CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaFelicjan Faleński

Felicjan Faleński · Modernismo

Prace i dnie

polaco

Dwoma sposoby nabyć można mienie:

Jeden jest wszystkim cenny nieskończenie,

Drugi zaś zbrodni blizki, i ten właśnie

Wznieca o miedze wpośród sąsiad waśnie,

Skąd więc silniejsi bracia słabszych gniotą.

Ludzie przemożnej nienawidzą pięści,

Lecz że bogowie tak chcą mieć, najczęściéj

Uległość zbójcom jest z potrzeby cnotą.

Pierwszy zaś sposób, którym się bogacą

Czystego ducha ludzie, każdy zdoła

Takiego użyć, bo on będąc zgoła

Siły i woli płodem, zwie się pracą.

Tę Zeus w korzeniu traw przed ziemską dziatwą

Głęboko schował, by nie była łatwą, —

Choć widząc taki, co w lenistwie pości,

Że pracowity korzyść odniósł w żniwie,

Jeśli nie z cnoty, tedy choć z zazdrości

Zechce, jak tamten, wspomódz się godziwie...

Zmysłom to naszym skryły sądy boże,

Jak mało człeku do wyżycia starczy.

Nieraz dniem jednym pracy gospodarczéj

Rokby się cały dał opędzić może —

Wtedybyś gnuśnie trawił byt wesoły.

Lecz pługby zbutwiał, zleniwiały woły, —

Więc bardzo mądrze działa Zeus, jeżeli

Z nami się wiedzą swą niezawsze dzieli...

................

Gdybym mógł wybór zrobić, tobym pono

Wcale nie istnieć wolał, albo wprzódy

Istnieć niż dzisiaj. Cóż? gdy mi znaczono

Żyć wśród żelaznej wieku tego grudy,

Kędy dzień każdy nowym znojem gniecie,

Noc ku bezprawiom kusi, te zaś wszędzie

Dosięga mściwa bogów dłoń — a przecie

Prędzej czy później kres i temu będzie!

Skończą dni swoje nędzni ludzie owi,

Którzy tyloma językami gwarzą.

Skoro szron skrzepnie nad ich zbladłą twarzą,

By nie zawadzał dłużej dziad wnukowi,

Władca go bogów niby kłos położy...

Aliści po nich będzie jeszcze gorzéj!

Nie wstąpią już-ci w ślad swych ojców dzieci —

Miła uprzejmość wprędce precz odleci —

Brat bratu obcym stanie się, druhowie

Wrogami sobie, starych rodzicieli

Syn własny z domu wygnać się ośmieli,

Bezbożnie sądząc, że się bóg nie dowie

O tem opatrzny. Ni bezpieczny będzie

Od swych sąsiadów kto na własnej grzędzie.

Przystojność wszelką, godność, cześć zdeptawszy,

Ludzie wytartem czołem będą bili

Przed tym, kto wziętość swą przez czyn najkrwawszy

Przywłaszczyć sobie zdoła. Od tej chwili

Żegnaj powago, cnoto, prawdo, wstydzie!

Drwiąc z swej ofiary zdrajca przodom idzie —

Urąga kłamstwo wszelkiej dobrej wierze —

Krzywoprzysięzca wieniec chwały bierze —

Chciwość i zazdrość wszelką własność ślini

Strutemi jady. Wtedy to bogini

Siostrzana cnocie, nieśmiertelne piękno,

Nemezys, w śnieżne spowinięta szaty,

Z padołu tego, wzbiwszy lot skrzydlaty,

Odleci w nieba blask....

O mój Persesie! w osobliwszym wstręcie

Miej nadużycie siły. Niech zwierz krwawy,

Któremu obce szlachetności sprawy,

Pomiędzy sobą zjada się zawzięcie.

Nie tak ma czynić ten, któremu w łono

Przeczucie prawa z wiedzą cnót włożono.

On niech nietylko sam się broić wstyda,

Lecz, jeśli jeszcze drugim cnoty szlaki

Wskazuje z serca, to zaprawdę taki

Błogosławiony! Iść tam, gdzie ohyda

U celu dyszy, rzecz nietrudna przecie:

Co krok napotkasz nieprawości kwiecie

Z trującą wonią, skarby i zaszczyty

Tuż pod twą ręką, a gościniec bity

Pochyło zbiega. Za to tam, gdzie doma

Sumienia spokój, mając znój na czele,

Przebywa skromny, jest do niego stroma

Droga i na niej przeszkód bardzo wiele.

Lecz w tem bezdrożu, byleś pierwsze na niem

Postawił kroki, szlak ci się uprości.

Najdoskonalszy człowiek mojem zdaniem

Jest taki, który boskiej się mądrości

W działaniu każdem wieść za rękę daje,

Który tak wdrożył swoje obyczaje,

Że, niźli jakie przedsięwzięcie zacznie,

Jego następstwa wprzód rozważa bacznie.

Prawym jest, który prawej rady słucha;

Lecz ten, co ani sam jest mądry z ducha,

Ni mądrej rady przyjąć rad rękojmię,

Czyż wart współczucia, gdy mu nędza dojmie?

Persesie bracie! słuchaj rady brata!

Pracuj — a za to spotka cię zapłata,

Że na sytości brak się nie poskarzysz.

Bo głód próżniaka tylko jest towarzysz —

A próżniak równie bogów, jak i naszéj

Pogardy godzien! niby istność licha

Trutnia, co wprawdzie żądłem on nie straszy,

Lecz za to cudzą pracą brzuch zapycha.

Ma pracowity wielką cześć u ludzi,

Także od niebios jest kochany szczerze —

Sam od nikogo żadnych łask nie bierze

I jeszcze gnuśnych iść swym śladem budzi...

Wolne od zmazy miej, Persesie drogi,

Serce, i równo z brzaskiem, w skrusze ducha

Obiatą hojną czcij codziennie bogi, —

I także kiedy noc nadchodzi głucha.

Często do skromnej w domu twym biesiady

Wzywaj też druhy twoje i sąsiady,

A najszczególniej tych, co w trudnej chwili

Uprzejmie tobie pomódz pośpieszyli.

Skarbem jest dobry sąsiad, lecz od złego,

Jak od zarazy, niech cię bogi strzegą!

Jeśli ci dobrze z uczynnością braci,

Braciom od siebie czyń w tej samej mierze —

Nawet gdy przyjdzie czas, gdy dług się płaci,

Dobrze jest, jeśli miarę człek przebierze.

Tych kochać mniej, którym jesteś miły,

I serce twoje chętnie niech wymienia

Dary darami — prawem przyrodzenia

Cnota w hojności czerpie błogie siły.

Kto ma przyjemność dawać, już z tej miary

Sam w sobie nosi nagrodzenie swoje —

Kto zaś nie dawać rad, lecz chwytać dary,

Wstyd ma i ciągle z tego niepokoje.

Sigue explorando

Por su autor
Felicjan Faleński · 247 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Pożegnanie (Faleński)Przed burzą (Faleński, 1871) →

Expediente

Autor
Felicjan Faleński
Título
Prace i dnie
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-prace-i-dnie--felicjan-falenski-254f0d
Cita recomendada
Felicjan Faleński, «Prace i dnie», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-prace-i-dnie--felicjan-falenski-254f0d.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.