Wracam w rodzinną strzechę — u progu mię wita,
Ojciec stary i matka, siostry urodziwe;
Brat mały, mi nieznany, kto to? Mamy pyta —
Luba spłaca dług serca przez uściski tkliwe.
I czeladka łzy roni, i pytań nie syta —
Dawna wiara mię ciągnie w koło gadatliwe;
W stajni piastun młodości Pana rżeniem wita —
Budźce kniei Litewskich, skomlą psy myśliwe.
Lutnia wiatrem trącona dawną nutę dzwoni,
Łąki, lasy, balsamów dech zieją obficie,
I jak w latach młodzieńczych czarna myśl mię stroni
Ktoś woła? oko rzuca powieki pokrycie,
Koło mnie nędza, rozpacz, co tułaczów goni —
«Czemuż sny nie są życiem? snem to nędzne życie?»
H. Kajsiewicz.