CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Rebeka

polaco

III.

REBEKA.

SIELANKA HEBREJSKA.

»Zbliż-że się ku mnie, zbliż się, dobry sługo,

Dłoń mi pod biodro włóż, Eliezerze —

Wszak mi już służyć nie będziesz zbyt długo

Wiernie i szczerze:

Wszystkie mnie siły opuszczają świeże

I na starości patrzaj! głos chropawy,

Śmierć krew zamraża, wszystkie siły bierze,

Rozluźnia stawy.

Lecz nim pożegnam świat i ludzkie sprawy,

Nim rzucę gniazdo, gdzie się trud wylęga,

Gdzie o kęs miejsca z wrogiem przebój krwawy

Życie rozprzęga,

Niech uspokoi twoja mnie przysięga,

Żem szczęście syna w zacną oddał pieczę,

Stokroć pewniejszą, niż stali potęga —

Tarcze i miecze...

I dziś daj dowód... Nim się czas przewlecze,

Zanim na wieki siwą złożę głowę,

Idź i w ten namiot, który złotem ciecze,

Przywiedź synowę.

Tylko nie szukaj tam, gdzie tchy niezdrowe

I pełne jadu płyną z piersi wroga:

Jako robactwa pełne pnie figowe,

Tak i odnoga.

Życiem i siłą dla mnie słowo Boga,

Siłą i życiem było przyrzeczenie,

Że ilość piasku nad morzem przemnoga

Moje nasienie.

A jakież, powiedz, wzrośnie pokolenie,

Gdy ze krwią swoją złączysz płód przeklęty?

Zamiast lwem jarym, będzie jako szczenię

Ród tak poczęty.

Nie!... W kraj rodzinny — idź-że w kraj ten święty,

Gdziem w snopy wiązał jęczmienne pokosy:

I tam w anyże i tam w zapach mięty

Bogate wrzosy.

I tam w słoneczne strzelają niebiosy

Przegibkie palmy; i tam, pełne ziarna,

Gną się ku ziemi zapłonione kłosy —

Praca nie marna.

I tam źrenica, jako węgiel czarna,

Skrzy się u dziewczyn, twarz — winna jagoda,

A krok tak lekki, jak, gdy z krzewin sarna

Wybiegnie młoda...«

I Eliezer okiełzna wielbłądy,

Przez garb przewiesi wypchane bukłaki

I tak je zwróci, strojne w złote rządy,

W dalekie szlaki.

Ale mu troski, jak niewczesne ptaki,

Osiędą duszę: jakiego wyboru

Użyć, by pańskie zadowolić smaki,

Uniknąć sporu?...

W takich to myślach pod mury Nachoru,

Co w Abramowej ziemi spoczął, biały,

Zbliży się chwilą, gdy w blaskach wieczoru

Skąpan świat cały;

Gdy, zdjęte ciszą, palmy ledwie drgały,

Kiedy się czasem wokół wiatr zakręci

I kochanice senne, sam ospały,

Wargą ponęci;

Kiedy zapachy świeżych sianożęci

W czar się zlewają z cynamonów wonią

I na myśl ludzką i na ludzkie chęci

Sen duszny ronią.

Że był troskami, co się wzajem gonią,

I drogą znużon, siadł u stóp cysterny,

W cieniu palmowym, ze spotniałą skronią,

Ten sługa wierny.

I jął narzekać: »Trud to niepomierny

Trapi mi ciało, lecz w niepewną duszę

Zatapia żądłem robak siłożerny

Większe katusze:

Niechaj cię, Panie! korną prośbą wzruszę!

Podaj mi znamię, co sąd mój oświeci,

Którą mam wybrać, którą rzucić muszę

Z niw obcych dzieci?...«

Wtem mu światłości lotem myśl przeleci:

»Owej, co do ust nachyli mi dzbana

I da wielbłądom wody — owej z kwieci

Powiem: Wybrana!«

A była pora, zachodem oblana,

Gdzie orszak dziewic, smukłe łanie młode,

Do tej cysterny, co płonie lustrzana,

Biegnie po wodę.

