Pokoju mieć nie mogę, wojska nie szykuję,
Bojaźń, otuchę, ogień, lód widzę u siebie,
I czołgam się po ziemi, i tułam po niebie,
Cały świat zagarnąwszy, nic nie obejmuję.
Temu, co mię ni trzyma, ni puszcza, hołduję,
Anim związan od niego, ani rozwiązany,
Nibym wolny, a jednak ciężą mi kajdany,
Anim żyw, ani troski próżen się być czuję.
Bez oczu widzę, wołam języka nie mając,
Chcę sam zginąć, a przedsię o ratunek proszę,
Sam siebie nienawidzę, a innych miłuję.
Boleścią się posilam, płacz z śmiechem mieszając,
Jednaki smak, jak w życiu, tak w śmierci, odnoszę —
A w tej doli, o pani! przez cię się znajduję!