CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaKlemens Junosza

Klemens Junosza · Modernismo

Przekrzyczana lira

polaco

Chciałem pisać poemat — lecz poemat wściekły,

Więc pióro w dłonie drżące schwyciłem z natchnieniem,

Chciałem aby z pod niego krew i łzy pociekły...

Popłynęły przed tłumy szerokim strumieniem,

Chciałem by mój bohater był czemś nakształt bożka,

W tem... pod oknem trajkocząc przebiegła dorożka....

I tak trzeszczała strasznie w walce z bruków głazem,

Że natchnienie uciekło z bohaterem razem.

O! przekleństwo wam trzykroć wy piaskowe płaszcze,

Prozo! co szkapy biedne ćwiczysz długim biczem!

Bodaj wam kropla wódki nie kapnęła w paszczę,

I żebyście zakąsić nie znaleźli niczem!!.niczem!!!

.....................

Mam ja pokój zielony — pokój od podwórza.

Dzikie wino uroczo pnie się po mem oknie,

Śliczny widok na miotłę, co w rynsztoku moknie,

Na dachy i od dachów czerwieńszy nos stróża.

Tam pójdę, tam jest spokój i cisza bez przerwy,

Tam istotne schronienie duszy rozmarzonej...

A przez otwarty lufcik wiaterek pieszczony

Chłodzi rozkosznie głowę i działa na nerwy...

Tam pójdę, dymu z fajki odziawszy się chmurą,

Po cierpliwym papierze wartkie puszczę pióro

I dwie dusze siostrzane obrawszy za temat

Utworzę sielankowy liryczny poemat, —

Poemacik tak ciepły, jak słońce wiosenne,

A taki rozmarzony... jakby dziecko senne,

Ulepiony z obłoczków, słowiczków i chmurek,

Zielony niby szpinak i mdły jak ogórek.

Będzie w nim nowożytny Leander i Hero

W sukience perkalowej, z prześliczną manjerą,

Z niezabudką zatkniętą w jasnozłotych włosach,

Z niebem w oku i okiem utkwionem w niebiosach,

Tak, — ona będzie piękna, piękna tak okrutnie

Jak niemiecki obrazek na niemieckiem płótnie,

Będzie go kochać strasznie, ale to tak bardzo

Że oboje posagiem, wyprawą pogardzą...

I zamieniając w czyny swe dziecinne mrzonki...

Pójdą w las, zbierać miody i łykać korzonki.

Muzo! przybądź z pomocą, zadźwięczcie me lutnie...

Lecz przebóg! na podwórzu coś piszczy okrutnie,

Miłosierdzia! to skrzypce, i dziad z wielkim nosem

Nuci mi pieśń nabożną przeraźliwym głosem...

Bądź zdrów mój poemacie, już cię nie napiszę...

Jestem zły... lecz zły strasznie, cały zemstą dyszę,

Chwytam więc drżącą ręką dwa grosze wytarte,

Zawijam je w poezji wypieszczoną kartę

I dziadowi przez okno rzucam na kamienie,

Aby się w artystycznej uspokoił wenie...

Obrzydliwa jest wdzięczność — dziad mi głową kiwa,

Za jałmużnę dziękując — jeszcze głośniej śpiéwa!

O dziadu! co mi uszy rozdzierasz na ćwierci,

Żebyś z Góry Kalwarji nie wyjrzał do śmierci!!!

.....................

Jeszcze jedno schronienie — mam jeszcze kąt jeden,

W nim chowam wiktuały — tu jest mysi Eden.

Tam one z familjami zdawien dawna siedzą

I pakę starych gazet z wielkim smakiem jedzą.

Tam pójdę. W braku okna tu lampę zapalę,

W ponurem otoczeniu duszę mą rozżalę...

W ciemnościach, czarne widma i sowy cmentarne

I nietoperzów strasznych do siebie przygarnę.

Wyzwę mnóstwo upiorów — strachów wołać będę

I ulepię okropną... straszliwą legendę...

Wszak czasem coś strasznego trzeba dać ludzkości...

Na grobie samobójcy pies ogryza kości,

A sowa, siedząc obok, huczy tak żałośnie,

Że aż się zimno robi i włos w górę rośnie...

Będzie to piękny obraz... dalej więc do dzieła...

Wiwat! śliczna sąsiadka gammy rozpoczęła...

I tak gra, i tak męczy, tak strasznie rzępoli,

Że wszystkie nerwy trzeszczą, że aż w duszy boli.

I przed tą śliczną rączką, co tak strasznie dudni,

Człowiek radby się schował w jaknajgłębszej studni.

O przestań! przestań! przyszła potężna artystko,

Bo do drzwi twych zapukam i powiem ci wszystko...

.....................

Czyli z pod mego pióra już nic nie wylézie?

Ah! napiszę satyrę, co strasznie ugryzie,

Która wszystkie dewotki, błazny i oszczerce

Ostrą szpilką uderzy zaraz w samo serce...

Co tak będzie syczała, jak głosy wężowe

Co do łez całą świata pobudzi połowę...

Co tak będzie płynęła ciągle, a powolnie,

Każdym przecinkiem draśnie, każdem słowem kolnie...

Tego szarpnie, skaleczy, temu łatkę przypnie,

Nie daruje nikomu... każdego uszczypnie...

Precz ztąd mdły atramencie! żółć w kałamarz leję!

Aż pod zgryźliwem słowem papier zzielenieje.

Drżyjcie ludzie! o drżyjcie, przed satyry biczem!....

Katarynka! i niemiec z szerokiem obliczem

Niesie małpę, co na nim jak na koniu siedzi

Niesie ją i gra walca wśród tłumu gawiedzi!!

...................

Ah dość tego! satyry, sielanki, dramaty,

Pierzchły wszystkie daleko jak ptaki spłoszone

I pozostały tylko nerwy rozstrojone,

Kałamarz, suche pióro i papieru szmaty,

Gdy uliczna muzyczka duszę rozkołysze,

Gdy sąsiadka roskoszne zacznie grać melodje,

Bądźcie zdrowe sonety, ody i parodje...

Zostańcie wiecznie w duszy, bo któż was napisze?

Do czego mogą natchnąć nieustanne krzyki...

Chyba rzucać na papier same wykrzykniki!!!

Sigue explorando

Por su autor
Klemens Junosza · 83 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Przed półwiekiem, moja duszkoRok 1886 →

Expediente

Autor
Klemens Junosza
Título
Przekrzyczana lira
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-przekrzyczana-lira--klemens-junosza-a1a4bc
Cita recomendada
Klemens Junosza, «Przekrzyczana lira», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-przekrzyczana-lira--klemens-junosza-a1a4bc.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.