CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaCyprian Kamil Norwid

Cyprian Kamil Norwid · Modernismo

Próby (Norwid)

polaco

Błogosławione pieśni malinowe,

Błogosławione pieśni kalinowe;

Błogosławione otchłanne niebiosy,

Obłoki, wiatrem gnane jako stada

I kołysane wiatrem ciężkie kłosy —

Duch się w harmonję męką nie układa,

By w pieśni stanąć, dość stanąć pod progiem;

Odetchnąć dosyć, by odetchnąć Bogiem!

Błogosławiona jest gorycz wiośniana,

Wśród pękających drzew rozpowietrzana,

Drzew, co od ziemi jak kolumny rosną;

Gdy w niebie miękkich gałęzi obręcze

Podobne mają, do harf strojnych wiosną

I psalmem: «święty!» tak, że patrząc, klęczę.

Błogosławione jest i obce dalej

Powietrze, które się jak myrra pali,

Rozpustujące z dzikiej lauru woni;

Pomarańcz złotem kapiące — i niebem

Pod którym każdy głaz jak Memnon dzwoni,

Każdy lazaron gdy zechce, jest Febem.

Błogosławiony i step ów bez końca

Oceanowej przestrzeni — na której

Nie mają spocząć gdzie promienie słońca,

Szmaragdowemi odpychane góry:

Z dumą żywiołu, co jak chaos stary,

Mało się komu dał deptać — bez wiary!

Błogosławione są Islandskie mroki

I cichość morska, taka — że umarli

Nie mając w grobach zarówno głębokiej,

Możeby śmierci swoich się zaparli.

— Otchłanie morza i niebios otchłanie

Dnami tam w siebie patrzają, po za nie

I fal, jakoby nie było:

Cisza, co słowu nakazując ciszę

Zda się układać z samym Słowem-słowa

Że swoich prac nie skończyło — —

Ocean taflą jedną się kołysze,

Jakby go właśnie osadzano z nowa,

Jakby się globu kończyła budowa;

Jakby tej było chwili odpomnienie,

Co końcem dzieła wzbudza zadziwienie,

Nie będąc jednem ni drugiem —

Tylko coś — jakby koniec i początek

Przedpotopowej tajemnicy szczątek,

Ducha, wyorany pługiem.

Błogosławione jest, próżniactwo człeka,

Co szuka aby mu było wygodnie;

Poezya w usta by szła zdrojem mleka,

Wiek się nikczemnie nie kłopotał o dnie,

Natura z pierśią czekała otwartą

I z swoim miękkim bogactwa welonem;

By każda twoja łza była otartą,

Każde uczucie było podzielonem;

A ty — bezkrwawą promienny zaletą

Dobranych ludzi otoczony chórem;

Żebyś był harfą — rzec chciałem poetą

Lecz mi to słowo przychodzi z oporem —

Błogosławione wszystko to — i nie to —

Ale czy będę błogosławić tobie

O! miasto wielkie — serc i kwiatów grobie? —

Gdzie oddychając, cudze chłoniesz tchnienia,

Kroku niemocnyś zrobić pierworodnie.

Myślisz żeś wesół — to nie twe wrażenia

Cnoty nie twoje i nie twoje zbrodnie:

Nie jesteś! — z bruku wołają kamienie

Przechodź! —

Dopiero — wśród tego miliona

Dopiero w takim obozie ludzkości,

Dopiero tutaj, jeżeli nie skona

Pieśń twa — nie skona z niedokończoności —

Jeźli anielstwo jej wyżywić zdołasz

Na każdą dobę, co jest przypadkowe,

Rzucając na bok; jeźli nie zawołasz:

«Ojcze! i niebo już nudzi mię płowe,

Jako wytartej szaty wielka poła —»

O! w tedy będę wierzył muzie twojej,

Że bezwidnego filarem kościoła

Na safirowym utwierdzeniu stoi! —

Błogosławione są i w myśli sferze

Złudzenia, którym niestety — nie wierzę —

Bałwany różnych szkół i różnej doby,

Nie istniejące — a możne! — i nie raz

Wiekiem rządzące jak wielkie osoby.

— Wyrazem jednym, jednym słowem: teraz

Jakoby berła żelaznego siłą

Bijące tłumy, aż się im pokłonią,

Aż się przed ciosem zastawią mogiłą

Aż się zastawią krzyżem — nigdy dłonią!

Błogosławione są te wszystkie mary,

Bo kto im szyję podesłał, szczęśliwy!

Miłości bole i cierpienia Wiary

Nieznane jemu — on zna tylko: wpływy —

Mody — mniemania — i czasów-ukazy:

Lecz ty szaleniec — on mędrcem sto razy!

— Jeźli więc w łunach tych ciebie zobaczę

Nie odmienionym i z gwiazdą na czole

Której ci z włosem nie wydrą rozpacze;

Jeźli usłyszę cię mówiącym: wolę

Mówiącym kocham — chcę — jestem człowiekim:kocham — chcę — jestem człowiekiem:

— Dłoń mą wyciągam, chociażby rozdartą.

Z czystego złota wykowanym ćwiekiem

Wyciągam moją dłoń, szczerze otwartą

Wszystkiemu co jest zacne i godziwe» —

O! wtedy powiem że pieśni twe — żywe!

Lecz nie tu koniec prób — ja wyznam — oni

Poczekać zechcą na harfy rozpadek,

Na spopielenie tej co grała dłoni,

By tylko kamień i Bóg, był ci świadek.

— Miłości-otchłań i twardość-granitu

By tobie były od szczytu do szczytu,

Jako monument utwierdzony w wieczność,

Że kochać śmiałeś, wierzyć, konać — i tu

Nie była twoją Poezyą — konieczność! —

Sigue explorando

Por su autor
Cyprian Kamil Norwid · 176 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Praca (Norwid)Promethidion — Wstęp →

Expediente

Autor
Cyprian Kamil Norwid
Título
Próby (Norwid)
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-proby-norwid--cyprian-kamil-norwid-cf56c2
Cita recomendada
Cyprian Kamil Norwid, «Próby (Norwid)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-proby-norwid--cyprian-kamil-norwid-cf56c2.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.