CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaWładysław Tarnowski

Władysław Tarnowski · Romanticismo

Praxytel i Fryne

polaco

Da ihr noch schöne Welt regiertet,
O wie anders – anders war es da,
Da man deine Tempel noch bekränzte,
Venus – Amatusia!

W cichej pracowni błądził promień słońca
Drżał – i z marmurów pląsał na marmury,
A każda postać życiem pałająca,
Zdała się śpiewać chwałę mistrza , który
Na wielkiej skórze z tygrysa spoczywał,
Z rąk Fryny puchar brał – niedbale ziewał…
Dzisiaj ukończył swoją Wenus z Gnido ,
Której, bogini z Olimpu płynęła
Morzem, przypatrzyć się…
I gdy Kupido,
Co był wioślarzem tajemnej żeglugi,
Wskazał jej posąg, wśród zadumy długiej
Wsparty na wiośle, to zawiść ją wzięła
I rzekła: Gdzież ten śmiertelnik szalony
Widział mnie w chwale mojej – bez zasłony?
* * *
Fryne przy lutni pieśń mu ulubioną
Cicho nuciła – a gdy je dziękował,
To przypomniała najwyżej cenioną
Pracę, którą jej Praxytel darował.
Ale ten posąg – rzekła – co sam cenisz
Nad wszystkie twoje… czy słowa nie zmienisz?
Nie – rzekł Praxytel – wskażę ci go, Fryne,
Ten oto, który zaraz pocałuję.
I pocałował: ją!
Nie w tę godzinę
Podejdziesz mistrzu mnie, o nie, dziękuję.
Tyś mi obiecał twór twych natchnień siły,
Ten, co najwyżej sam cenisz, mój miły!...
Nie było rady… wstał rzeźbiarz w kłopocie
I rzekł: Wybieraj sama, o kobieto!
Oto dwunastu bogów, w czoła pocie
Megarze danych.
Ona rzekła: Nie to!
Oto Junona, Rhea, Prozerpina,
Flora, Ewentus, pogoń Apollina?
Oto Latona sławna z Mantynei,
Marsjasz ze swym fletem, Bachus i Menady,
I zapatrzony w źródło Narcyz blady…
Pan koziorogi, uśpiony wśród kniei,
A tu – zazdrosna Junona z Telei,
Latona z Argos, oto dwie Dianny ,
Fortuna! dalej Neptun w fałd odziany…
Tu, patrz, Trofonius, do Lebadij dany
Bachus z Elissu, Bachus Callistrata,
Merkur z Olimpii, Saurokton , odlany
Z brązu… Tu Fryne stanęła i zmiata
Pył z jego twarzy, ale poszła dalej…
Paryjski satyr – a, czarę mu nalej!
Periboetos Faun, z Gnidu Wenera ,
I Wenus z Kos, co cała zakwefiona,
Od skromnych mistrzów po szkołach sławiona,
Tam znowu szczęście śmiejące wyziera,
Eros i Psyche! Kupido Tespijski ,
I Amor dziecko, rzecznik Propontyjski.
Tu masz Metopy z Tebów, Heraklowe,
I muzy z Tespij. Dwa posągi Fryny,
Harmodjus, konny rycerz, i wozowe
Gromkie rumaki, i Kolos jedyny!
Ach! a tam w głębi, pod ceglastą ścianą,
Nioba! ach Nioba z boleścią wezbraną
Już kamienieje, dziecię truchlejące
Tuląc; a inne giną jak skoszone
Kwiaty wiosenne na młodości łące –
Stary pedagog wznosi dłonie drżące,
A syn przesłania źrenice olśnione…
Tamten o ziemię runął, powalony,
Temu, jak węgle, co dogorywają,
Zemstą źrenice palą się i gasną,
Ów śmiercią chciałby tamtych zbawić własną,
Ta – pędzi w zgubę!! losy urągają!...
Stanął Praxytel, z miłością je witał,
Choć Skopas na nie od zazdrości zgrzytał.
Żywą ja byłam, kamieniem się stałam,
Od Praxytela znów życia dostałam!”
* * *
Fryne się długo, długo zadumała…
Próżno kochanek to i to jej chwalił.
Żadnego z boskich arcydzieł nie chciała,
Chmurna odeszła – on się znów powalił
Na swoją skórę z tygrysa – i zasnął,
Aż jego bogom poranek przyklasnął…
* * *
Pewnego razu…
Praxytel u Fryny
Bawił – i czoło ozdobił różami,
Pił jak ambrozję wina swej krainy
I słodkiej lutni słuchał z piosenkami –
Jak puste dziecko geniusz był dziecinny,
W koło swej szyi oplatał jej kosy ,
I ust koralem oczu jej niebiosy
Muskał i szeptał: Amor, nie – jam winny!
Aż wreszcie winem tak głowę zamroczył,
Że na purpurę półsenny się stoczył…
Wtem wpadł niewolnik jego –
Krzyknął: Panie!
Pracownia gore!!!
Próżne ratowanie!...
Jak lew się zerwał –
Garściami darł włosy
I pierś zakrwawił i ryknął: Zginąłem!
Ratuj Amora! co w jasne niebiosy
Złotemi skrzydły chce wzlecieć!... Zginąłem!…
O, nie zginąłeś – rzecze z śmiechem Fryne –
Nie płonie ogień, nie zginiesz, nie zginę,
Bo tylko chytrze dowiedzieć się chciałam,
Którą z prac twoich sam najwyżej cenisz.
Teraz Amora biorę!
A! umiałam?
Wszak się zakląłeś, że słowa nie zmienisz…
I ramionami objęła mu szyję –
Wielkiś!... lecz górą czyje słowo, czyje?
* * *
Stanął Praxytel, jeszcze zadyszany,
Ale z radości samej, że nie spłonie,
Dał jej Amora – i rzekł zadumany:
Niech to w pamięci mojej nie zatonie!
A Fryne rzekła: Umiem piec twe chleby,
Oddam go, jeśli… odbuduję Teby!

Sigue explorando

Por su autor
Władysław Tarnowski · 42 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Pomnik BielowskiegoPrywata a doktrynerka →

Expediente

Autor
Władysław Tarnowski
Título
Praxytel i Fryne
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-praxytel-i-fryne--wadysaw-tarnowski-6bf9a9
Cita recomendada
Władysław Tarnowski, «Praxytel i Fryne», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-praxytel-i-fryne--wadysaw-tarnowski-6bf9a9.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.