»Jej w te klejnoty przystroję urodę,

Jej te pierścieńce dam oblubieniczne,

Jej owe złota, które z sobą wiodę,

Sykle rozliczne.

Ją zaprowadzę, gdzie łany pszeniczne

Kołyszą w Mamre swe kiście czerwone

I gdzie kokosy chwieją niebotyczne

Włosów koronę.

Izaakowi rzeknę: Wiodę-ć żonę,

A Abrahama przywitam w te słowa:

Niech imię pańskie będzie pochwalone —

Oto synowa!«

Zaledwie skończył, a od miasta bieży

Jakowaś z dziewczyn, z wiadrem na ramieniu,

Jak promyk zorzy, jak ten zapach świeży

W wiosennem tchnieniu.

Na twarz, co gubi się we włosów cieniu,

Wyszedł rumieniec, gdy spieszy dziewoja,

A wargi pełne drżą w tęskliwem pieniu:

»O wiosno moja!...

Wiosno! wiosenko! Z przejasnego zdroja

Poisz jelenie, skrapiasz barwne zioła;

I mnie krynica jak orzeźwia twoja —

Rozkosz wesoła!

Wiosno! wiosenko! W te błękitne koła

Miesza się jednak jakiś cień tęsknoty,

Że warga, płonąc, poniewolnie woła:

Gdzie — on? gdzie — złoty?...

Chciałabym, wiosno! posieść orle loty,

Albo słonecznym oskrzydlić się błyskiem

I szukać tego, co mnie w marzeń sploty

Nęci uściskiem...«

I tak się zbliży do wody, co w śliskiem

Gęstych powojów ujęciu spoczywa,

Rozpromieniona wieczoru ogniskiem,

Jak gdyby żywa.

A Eliezer, patrząc na te dziwa,

Na te policzki, na tę kibić cienką,

Na pierś tę pełną, co się lekko zrywa

Pod suknią miękką,

Zajdzie jej drogę, pokłoni się ręką

I potem wskaże ku miedzianej kruży:

»Nachyl swojego mi wiadra, panienko —

Jestem w podróży...«

I ona, płonąc, jak pękówka róży,

»I owszem«, rzecze, dzban na łokciu wspiera,

Bielszym nad marmur, i chłodem obsłuży

Eliezera.

»A teraz pozwól«, powie dalej, szczera,

»Niech i wielbłądom napełnię koryta;

I na nich, widać, w tym pocie przeziera

Droga przebyta...«

I czerpie z studni ta lilia rozwita,

I poi stado urocza dziewczyna,

A z ust się piosnka wykrada wpółskryta:

Wiosno jedyna!

I rzecze sługa: »Oto jest godzina!

I oto znak Twój jest widomy, Panie!

Dla tej niech pan mój gotować zaczyna

Ślubne posłanie«.

A potem, patrząc w jej lica zaranie,

Wszystko opowie, jak wyszedł na zwiady

I jak zasięgnął, gdy u źródła stanie,

Boskiej porady.

I jak tę znajdzie, której szukał, blady

Trudem i troską, wyboru niepewny,

I jak w weselne chciałby pójść układy

W dom tej królewny.

I dalej mówił, że to ród pokrewny,

W który powiedzie córkę Betuela

(Nazwała dom swój); że tam czas zasiewny

To czas wesela:

W tyle się bogactw ich ziarno rozdziela,

Rzucone w ziemię! Lecz nad wszystkie płody

W jakim uroku, jak palma, wystrzela

Izaak młody!...

I zasłuchana w te sługi wywody,

Duszę Rebeka topi śród przestworza,

Potem się budząc, szepnie na znak zgody:

»Snać wola Boża«.

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Rada (Kasprowicz)Rorate coeli (Kasprowicz) →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Rebeka
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-rebeka--jan-kasprowicz-417aaa
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Rebeka», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-rebeka--jan-kasprowicz-417aaa.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.