Sieroty, sieroty, dużo was na świecie!
Dziwują się ludzie, gdzie się podziejecie.
— Wy się nie dziwujcie, gdzie się podziejemy:
Idzie woda rzeką, to nią popłyniemy.
Wy się nie dziwujcie, gdzie się obróciemy:
Wieje wietrzyk światem, z nim powędrujemy.
— Sieroty, serotysieroty, na was to świat stoi;
Kto wam krzywdę zrobi, Boga się nie boi.
— A któż mnie teraz w sieroctwie ogarnie?
Ogarnie mnie Pan Bóg i wszystka rodzina.
— Kaj ja się podzieję, jak osierocieję?
Najświętsza Panienko, mam w Tobie nadzieję.
Najświętsza Panienko, Tyści matka moja,
Pocieszże mię, pociesz, jeśli wola Twoja!
Szeroka jest ręka u Chrystusa Pana;
Pobierą nas ludzie, choć nie mamy wiana.
Sierota się żeni, a sierotę bierze:
Ludzie rozmawiają, Pan Jezus się śmieje.
Matusiu, matusiu, kajżeś się podziała?
Jenoś się na wieki murawką odziała!
Poszła sieroteczka, po świecie tułając,
Po świecie tułając, swej matki szukając.
— Wstańcie, matusiu, z grobu,
Pobłogosławcie córusi do ślubu!
Piele dziewczyna, swój wianek piele,
Do domu się nie śpieszy;
Niema tatula, ani matuli,
Z kimże się tu ucieszy?
Przyleciał do niej zza morza ptaszeczek
I przyniósłci jej lelijowy kwiateczek.
— Powiedzże mnie, ty, lelijowy kwiecie,
Ech, czyli żyją, czyli nie żyją
Moja matula na świecie?
— Ech już nie żyją, uboga sieroteczko,
Poszli ze świata, jak na niebie słoneczko.
— Pan Bóg wysoko, matka daleko,
Rodzina nie ku temu;
Ej rozpaśćby się, ej rozpącby się
Od żalu sercu memu!
— Marysiu moja, obróć się dokoła,
Czyli tutaj jest rodzina twoja?
— A jestci ona, co jej tu potrzeba;
Matuli niema, bo poszła do nieba.
Przyjdź, matulu, z nieba, bo cię tu potrzeba!
Wesele nam wyprawisz i nas pobłogosławisz.
Matulu moja, siądź w rogu stoła,
Niech cię przeprosi córusia twoja.
— Ni zezuleńki, ni tatuleńka,
A dzisiaj, dzisiaj mi go potrzeba!
— A widzisz, ty sieroteczko, ty malutkie dzieciąteczko,
Haniok ten jaworek,
A za tym jaworkiem stoi tam kościołek;
Ułamże se gałązeczkę na tym jaworeczku
I grzebaj piaseczek po matczynym grobie.
— A któż to tam dudni po tym moim grobie?
— A ja też, matusiu, puśćcież mię do siebie!
— A widzisz, ty Boże, jak dzieciątko płacze,
Bo nie jego tatulo wesele mu sprawia.
A spuśćże mnie, Boże,
Z drobnym deszczem do ziemi,
Z cichym wiatrem do sieni,
Niechże ja zobaczę swego dziecka wesele.
— Ja to, ja, matulu! weźcież mnie do siebie,
Bo mi na tym świecie wiecznie źle bez ciebie.