CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaTomasz Kajetan Węgierski

Tomasz Kajetan Węgierski · Ilustración

Spędzenie czasu

polaco

Cóż to, u diabła, mój kochany panie,
Czy książę Marcin drwinki stroi sobie?
Wszak to i adwent niebawiąc nastanie,
A on nie myśli o zabaw sposobie.

Na cóż się zdadzą te fałszywe wieści,
Którymi tylko nas ustawnie nudzi,
Już to sześć środów w przepaści się mieści,
A on nas zawsze i łudzi, i łudzi.

Przyrzekł nas bawić serenadą latem,
A przecież żadnej nie mieliśmy wcale.
Już lato zeszło, zejdzie zima na tem,
że tylko będzie przyrzekał nam bale.

Wszyscyśmy tego byli mnijemania,
Że będziem skakać w dzień imienin jego,
Wszystkieśmy przeto łożyli starania,
Żeby koniecznie było co nowego,

Z wielkim czekamy wszyscy utęsknieniem.
"Dniu - powtarzamy - dniu słodki, dniu miły,
Przywróć nam radość, niech za twym zbliżeniem
Znudzone smutkiem orzeźwią się siły."

Aż dzień żądany zbliżać się zaczyna
I jawnie znowu jak i przeszłe schodzi,
Jakaż więc, proszę, tych żartów przyczyna?
Taż sama zawsze, że nas tylko zwodzi.

Nic bym nie mówił, nie pisał, nie łajał,
Nie klął, nie zrzędził ani właził w drogę,
Gdyby mnie tylko książę o tym bajał.
Ale że tylu, darować nie mogę.

I tak zaczynam. Lecz cóż to, dla Boga,
Pióro oporem po papierze bieży,
Skądże ta nagła odmiana i trwoga?
Stąd, żem się zaląkł sądu, grzywien, wieży.

Bardziej z potrzeby bojaźni i kary
Już odtąd prawdy zrzekam się jak żony,
Mijam książęcia i jego przywary,
Nie spojrzę odtąd na most, czy skończony?

Nic mię, upewniam, doprawdy, nie wzruszy,
Choćby kto o to najbardziej nalegał,
Niech sobie będzie i z laufra koniuszy,
Niechaj tym jeździ, przed czym dawniej biegał.

Niech sobie chodzi literat w szlafroku,
Nic mnie do tego, że to czyni z nędzy,
Może niejeden szepce o nim z boku:
"Jaki cnotliwy, kiedy bez pieniędzy."

Niech pędem młokos po ulicy lata,
Niech konia śmiga, ludzi bryzga błotem,
Niech się za pan brat z możniejszymi brata;
Co mi się cudzym zatrudniać kłopotem!

Wolę ja patrzeć na rozwódki młode,
Co się z chłopcami bawią po kryjomu,
Co przez swój rozwód weszli tylko w modę,
Niźli źle bajać o nich lada komu.

Wolę ja bywać w mecenasów rzędzie,
Słuchać, o czym sam nie wie ten, co gada,
Patrzeć, jak to tam z niczego coś będzie,
Skoro się tylko złotówka w to zada.

Wolę ja mówić z lichwiarzem pacierze,
Wiele na miesiąc trzy od sta wyniesie,
Wiele zarobić na jakim papierze,
Jaki brać procent, gdy kto fant przyniesie.

Wolę ja patrzeć, jak z nadętą miną
Konno objeżdża oficer ulicę,
A drugi znowu za jedną godziną
Szpontonem wita rynku kamienice.

Wolę ja słuchać, jak to stary zrzędzi,
Jak to w ustawnej pragnie być niedoli,
Jak to ze skąpstwa ledwo się nie wędzi,
Jak to narzeka, choć go nic nie boli.

Wolę ja patrzeć na dziewcząt orszaki
I trawić z nimi posępne wieczory,
Słuchać, jak to tam i kontusz, i fraki
Są ukształcone różnymi pozory.

Jak to tam pełno wykwintnej młodzieży,
Jak to Eliza na bal się wybiera,
Ten zrzuci trzewik, a tamten przymierzy,
Ten jej za wielki, a tamten uwiera.

To weźmie szlafrok, to lewitkę włoży,
To się w podwłośnik znowu przeistoczy,
To zamaskować zupełnie się sroży,
To na polonez obraca swe oczy.

To białą weźmie spódnicę z frędzlami,
Niebieską zrzuci, to różową dają,
To haftowany dezabil z muszkami,
To: «w tym nie byłam», to: «w tym mnie poznają».

To czarny bierze kapelusz na głowę,
To go upina kwiateczki różnymi,
To kwiatki zrzuci, bufy da gazowe,
To á' la Malbrug z brzegami czarnymi.

To weźmie czepiec, to dormez pod brodę,
To toczek z wstążek klejonych pleciony,
To marmurata, że świeżo na modę
Z Paryża pocztą został przywieziony.

Na wasze, młodzi, złudzenie, na wasze,
Nie powiem, jak się piękna płeć gotuje,
Jak wstążką głowę z niechcenia przepasze,
Jak włos misternie trefi i pudruje.

Jak się sznurówką krępuje i dręczy,
Jak swe w zwierciadłach ruszenie układa,
Jak się do siebie przymila i wdzięczy,
Jak sobie mówi, sobie odpowiada.

Nad tym się wolę zabawiać i trudzić,
Nad tym gryźć pióro, nad tym siedzieć w domu,
Jak po bilarach włóczyć się i nudzić,
Jak płacić grzywny diabli wiedzą komu.

Sigue explorando

Por su autor
Tomasz Kajetan Węgierski · 113 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Spacer nocny po WarszawieSztuka i Natura →

Expediente

Autor
Tomasz Kajetan Węgierski
Título
Spędzenie czasu
Lengua
polaco
Época
Ilustración
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-spedzenie-czasu--tomasz-kajetan-wegierski-500f73
Cita recomendada
Tomasz Kajetan Węgierski, «Spędzenie czasu», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-spedzenie-czasu--tomasz-kajetan-wegierski-500f73.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.