CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kochanowski

Jan Kochanowski · Renacimiento

Rymy łacińskie Jana Kochanowskiego — Elegia IV

polaco

Bogdaj mi jasnej chwili dozwolono,

Gdy, krasna dziewo, przytulisz mi łono!

Wolnoż to wróżyć i modlić się o to?

Czy ty zostaniesz innemu pieszczotą?

O! wprzód kamieniem zostałbym ochotnie,

Nim ta wieść sroga w moje uszy grzmotnie!

Niech mię los dręczy, niech w gruzy zagrzebie,

Bylebym tylko cierpiał nie przez ciebie:

Ta mi nadzieja w czarnej doli świeci,

Ta kiedy zniknie, i życie uleci.

Jeden chce złota, i złotem niesyty,

Drugi dał prace na sławne zaszczyty,

Temu zwycięstwa miły tryumf pusty,

Inszy zaufał w swój dar złotousty;

Moja nadzieja przy tobie została,

Tyś me bogactwo, tyś mój dank i chwała.

Miłość to męka, jej szczęście, jak we śnie,

Choć nie ma cierpień, a czekać boleśnie.

Kiedy się serca kochanków zażyły,

Nic im nie znaczy Zodyak pochyły:

Czy zachód słońca, czy zorze pobledną,

Czy rok się kończy, dla nich wszystko jedno.

Ty! co me losy rozstrzyga twe oko,

Krasna dziewico, nie dręcz mię przewłoką!

Mnie nie uszkodzi złość lub zawiść czyja,

Gdy ty mi sprzyjasz, wnet wszystko mi sprzyja.

Znasz moje serce, bądźże mi łaskawa,

Nie nasza siła zgnieść miłości prawa.

Kochała czułe Zaryadra łono

Piękną Odatę, raz we śnie przyśnioną,

I ona k’niemu wzajemnością pała,

Choć go jedynie w marzeniach widziała;

Kochali siebie, choć nie widząc w oczy,

Bo miłość serca odległe jednoczy.

Oboje wzrośli pod królewską strzechą,

Ona u ojca jedyną pociechą.

Próżno jej ręki proszą obce króle,

Król dziewosłębom odmawia nieczule,

Bo gwoli duszy ojcowskiej potrzebie

Tęskno mu córę wypuścić od siebie.

Więc szuka w dworskich rycerzy natłoku

Zięcia, co mógłby żyć przy jego boku.

Ufa w jej sercu i otuchę bierze,

Bo snów jej nie zna i łez nie dostrzeże.

Kazał we dworcu złotem obić ściany,

Zgotować ucztę, dobyć roztruchany,

Sprosić swe radne i rycerstwa wiele:

Dzisiaj — rzekł — święto, mej córy wesele!

Siedli do uczty wesołej przytomni.

Gdzież oblubieniec? król o nim nie wspomni;

Królewna, płacząc dziewiczych warkoczy

Trefi swe włosy i suknie obłoczy;

A tam przy stole puhar w puhar brzęczy,

Poeci pieją swój wiersz nowożeńczy.

A kiedy uczta zawrzała wesoła,

Oblubienicy wołają do stoła.

Zadrżała dziewka i zbladła, jak ściana,

Kiedy ojcowskim rozkazem wezwana

Weszła na pokój — i wstydem się żarzy

Na widok tylu nieznajomych twarzy,

Jako o wschodzie kraśnieje z nad wody

Zaranna jutrznia, zwiastunka pogody.

Wstało rycerstwo z oznakami cześci,

Król ją przywitał, uściska i pieści,

I rzecze: Córko, na twe gody przyszli,

Uwesel serce i bądź dobrej myśli.

Patrz na tę młodzież, kwiat między rycerze;

Okiem i sercem przywitaj ich szczerze,

I nalej winem to złote naczynie:

Komu dasz puhar, mężem twym uczynię.

Wybieraj, córko!

Lecz nie chce małżonka,

Gdy Zaryadres w jej myślach się błąka.

Niedawno, kreśląc nieszczęśliwą dolę,

Wysłała k’niemu swe wierne pacholę.

On wtedy walczył nad Donem ze Scyty,

Gdy był tą wieścią, jak gromem, przebity;

Więc w mgnieniu oka, jak na lotnym ptaku,

Na swoim dobrym poleciał rumaku.

Brnie przez sumioty, przez rzeki, bez drogi,

Mknie się, jak strzała, rumak wiatronogi.

Ostatnie blaski zachodu migocą,

I szary wieczór zaciemnia się nocą,

Gdy on przyleciał nad zamkowe czaty,

I szedł w nieznane królewskie komnaty.

Tam od lamp jasno, gdyby w światłość dniową,

Poważni męże bawią się rozmową,

Na stołach czasze, a od nich migota

Lustr polerowny od srebra i złota.

Młodzież się cieszy, a tam gęśle tkliwe

Proszą Junony o śluby szczęśliwe,

A tu królewska zapłakana dziewa

Powoli wino do czaszy nalewa.

Poznał dziewicę, a serce odgadło,

Że to jest lube snów jego widziadło,

I szepnął do niej: Cóż stoisz niepewna?

Jam Zaryadres! — Spojrzała królewna:

Krasny młodzieniec, jako postać żywa

Tych drogich rysów, co we śnie widywa.

Więc mu podając czarę napełnioną,

Sama się rzuca na lubego łono.

Nim ojciec dostrzegł, nim zwarto podwoje,

Już rumak uniósł kochanków oboje.

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kochanowski · 698 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Rymy łacińskie Jana Kochanowskiego — Elegia IIIRymy łacińskie Jana Kochanowskiego — Elegia VI →

Expediente

Autor
Jan Kochanowski
Título
Rymy łacińskie Jana Kochanowskiego — Elegia IV
Lengua
polaco
Época
Renacimiento
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-rymy-acinskie-jana-kochanowskiego-elegia-iv--jan-kochanowski-9dc17f
Cita recomendada
Jan Kochanowski, «Rymy łacińskie Jana Kochanowskiego — Elegia IV», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-rymy-acinskie-jana-kochanowskiego-elegia-iv--jan-kochanowski-9dc17f.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.