CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaRajmund Korsak

Rajmund Korsak · Romanticismo

Przemowa (O! Polaku...)

polaco

O! Polaku

Współ rodaku,

Czy w kubraku,

Czy w paklaku,

W kapeluszu czy w kapuzie,

Móy Francuzie!

Nadstaw buzię.

I ty tłusty

Niemcze pusty!

Rzuć pekelfleisz i kapusty,

I ty rady czy nie rady

Rzuć menestry, czokolady.

Panie Włochu!

Oto z lochu

Xiążeczkę wydobytą z prochu,

Z myśli pobożną,

W koncept zamożną

Powitay,

Przeczytay,

I sens, ieśli można, schwytay.

Dziś ona wyszła z pod prasy,

Autor zaś iéy w tamte czasy,

Był w Polsce Jezuita,

A Polska rzeczpospolita,

Z któréy teraz kwita.

Proszę, wołam,

Ile zdołam,

Zaklinam cię siaki taki

Ktokolwiek iesteś człowieku,

Chciéy poznać w dzisieyszym wieku,

Dzieło wielkiego Baki.

Tam zobaczysz, iak nasz Baka,

Hippokreńskiego dosiadłszy szłapaka,

Przed sobą pędzi

Na kilka piędzi,

Śmierć z wielką kosą

Nagą i bosą;

Pędzi, mówię, na ziemię,

Straszyć ludzkie plemię.

Patrzcie! iak tén potwór nagi

Straszne wszystkim daie plagi.

Tego porwawszy za szyię,

Kościaną nogą w tył biie,

Tego gdy chwyci za żebra,

Wnet nie pospolita febra,

Zębami,

Szczękami,

Póty dzwoni;

Aż uroni

Duszeczkę,

Lubeczkę,

Jedynaczkę,

Nieboraczkę;

Ach! tak tak

Nieborak.

Na kogo spóyzrzy ponura

Już w gardle tego pleura,

Swe sceny zaczyna,

Swe gorgi wycina

Ostatnie,

Aż w matnie

Człowieka

Z daleka

Porywa

Złośliwa.

Innych znowu tuz, muz, tuz

Już na łbie guz, guz, guz.

Potém przez nabrzmiałe szyie,

Wpadaią apoplexyie,

I w głowie wątory

Jak siano lub wiory,

Zamęcą,

Zakręcą.

Komuś daléy potwór srogi

Gdy podagrę wpędzi w nogi;

Próżno nieborak

Jak rak

Słabą nogą wil, wil,

Nie ma więcéy życia chwil;

Ból w piszczelach strzyk,

Chory nogą bryk.

Tak bez siły

Do mogiły,

Nie włada;

Upada.

Gdy wreście z swoiéy szczodroty

Opatrzy kogo w suchoty,

Wnet gorączki

Jak zaiączki,

Po żyłach biegaią póty,

Aż śmiertelne sprawią poty.

Już kumpie poszły na schaby,

Już wzrok dziki oddech słaby,

Ha pokuso!

Na cię kuso,

Amazonka

Już wędzonka,

Tłusty panicz

Cienki iak bicz,

Bez sposobu

Marsz do grobu.

Lecz czy tylko przez choroby

Śmierć ma na nas swe sposoby:

Nie masz z tą Jeymością ładu

Wszystkich biie bez układu.

I w szkarłaty

Dżga zakaty,

I po suknie

Dobrze stuknie;

I po płótnie

Tęgo utnie.

Gdzie iuż zmierzy ach! ach!

Tam nie próżny strach! strach!

Wielkie chłopy

Gdyby snopy,

O ziemię

Jak brzemię

Z naydaléy

Powali!

Gdzie swoiéy zażyie kosy,

Lecą uszy, palce, nosy;

Gdy zaś przykłada kostura,

Trzeszczą kości; pęka skóra,

I karki,

l barki,

I zęby,

I kłęby

Pomiele w otręby

Człowiecze,

Zawlecze,

Upiecze,

Posiecze,

I sarna uciecze.

Śmierć głośna przez swoie czyny,

Obiegłszy wszystkie krainy,

Jeszcze się chciało Jéymości

Dla iakiéyś okoliczności,

Niespodzianie i pilno

Odwiedzić stolicę Wilno.

