CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Przechadzka nad Gopłem

polaco

O, jakie cudne dzisiaj to rano!

Noc już pierzchnęła, a tam rozsiano

Wraz rubinowe perły na wschodzie,

Byś większe hołdy oddał Przyrodzie.

Ona dziś mroźną dłonią rodziela

Śnieżne całuny na wonne ziela,

Och, i wiośnianą radość ci skłóci,

A jutro znowu ze snu ocuci

Zamglone niebo, zamarłą ziemię

I znowu zdejmie z piersi twej brzemię,

Które ci wylew pieśni tłumiło!

Twórcza Przyrodo! z jakąż to siłą

Pragnąłbym wdzięki twoje opieśnić,

I tak mą wiosnę, me życie prześnić!...

O, jakie cudne dzisiaj to rano!

Patrzcie, z rubinów siatkę utkaną

Przecina słońca promień złocisty

I blask przelewa w ten eter czysty!

Blaskiem już rozwiał sine mgieł duchy,

Blaskiem roztopił szronu okruchy —

Aniołów wiosny nic dziś nie spłoszy,

Toż więc zażyjmy razem rozkoszy,

Razem wychylmy czaszę nektaru,

Jaką nam poda wśród tego czaru

Postać urokiem pieśni owiana,

Pani goplańskiej fali — Goplana.

I wnet w tę stronę brać nasza bieży

I wnet się zjawia skroń »Myszej Wieży«

Na przeźroczystej niebios przestrzeni,

A przy jej łonie w olbrzymiej cieni —

Spoczęły dawne ojców cmentarze —

Niby w bojaźni, bo dłonie wraże

I namogilną ziemię naruszą

I proch ten święty w twarz nam rozprószą!

Niechże kalają tak nasze groby,

A my, odziani kirem żałoby,

Będziemy czaszką bawić się trupią

I wciąż patrzając, jak ci nas łupią,

Będziemy ssać z niej posilne płyny,

By myśli nasze zamienić w czyny.

Niechże kalają!... a w polskiej pieśni

Znajdą dziś tyle jadu rówieśni,

Że gdy uchwycą gęśl dłonią rączą,

Wnet z niej trucizny wrogom nasączą!...

I szliśmy brzegiem blizko a blizko,

A tuż przed nami sterczy grodzisko:

Kurhan niezwykły, kopiec wyniosły,

Zewsząd cmentarną trawą porosły,

A w krąg objęty ramieniem wody!

Nas on nie wabi wdziękiem urody,

Bo dziś mu zwiędły polnych ziół wieńce

I dzikich róż mu zgasły rumieńce,

A nowa szata jeszcze nie zsnuta,

Bo wiosna, ledwie z więzów wyzuta,

Nie zaczerpnęła tyle och! siły,

Aby odmłodzić stare mogiły!...

Więc nas urodą swoją nie nęci,

A jednak było w naszej pamięci,

Wypocząć sobie na jego łonie:

Myśl przebiegała przeszłości błonie,

I wnet spostrzegło duchowe oko,

Gdzieś poza mglistą, mroczną powłoką,

Żywe obrazy. Jakoweś tłumy

Przy Bojanowej odgłosie dumy

Niosą wśród grodziszcz ofiarne znicze

I stroją w kwiecie bóstwa oblicze.

Zewsząd brzmi raźno: »Łado, och! Łado!

Ty nas dziś chronisz przed tą zagładą,

Przed tymi więzy, w jakie lustrzany

Zimą ujęty pałac Goplany,

Dłonie twe świeże wianki rozpięły,

Gdzie prochy ojców w urnach spoczęły!...«

Więc to grodziszcze! więc przodki stare

Czynili tutaj bogom ofiarę

I prochy przodków w urnach grzebali!

My z namaszczeniem będziem patrzali

Na te omszałe naczyń ostatki,

I będziem łzami wilżyć te kwiatki,

Które więdnieją śród dawnych zgliszczy!

Czy nam kto wtenczas skarby te zniszczy?

Czy nam kto wtenczas rzec się ośmieli,

Że już w bezdennej giniem topieli,

I że nam wszystko poświęcić trzeba,

Aby uzyskać chociaż kęs chleba?...

My nie poświęcim uczuć dla zysku,

Lecz przy miłości świętem ognisku

Rozgrzejem dusze i serca nasze,

I do biodr swoich każdy przypasze

Miecz taki silny a taki płytki,

Że obronimy nasze zabytki!

I tak chcieliśmy na grobu szczycie

Wziąć za wyrocznię ubiegłe życie

I spytać urn się, czy nam klucz boży

Żelaznych kajdan zamki otworzy...

Tymczasem niebios modre namioty

Wnet się zmieniły w baldachim złoty,

Osłaniający słońca łożnicę,

A na powierzchnię wód topielice

Z liliowego wstały posłania,

Kryjąc się w srebrne fałdy ubrania,

Wabiącej pieśni zanucą zwrotki,

Aż oczarują umysł nasz wiotki.

Wzięliśmy czółno, by wszyscy razem

Za tym uroczym płynąć obrazem:

Nie trzeba było pracować wiosły,

Bo lekką łódkę Goplanki niosły,

A tak sunęły ją po krysztale,

Że ledwie zlekka trącone fale

Och! koralowej nie tknęły tkanki:

Niebiosa miały lice kochanki,

Co za wybranym tęskniąc młodzieńcem,

Płonie czystego żaru rumieńcem,

A chcąc zachwycić swymi go wdzięki.

Zrywa ku temu na łące miękiej

Wonne fiołki, białe lilie

I już weselne zwoje z nich wije.

Wiośnianych uczuć wraz ją iskierka

Do zdrojowego wiedzie lusterka,

A te wstydliwych licu korale

Nawet nie gasną w zimnym krysztale,

A ten ognisty zapał źrenicy

Nawet nie stygnie w mroźnej krynicy!

W Gopła zwierciedle gładkiem, szerokiem,

Niebo gwiaździstym patrzało wzrokiem,

A spiąwszy namiot nad grobem słońca,

Roniło krople pereł bez końca,

I ognia, którym chciało nas złudzić,

Nie mogło zimno wody ostudzić!

Staryśmy kopiec już pożegnali

I popłynęli dalej a dalej,

Przyroda wonną wabi nas ciszą

I łódź Goplanki zlekka kołyszą,

A gdzieś na świeżo zerwanej błoni

Dumka pasterki za wiosną goni!

Błogo nam — lubo! śród tego tchnienia

Zapomnieć można wszystkie cierpienia!

Lecz kiedy duch nasz tonie w uroku,

Tośmy ujrzeli w szarym obłoku

Znów dawien kurhan i nasze serce

Znów się tarzało w strasznej rozterce...

Och! kiedy nic nas więcej nie pieści,

Może zanucim wskutek boleści:

»Boże coś......!« — jednym oddechem.

I nam wtórzyły brzegi swem echem,

I wnet się w eter pieśń rozpłynęła,

Ale czyż władcę świata przejęła?!...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Procesya (Kasprowicz)Przeprosiny Boga →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Przechadzka nad Gopłem
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-przechadzka-nad-gopem--jan-kasprowicz-4ea2d2
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Przechadzka nad Gopłem», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-przechadzka-nad-gopem--jan-kasprowicz-4ea2d2.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.