaś! „Do widzenia“.

Z czemże dziś? co mi niesiesz, zadumana?

Znów smutnem męztwem przychodzisz mię zbroić;

O senna! jeśliś posłanniczką Pana,

To wiesz, czem wrzące serce uspokoić.

Jeśli chcesz? zgaś je — znasz jego cierpienia...

Ty idziesz — i znów smutno — „Do widzenia“.

O, do widzenia na polach!... Stój chwilę!

Prawdaż w twem słowie? mnogoż dni ubieży?

Gorące serce złud doznało tyle,

Że nawet, śmierci! tobie już nie wierzy;

A tak wierzyło niegdyś w dziwy jasne,

Gdy ziemię w blaski ubierało krasne.

Idź a pamiętaj! Lecz jeśli w proch runie

Wszystko — i jeśli przyszłość znowu skłamie,

Wtedy przyjdź do mnie w grobowym całunie

Naga, i podaj znużonemu ramię,

Bym poszedł z tobą pod cmentarne drzewa

Z pieśnią, jak łabędź, co konając śpiewa.

Bo co mi tu trwać? czy żebym się skarżył?

Posępne skargi nucić jam za dumny:

Kto raz się orłem pod błękitem ważył,

Ten z góry może wpaść tylko do trumny,

Temu nie wolno z gadem siąść przy stole

I pić — i czarą koić wielkie bole.

Nie! ty mię weźmiesz stąd! — duch roztęskniony —

Pójdę za tobą szybko od niewoli,

A ty mnie prowadź w jakie zechcesz strony,

Ku posępniejszej, czy ku lepszej doli,

I wszystko przyjmę i nie będę skarżył,

Szczęśliw, żem orłem do końca się ważył.

Jeśli utonę z tobą wśród promieni

Z tęsknotą moją, co jako mgła ranna,

Wstająca z naszych jezior i strumieni,

Wstanie i Bogu zmieni w płacz Hosanna,

Jeśli aniołów i świętych śpiewanie

Przemieni nagle w srebrne łzy i łkanie,

Wonczas rozkaże Bóg, niech mię wygonią —

Smutnego ducha — z niebios, gdzie brzmi chwała,

I nad ojczystą utkwić każe błonią,

Nad ziemią, w której żałość we mnie wrzała.

Skłonię się Bogu za wyrok — duch lotny —

I nad ojczyzną pójdę tkwić samotny.

Tam będę uczył płaczu — chmurki białe,

Śpiewaków pieśni — tęsknych szumów boru,

Aż się roztęsknią pokolenia całe,

I będzie rzadki śmiech — na kształt upioru;

..............

..............

Sigue explorando

Por su autor
Mieczysław Romanowski · 111 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Spodziewanej (Romanowski, 1913)Sternik (Romanowski, 1913) →

Expediente

Autor
Mieczysław Romanowski
Título
Spotkanie (Romanowski, 1913)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-spotkanie-romanowski-1913--mieczysaw-romanowski-9167dc
Cita recomendada
Mieczysław Romanowski, «Spotkanie (Romanowski, 1913)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-spotkanie-romanowski-1913--mieczysaw-romanowski-9167dc.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.