W powietrze nietoperza wzniesiona skrzydłami,

Jak bocian robiąc nogami,

Do miasta leci a leci.

Skrzypnęły iędzy wywiędłe sustawy,

Obficie proch z niéy sypie się plugawy;

Bo śmierć mimo wielkiego kłopotu,

Nigdy nie zna uczuć potu,

Lecz im więcéy dozna trudu

Tém więcéy z siebie wyrzuci brudu.

Gdy długą pielgrzymką znużona,

Do murów była zbliżona

Kościół iéy w oczy zaświeci;

Bies iéy podał koncept z pierza

Blisko świętego usiąśdź Kazimierza,

Zatém skromnie iak należy

Siada na kościelnéy wieży.

Przez iakiś przypadek dziwny

Nasz xiądz poeta przedziwny,

Odwiedzić wyszedł xięgarza,

Drudzy mówią, że winiarza;

Co mu dochował przyjaźni wiary.

I miodek miał bardzo stary.

Pewnie go Autor kosztował

Bo mu dzieło dedykował.

O niczém, nie wiedząc wychodzi z komnaty,

A w tém śmierć, która zasiadła na czaty,

Z wieży iak iastrząb spada na gołębia,

I swe pazurki, w karku pobożnym zagłębia.

Baka na tak straszny pozew,

Krzyknął, JEZUS, MARYA, JOZEF!

Jak Jezuita skromnie się ułożył;

Wzniósł oczy w niebo, łapki na krzyż złożył,

Chcąc iednak uciec raptem się zwierci,

A w tém mu xiążka wypadła o śmierci.

Widząc to Larwa rozstworzywszy ziewy,

Krzyknie; co znaczy ten kawał cholewy?

Przeląkł się Autor i zamilkł na chwilę

Rzeknie: nic Pani, to są rubrycele!

Obaczym! wrzaśnie, i w tém zapalczywa,

Z ziemi pobożną xiążeczkę porywa.

Zayźrzy, i czyta, na siebie paszkwili,

A klechu, boday cię diabli wzięli!

Kto ci dał prawo, za pobudką marną

Tak mnie malować czarną?

Ty odrzutku Loioli tak wielkiego męża,

Za to żeś mnie opisał iak węża,

Za koncept nie ladaiaki,

Zażyy śmiertelnéy tabaki.

Próżno nasz Autor exorcyzmy gadał;

Próżno swe dzieło na innego składał;

Próżne wybiegi, trzeba by to słuchać,

Śmierć się nieumie nigdy rozdobruchać,

Ukląkłszy zatém na przeciw świątnicy;

Wzniósł oczy w niebo, zażył ciemierzycy;

W tém gdy mu w nosie srodze zakręciło,

Kichnął, drgnął trzykroć, i iuż go nie było.

Tak tedy mąż pobożny, i poeta wielki,

Który miał w głowie i klepki i belki,

Idąc w niebieski przybytek,

Zostawił dziéło małé,

Sobie na chwałę,

A nam na pożytek.

Prawowierni chrześcianie,

Co na powszechne żądanie

Xięgę tę przebić śmieli,

Jeźli czytelników swych przez to uięli,

Nie pragną innéy nagrody,

Tylko przez bliźniego miłości powody,

Za duszę Autora,

Poezyi Professora,

Jeźli wola będzie czyia,

Zmówić trzy ZDROWAŚ MARYA.

Ja zaś com skłopotał głowę,

Pisząc tak długą przemowę

I Bakę musiałem świecić,

By wam się lepiéy zalecić,

Czy Hanc, czy Franc, czy la, czy de la, czy Lach,

Jak długi do nóg waszych upadam, bach, bach, bach.

Sigue explorando

Por su autor
Rajmund Korsak
Dónde vive
La Biblioteca

Expediente

Autor
Rajmund Korsak
Título
Przemowa (O! Polaku...)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-przemowa-o-polaku--rajmund-korsak-c4873e
Cita recomendada
Rajmund Korsak, «Przemowa (O! Polaku...)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-przemowa-o-polaku--rajmund-korsak-c4873e.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.