CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMieczysław Romanowski

Mieczysław Romanowski · Romanticismo

Savannah (Romanowski, 1913)

polaco

Obozem hufce stanęły na błoniach

Spocząć; Pułaski poglądał na morze,

Złote się gwiazdy migotały w toniach,

I rubinowe kąpało się zorze;

Fala za falą wstawała z zwierciadła,

I szła i do nóg wodzowi się kładła.

Koń jego trawę pasł nad morskim brzegiem

I strzemionami dzwonił, idąc błonią:

Tak mu bywało, gdy stawał noclegiem

W Polsce; po siołach na pacierze dzwonią,

A z pól wracali do chat robotnicy

Na sen, pod skrzydła Maryi dziewicy.

We dworach ołów topiono w kominach,

Lub spisywano gwałtów protestacye;

Matki w ukryciu płakały po synach,

Co poszli ginąć za Konfederacyę.

Na przyzbach dumy śpiewali Kozacy,

Po lipach na noc zasiadali ptacy.

Czy wy od Polski, fale? czy wam znany

Dniepr i zielone ponad Wisłą pola?...

Ósmy rok, zdala od ziemi kochanej,

Po obcych błoniach goni go niedola.

A jeśli spocznie, jak żóraw na straży,

Za Polską wodzi oczyma — lub marzy.

Mógł on na Moskwę Częstochowę zwalić,

I paść jak Samson pod gruzem kościoła,

Lecz wolał Polsce Palladium ocalić;

Poszedł i czekał, aż go znów powoła...

I ofiarował Bogu dumną sławę,

Obcej wolności bronić wsiadł na nawę.

Jeden z nim tylko druh konfederacki

Poszedł za morza, na wspomnienia smętne.

Na bojach żywot leci mu tułacki;

Szkaplerz położył na serce namiętne,

A w ręku szabla, grom na wrogów głowy,

Szabla z Najświętszą Panną z Częstochowy.

I pozostały mu dotąd z pól .....

Ten sam wzrok orli, ten sam duch marsowy.

Z któremi spadał na służalców ....

Lub stał na murach świętej Częstochowy;

Blask mu na czoło bije od oręża,

A kędy oręż obróci — zwycięża.

I krwią przed Nowym opisał się Światem,

Jak stawa Polak za zgnębionych zdrowie!

Toż bohaterskim nazwali go bratem

Amerykańskich pokoleń wodzowie.

Na dumę świata szlachetną miał duszę,

A pod laurami krył serca katusze.

Ty jedna, święta Rodzicielko boża,

Znałaś to serce wielkie — skołatane!

Tobie on tylko, jasna Gwiazdo morza,

Każdą śmiertelną pokazywał ranę.

Skrzydłem Ty orlem byłaś jemu w bitwie,

A prowadziłaś przed Boga w modlitwie.

O! ucisz, Panno, to serce spokojem,

Miłości jego daj rzeźwiącą wiarę! —

Na morskim brzegu usnął wódz przed bojem,

Po niebie cicho szły obłoki szare,

Duch jego smętny odmawiał różaniec,

Gwiazdy szły gasnąć na zachodni kraniec...

Już świt. — Już wrzasły trąby ostre głosy,

Słońce wnet błysło na morze i błonia;

Pułaski szablę otarł z rannej rosy,

Przeżegnał piersi i wskoczył na konia;

Mgła się po ziemi rozścieliła ranna,

Wódz pomknął, za nim grzmiało: „Na Savannah!“

Niegdyś mu grzmiała pieśń konfederacka,

Orły mu siwe wskazywały drogi,

Kiedy na wrogów rankiem szedł znienacka,

Wpadał na działa i siekł co do nogi.

Takiej tu pieśni nikt mu nie zanuci;

Orły czekają w Polsce — czy nie wróci?

Smutny więc jechał, i do towarzysza

Mówił o swoim zgubionym szkaplerzu:

„Wkrótce, mój bracie, będzie w sercu cisza,

I drobna prochu garść po twym Kaźmierzu;

Zły znak!... Duch czuje drogę, bracie miły! —

Jam się spodziewał w ojczyźnie mogiły“.

„Na naszych błoniach mijały mię groty;

Nie było dane dłoni mej kraj zbawić!...

Inny się zjawi jakiś anioł złoty

W rycerskiej piersi, by ten ród naprawić.

Nieszczęście wielkie — wielkich dusz kołyską;

Kto wie — ten anioł może jest już blisko.“

„Bez sakramentów zginę!... Bądź Twa wola!“

Rzekł, a Savannah już mu widne z dali;

Cwałem więc z jazdą kopnął się na pola,

Kędy Anglicy szeregami stali,

I usypane reduty ze szańców

Siały kartaczów gradem na powstańców.

I w porę przypadł, bo pod jego wzrokiem

Wrzała już bitwa zacięta wśród łanów.

Już szli Anglicy wyciągniętym krokiem

Z bagnetem w ręku na Amerykanów;

Wnet jedna chwila los bitwy przeważy...

A jemu zapał zajaśniał na twarzy.

„Naprzód!„Naprzód!“ i w dwieście poskoczyli koni,

Za bohaterem lecieli na działa;

Wiatr ich zaledwie dościgał na błoni;

Szable migały w słońcu, ziemia drżała,

I przełamali Anglików dwa fronty,

A wtem błysnęły na okopach lonty.

Zagrzmiało... „Jezus — Marya!“ wódz krzyknął

I padł; — zwycięzca padł na polu chwały

I skonał śmiercią, do której przywyknął;

I leżał z szablą swą jak posąg biały,

I Bóg mu rozlał na obliczu ciszę;

Wkoło płakali druh i towarzysze.

I usypali mu grób pod Savannah

I krzyż na grobie zatknęli brzozowy;

Niech cię przed Boga wiedzie święta Panna,

Tak jak ty w taniec wodziłeś bojowy!

A módl się za nas, niech nam Bóg obudzi

Takiego jak ty pośród wiernych ludzi!

1859.

Sigue explorando

Por su autor
Mieczysław Romanowski · 111 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← RozkochanySen króla Jagiełły (Romanowski, 1913) →

Expediente

Autor
Mieczysław Romanowski
Título
Savannah (Romanowski, 1913)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-savannah-romanowski-1913--mieczysaw-romanowski-8d0cb5
Cita recomendada
Mieczysław Romanowski, «Savannah (Romanowski, 1913)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-savannah-romanowski-1913--mieczysaw-romanowski-8d0cb5.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.